piątek, 9 grudnia 2016 r.

Lublin

Urzędnicy przejadają nasze zdrowie

Dodano: 16 kwietnia 2003, 20:59

Jedenaście osób z dyrektorskimi pensjami zatrudnia w tej chwili oddział Narodowego Funduszu Zdrowia w Lublinie, choć dyrektorskie posady zajmują tylko cztery z nich. W sumie inkasują co miesiąc 72 tys. zł.

Według ustawy o NFZ pracownicy kas chorych stali się automatycznie pracownikami funduszu. Ich pensje pozostały więc takie same, jak w zlikwidowanych kasach chorych. I tak będzie przynajmniej do czerwca. Bo dopiero do końca maja wyjaśni się, kto zostanie w funduszu zatrudniony na stałe. Pozostali odejdą właśnie z końcem czerwca. Przez najbliższe trzy miesiące nikt nie straci dotychczasowego uposażenia. Policzyliśmy, że przez ten czas dyrektorskie pensje będzie miało w  funduszu co najmniej jedenaście osób, chociaż do jego kierownictwa weszły tylko cztery. Są to trzej dyrektorzy z Lubelskiej Regionalnej Kasy Chorych, którzy byli członkami jej pięcioosobowego zarządu. Oraz jeden z lubelskiej filii Branżowej Kasy Chorych, której pracowników fundusz również przejął. Oddziałem funduszu kieruje Adam Borowicz, były dyrektor LRKCh (z pensją 8 tys. zł). Obowiązki jego zastępców pełnią – Andrzej Kowalik, (7,5 tys. zł), Bożenna Zasada, (7,5 tys. zł) oraz Ryszard Bielak, były dyrektor BKCh (ok. 6 tys. zł).
Oddział funduszu nie ma zarządu, tak jak miała LRKCh. Ale dwaj byli członkowie zarządu tej kasy, którzy do kierownictwa funduszu nie weszli, wciąż mają dotychczasowe wynagrodzenia. Są to Mirosław Żydek, były dyr. biura administracyjno-organizacyjnego (7 tys. zł) oraz Alina Wojtas, główna księgowa (7 tys. zł). Są jeszcze trzy osoby, które pełnią teraz obowiązki dyrektorów w byłych oddziałach LRKCh (Chełmie, Zamościu, Białej Podlaskiej). Jeszcze nie wiadomo, czy punkty terenowe przekształcą się w delegatury funduszu, czy zostaną zlikwidowane. Na razie tamtejsi dyrektorzy zarabiają po ok. 6 tys. zł.
Dyrektorskie gaże zachowały też byłe zastępczynie dyrektora Bielaka z BKCh: Teresa Kardyni-Wiejak i Barbara Babut. Zarabiają po 5,7 tys. zł. Dyrektorzy rozmawiają z nami niechętnie. Mówią, że wszystko jest zgodnie z prawem. Twierdzą, że to okres przejściowy, w którym dogrywane są struktury. Nie wiedzą, jakie stanowiska i pensje będą im ostatecznie przyporządkowane. Centrala NFZ w Warszawie też jeszcze nie wie. – Dyrektorzy oddziałów funduszu dostarczą nam plany organizacji i zatrudnienia w swoich oddziałach – mówi Renata Furman, rzecznik prasowy NFZ w Warszawie. – Prezes je zaopiniuje. I zadecyduje o składzie i pensjach funduszu.
Dyr. Borowicz odmówił nam udzielenia informacji na temat swojego planu. 
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO