wtorek, 21 listopada 2017 r.

Lublin

Urszula: Zytę trzeba było chronić

  Edytuj ten wpis
Dodano: 23 sierpnia 2006, 20:06

O tydzień wydłuży się proces lustracyjny Zyty Gilowskiej. Wczoraj w jej sprawie zeznawali małżonkowie Urszula i Witold Wieczorkowie - dawna przyjaciółka Gilowskiej i były funkcjonariusz SB.

Dlaczego proces się przeciągnął? Powód to kalendarze, w których Witold Wieczorek zapisywał charakterystyki osób, którymi interesował się lubelski kontrwywiad. Dotychczas sąd nie przeglądał tych zapisków. Dopiero teraz zwrócił się do Sądu Rejonowego w Lublinie o udostępnienie materiałów. Posłużyły one jako dowód w sprawie przeciwko Wieczorkowi, którego przed rokiem skazano za wynoszenie tajnych dokumentów z lubelskiego UOP.
Cała afera wokół Zyty Gilowskiej zaczęła się w czerwcu, kiedy Rzecznik Interesu Publicznego oskarżył ówczesną wicepremier o kłamstwo lustracyjne. Gilowska oddała się do dyspozycji premiera, który natychmiast ją zdymisjonował. Sąd Lustracyjny odmówił wówczas wszczęcia postępowania wyjaśniającego, które przysługuje tylko osobom zajmującym wysokie stanowiska w państwie. Ale po interwencji polityków i samej Gilowskiej sąd zajął się sprawą, traktując ją jako wyjątkowy przypadek.
- Przed nikim nie ukrywałam, gdzie pracuje mój mąż, także przed odwiedzającą nas Gilowską - zeznała wczoraj Urszula Wieczorek. - Zawsze mówił, że jest oficerem kontrwywiadu.
Przyznała także, że zna Zytę Gilowską od początku lat siedemdziesiątych i że wtedy bardzo się przyjaźniły. - Ale Zyta Gilowska nigdy nie mówiła, że chce się spotykać z moim mężem - dodała Urszula Wieczorek. I przypomniała, że mąż mówił kilka lat temu, że Zytę trzeba było chronić.
Witold Wieczorek potwierdził swoje wcześniejsze zeznania, że w ramach tej ochrony fikcyjnie zarejestrował Gilowską, jako tajnego współpracownika o pseudonimie Beata. Przyznał się też do fałszowania służbowych rachunków. Powiedział, że rachunki, które znajdowały się w teczce tajnego współpracownika "Beata” służyły do rozliczania alkoholu, który funkcjonariusze kupowali na własne potrzeby.
Wczoraj zeznawał też Janusz Słowikowski, funkcjonariusz SB, który pod koniec lat osiemdziesiątych kontrolował lubelską agenturę. Stwierdził, że podczas kontroli, jakie przeprowadzał, mógł przeoczyć "bezczynnego agenta”, jakim była Beata.
Według Sądu Lustracyjnego, jeśli nie pojawi się żaden nowy świadek, to 31 sierpnia dojdzie do mów końcowych stron.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!