poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Lublin

"Tu nie chodzi o pieniądze, chodzi o wzruszenia". Wystawa prac z kolekcji Tadeusza Mysłowskiego

Dodano: 17 marca 2017, 14:30

Bezcenną kolekcję, liczącą blisko 250 prac, podarował Lublinowi Tadeusz Mysłowski, malarz, grafik, fotograf. Polak, którego prace znajdują się Museum of Modern Art w Nowym Jorku. Wartość kolekcji, którą 17 marca zobaczymy w Muzeum Lubelskim jest zawrotna. - Tu nie chodzi o pieniądze. Chodzi o wzruszenia - mówi Mysłowski

Tadeusz właśnie kończy wieszać swoją kolekcję w Muzeum Lubelskim. Gdzie wisi Yoko Ono, gdzie Salvador Dali, gdzie Piet Mondrian a gdzie Pablo Picasso? - pytam. - Chwilę, najpierw trzeba zobaczyć Kantora.

• Kiedy zacząłeś kolekcjonować grafikę? 

- W 1963 roku, kiedy zerwałem afisz wystawy Kantora w Galerii Krzysztofory. Nigdy nie traktowałem moich zbiorów jako kolekcji. Raczej jak dokumentację mojego rendez-vous przyjaźni, dokumentu, narracji. Postanowiłem zebrać jak najwięcej prac moich nauczycieli z Akademii Sztuk Pięknych. To był czas, kiedy w Polsce w księgarniach można było czasem trafić na album, artyści poznawali stewardessy, żeby mieć kontakt ze światem.

Prowadzi mnie do zerwanego plakatu. Każe czytać spis obiektów, które wystawił Kantor: Szkice, rysunki, projekty, definicje, analizy, albumy, przepisy, recepty, zapisy, opisy, pomysły, gry, zabawy, pejzaży, metafory, destrukcje, rozbite taksówki. - To jest mój kamień milowy. Gdzie się nie przenosiłem, w Paryżu czy w Nowym Jorku, miałem ten afisz za talizman.

A Dali, Picasso, Yoko Ono? - pytam. - Nie teraz - odpowiada. Wyciąga z przepastnej torby album z lubelskiej wystawy. - O tu. Przeczytaj Czytelnikom z katalogu wystawy.

Młody chłopak z Kunickiego

„Czasami próbuję sobie wyobrazić tego młodego chłopaka z ulicy Kunickiego - syna kowala, jak idzie ulicą Grodzką i wchodzi do Bramy Grodzkiej. To tu rozpoczęła się jego przygoda ze sztuką, która doprowadziła go aż do Nowego Jorku. Mimo tego, że tam mieszka, Lublin jest wciąż dla niego ważnym miejscem. Nigdy nie zaparł się swojego rodzinnego miasta - wręcz przeciwnie, jest z nim bardzo związany. Bardzo go za to podziwiam.

W roku 1999 Tadeusz zaprosił mnie do współpracy przy przygotowywanej przez siebie na terenie Muzeum na Majdanku instalacji „Shrine - Miejsce Pamięci Bezimiennej Ofiary”. Byłem świadkiem tego, jak pracował nad tą instalacją, i dużo mnie to nauczyło a przede wszystkim zbliżyło nas.
Stało się to naszym wspólnym rytuałem - naszą komunią, że za każdym razem, gdy po pobycie w Lublinie wraca do Nowego Jorku, odprowadzam go”. (Tomasz Pietrasiewicz, Lublin 2015)

Dorożka Gałczyńskiego

Po skończeniu Liceum Sztuk Plastycznych w Lublinie Mysłowski zaczął studia na krakowskiej ASP w 1963 roku. Kraków był wtedy stolicą polskiej grafiki.

- Chciałem opowiedzieć ci anegdotę związaną z wybitnym grafikiem Józefem Gielniakiem. Strasznie mi się podobała jego twórczość. W przypływie entuzjazmu postanowiłem napisać do niego list. Pod wpływem listu przysłał mi 6 swoich ekslibrisów. On, mistrz, jeden z najwspanialszych artystów Europy. Ale nie koniec na tym.

• Dlaczego?

- Kiedy zacząłem organizować wystawę, poprosiłem Annę Hałatę, kuratora, żeby napisała do fundacji Józefa Gielniaka czy czasem nie mają mojego listu. Po 60 latach list zdobyła na wystawę. Tabloidy zainteresują się pracami Vincenta van Gogha, Pablo Picasso, Salvadora Dali. Ale każda z prac, którą zobaczycie na wystawie jest świadkiem moich bardzo personalnych związków z artystami.

• Jakiś przykład?

- Stanisław Wójtowicz, artysta z krakowskiej bohemy. Wyobraź sobie, że on znał dorożkarza Gałczyńskiego. Jeździliśmy dorożką po wódkę na melinę. I ten dryndziarz mówił do nas wierszami. Rozmawiał z nami, jak z Gałczyńskim. Zamyśla się. - I on, mój profesor zechciał mi zrobić prezent. I zrobił mi portret. Mistrz - uczniowi.

• Uparcie wracam do największych nazwisk z twej kolekcji.

- Nie one są najważniejsze. Ale pokazuję je razem z pracami polskich mistrzów. Pokazuję, że ich Masterpiece nie są gorsze! Że wszyscy jesteśmy jedną rodziną na tej planecie. A teraz przeczytasz Czytelnikom tu.

Ksiądz Włodzimierz Sedlak

„Wszystko powiązane jest z ziemskim życiem na statku kosmicznym, zwanym „Ziemią”. Jest w tym poglądzie dużo słuszności, ale nie całkowicie.

Istnieją bowiem inne przeżycia wynikające z oderwanej podświadomości, pochodzącej z bioprądów kosmicznych (odkrytych przez księdza Sedlaka) wpływających na nasze myślenie. Znajduje się to w niezależnym środowisku przestrzeni kosmicznej nicości.

W tym świecie mogą powstać zapisy lub zamysły, które dawniej uważane były za metafizykę, dziś są one realnym i rzeczowym światem materialnym”. (Henryk Stażewski)

Dlaczego miałem to przeczytać?

- Kiedy pojawiłem się u Henryka Stażewskiego, tego arystokraty światowej grafiki, zapytał mnie: Czy znał pan ks. Prof. Włodzimierza Sedlaka z KUL. Nie. Od tamtego czasu, kiedy przyjeżdżałem do Lublina, szedłem do księgarni i kupowałem kolejne książki o Sedlaku, twórcy polskiej szkoły bioelektroniki, elektromagnetycznej teorii życia oraz pojęcia wszechpróżni. Sedlak, kontrowersyjny ksiądz z krwi i kości, mnie fascynuje. Według jego teorii zrobiłem figury człowieka, które zobaczycie na wystawie. Myślę, że ks. Sedlak pojawi się jeszcze w mojej grafice.

Sens dawania

• Oddałeś kolekcję życia Lublinowi.

- Cały sens człowieka jest we współdziałaniu. Liczy się dawanie, nie egoizm. Przekazywanie jednego do drugiego. Życie składa się z „multi warstw”. Im więcej zgody i wymiany, tym bardziej społeczeństwo będzie zdrowe. I twórcze. Dlatego całą moją przyjemnością było dać kolekcję miastu. To już nie jest moje. Kolekcja ma nowe, swoje, własne życie w Lublinie, mieście, z którym ja się identyfikuję.

• Dlaczego Lublin?

- W 1999 roku zrobiłem na Majdanku kaplicę Shrine. Chciałem upamiętnić dramat, który rozegrał się w Lublinie. Że, jeśli stąd odejdę, to Shrine w baraku nr 47 zostanie w pamięci. Teraz daję memu miastu drugi prezent. Jak spoglądam wstecz, to chyba w genach tak zostało zapisane. Ty mnie znasz. Mam jaja, potrafię przyłożyć. Szerzej widzę, szerzej czuję i szczerzej kocham, jeśli zauważę, że coś musi być kochane.

• Marzenia?

- Jestem bardzo skromnym człowiekiem. Bardzo ziemskim. Moje marzenia są codziennym dniem. Większych marzeń nie mam. Każdy następny dzień jest twórczy. Dzień za dniem idę cokolwiek dalej…

Tadeusz Mysłowski, Kolekcja grafiki

17 marca - 3 maja, Muzeum Lubelskie

Wśród wielu prac zobaczycie na wystawie dzieła wielkich duchowym mistrzów Tadeusza Mysłowskiego: Pieta Mondriana, Barnetta Newmana czy wybitnych klasyków XX wieku: Salvadora Dalego, Marcela Duchampa, Wassilego Kandinskiego, Pabla Picassa i Andy’ego Warhola. Bilety w cenie 8 złotych.

Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (17 marca 2017 o 16:42) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Finansowanie kultury z budżetu państwa to jest granda. Tu też tyle krzyku o pare bochomazów. Też mi sęsacja.
Rozwiń
Gość
Gość (17 marca 2017 o 15:44) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Centralne media w Polsce, o tym pięknym darze i wielkim człowieku ....sumiennie milczą. Dlaczego w Lublinie jeszcze nie ufundowano ASP? O Wyższej Szkole Teatralnej i Filmowej też niewiele słychać... Normalnie 95% instytucji kultury w regionie LBN ma korzenie samorządowe a nie państwowe... Szczerze, artyści więcej Lublinowi podarowali, niż 8 ostatnich premierów i sejmów... Zazwyczaj Teleexperess o takich akcjach wspomina, a tu cisza... Panorama Lubelska odgórnie miała zakazane informowania o tym darze.... Czy to jest Spisek Centralny?
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!