wtorek, 6 grudnia 2016 r.

Lublin

Tłumy i Ich Troje

Dodano: 24 stycznia 2002, 21:02

Kilka minut po 15 na podjeździe lubelskiego hotelu „Unia” zatrzymuje się czarne BMW. Wysiada z niego lider grupy Ich Troje, Michał Wiśniewski. Klika minut wcześniej przyjechało „ich dwoje”.

– Byli u nas miesiąc temu po barbórkowym koncercie w Bogdance – opowiadają pracownicy hotelu. – Żadnych sensacji: siedzieli w pokojach, gdzie zamawiali standardowe śniadanie. Na dół schodziła tylko wokalistka.
Tym razem zespół spędzi w hotelu dwa dni. Do dyspozycji mają kilka pokoi oraz trzygwiazdkowe apartamenty (za 736 zł jeden): O najwyższym standardzie. Jest kablówka, telefon, komputer, a nawet czajnik bezprzewodowy – zapewnia nas jedna z pracownic hotelu.
Próby dowiedzenia się czegoś oficjalnie spełzły na niczym, jednak od czego są dziennikarskie sposoby...
Zespół mieszka na drugim piętrze. Jedziemy windą, drzwi otwierają się i... wchodzi Michał Wiśniewski wraz z wokalistką Justyną Majkowską. Chwila rozmowy, to wszystko. Na wszelkie wywiady musi być zgoda firmy, koncernu fonograficznego Universal. A tej nie ma, ponieważ do wydania nowej płyty panuje całkowita cisza medialna. Sami członkowie zespołu nie mieliby jednak nic przeciwko temu...
– Jak byli u nas ostatnio to żadnych dodatkowych wymagań nie było – dowiadujemy się w hotelowej kuchni. – A np. dla Kory musieliśmy sprowadzać świeży szpinak z Amsterdamu i jaja przepiórcze. Od nas dostali kosze z owocami, a na klamkowych wywieszkach zostawiali zamówienia. Ale zdobyłam autografy dla dzieci.
Z autografami nie było problemu i teraz. – Córka się ucieszy – zapewniła nas pani Marzena, gość hotelu. – Akurat stali przy kiosku, to poprosiłam.
W kiosku lider zespołu kupił Playboya i Sukces. Potem chwila wytchnienia, czyli odpoczynek w restauracji.
– Podobno miesiąc temu ten z kolorowymi włosami wygrał kilkanaście tysięcy złotych w naszym kasynie – szepcze tajemniczo hotelowy pracownik. – Był wtedy bardzo luźny i zostawiał duże napiwki. Tak słyszałem...
W tym czasie w hali lubelskiego MOSiR trwały gorączkowe przygotowania do koncertu. Montowano scenę, oświetlenie i sprzęt nagłośnieniowy. Uwijało się kilkunastu technicznych. My trafiliśmy na pierwsze „próby mikrofonu”. Przygotowanie całej sceny i aparatury do koncertu zajmuje ok. sześciu godzin. – Razem z instalacją efektów pirotechnicznych – dodał człowiek obsługujący konsolę.
Kiedy opuszczaliśmy MOSiR spotkaliśmy wreszcie pierwsze fanki zespołu – Myślałyśmy, że będą dzikie tłumy – dziwi się Edyta, licealistka ze Świdnika – I dlatego przyjechałyśmy wcześniej.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO