środa, 18 października 2017 r.

Lublin

Układ z rabusiem

  Edytuj ten wpis
Dodano: 3 marca 2005, 21:07
Autor: Dominik Smaga

50 złotych za puszczenie sprawy w niepamięć - takiej "opłaty manipulacyjnej” żąda lubelski hipermarket Real od klientów przyłapanych na drobnej kradzieży. I teraz grozi mu za to... kara. Sprawą zajął się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

O możliwości pobierania opłaty manipulacyjnej od osób zatrzymanych na gorącym uczynku informują wywieszki przy drzwiach wejściowych. Wynika z nich, że jest to rekompensata za oderwanie personelu od pracy, czas poświęcony na zatrzymanie złodzieja, ponowne ustawienie towaru na półce, a nawet... za papier i materiały piśmiennicze zużyte do spisania protokołu ze zdarzenia. Złodziej, który pójdzie z Realem na układ i wpłaci 50 złotych, zostaje puszczony wolno. Na odchodne dostanie nawet... dowód wpłaty 50 zł.
Wywieszka ta nie spodobała się jednemu z klientów. Poskarżył się na Real do lubelskiego UOKiK. A ten w zeszłym tygodniu wszczął postępowanie wyjaśniające. - Grzywnę może nakładać organ administracyjny, organ kontrolny, policja albo sąd. Ale nie sklep - twierdzi Ewa Wiszniowska, dyrektor lubelskiej delegatury UOKiK. Zastrzega jednak, że sprawa jest w toku i za wcześnie, by przesądzać jej wynik. Gdyby jednak Real został uznany winnym naruszenia przepisów, groziłaby mu kara pieniężna.
Real powołuje się art. 415 kodeksu cywilnego: "kto z winy swej wyrządził drugiemu krzywdę, obowiązany jest do jej naprawienia”. Z informacji wywieszonej w markecie wynika, że wniesienie opłaty jest równoznaczne z polubownym załatwieniem sprawy. Złodziej płaci, a policji nic do kradzieży.

Na jakiej podstawie Real oszacował czas poświęcony na rozmowę ze złodziejem, koszty ustawiania towaru na półce i papier do protokołu? Isolda de Saint-Paul, rzecznik sieci Real w Polsce odpowiedziała nam, że stanowisko firmy w tej sprawie nie jest jeszcze gotowe.
- Opłata zamiast wezwania policji? Nawet jeśli jest to zgodne z prawem, to nierozsądne. Bo złodziej przyjdzie ponownie - dziwi się Łukasz Dziurda, kierownik jednego z lubelskich supermarketów Stokrotka.
W jego sklepie złodzieje to prawdziwa plaga. Tak jak w całym Lublinie. - Każdego dnia mamy kilka takich wezwań. Czasem trzy, czasem pięć, czasem dziesięć. Zazwyczaj kończy się mandatem, od 50 do 100 zł - mówi Agnieszka Pawlak z lubelskiej policji. Stróże prawa nie mogą nic więcej zrobić, jeśli wartość skradzionych towarów jest mniejsza niż 250 zł. Dopiero powyżej tej kwoty można mówić o przestępstwie i skierować sprawę do sądu.
To właśnie najbardziej irytuje sprzedawców. - To prawo trzeba zmienić. Złodzieje śmieją mi się w twarz. Bo za złe parkowanie można dostać większy mandat. Ale mimo to zawsze wzywam policję. Nawet do kradzieży batonika - dodaje Dziurda.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!