niedziela, 17 grudnia 2017 r.

Lublin

Urzędnik zwymyśla, ale nie przeprosi

  Edytuj ten wpis

Pani jest psychiczna, niech się pani leczy! - usłyszała starsza kobieta od pracownicy Urzędu Kontroli Skarbowej. Tak wyglądała kontrola w jednym ze szpitalnych sklepów w Lublinie.
Dwie kontrolerki obserwowały kioski w szpitalu na al. Kraśnickiej.

Miały przyłapać nieuczciwego sprzedawcę. Pierwszego dnia kontroli nikogo nie złapały. Ale za to drugiego nadarzyła się okazja.
- Batona proszę! - powiedziała jakaś kobieta, wciskając się nagle bez kolejki - relacjonuje Maria K., 69-letnia mieszkanka Lublina, która tydzień temu odwiedziła męża w szpitalu. - A zaraz potem kobieta na całe gardło krzyknęła do sprzedawczyni - pani mi nie dała paragonu! I przedstawiła się jako pracownik kontroli skarbowej.
Pani Maria twierdzi, że sprzedawczyni położyła paragon na ladzie, ale "klientka” go nie wzięła. Sprzedawczyni więc wyrzuciła świstek do kosza. - Widziałam to, więc stanęłam w jej obronie - opowiada. - Kontrolerka tak mi naubliżała, że zapamiętam to do końca życia.
W Urzędzie Kontroli Skarbowej w Lublinie poprosiliśmy o wyjaśnienie incydentu. Ale tam wszystkiemu zaprzeczają. - Zapewniam, że moje pracownice nikomu nie naubliżały podczas tej kontroli - twierdzi p.o. dyrektor Krystyna Kunaszewska. - To, że wymierzamy mandaty osobom, które nie przestrzegają prawa fiskalnego, często spotyka się z niezadowoleniem.
• Ale mandat nie dotyczył przecież klientki sklepu...
- Ale podobno ta pani wyrażała swoje niezadowolenie. A przedstawiony przez nią opis całej sytuacji to są subiektywne odczucia - odpowiada pani dyrektor.
Sklepikarka nie chce komentować tamtego zdarzenia. Ale dotarliśmy do świadka całego zajścia. Potwierdza słowa Marii K. - Zrobiło się tak głośno, że aż zebrał się tłumek zadziwionych ludzi. Każdy, kto tamtędy przechodził, przystanął i przyglądał się. Lekarze, pielęgniarki i tacy jak ja pacjenci szpitala - mówi. - Kobieta, która stanęła w obronie sklepikarki, aż się trzęsła po tym, co ją spotkało. Jeden z mężczyzn, który zareagował, też oberwał. Kontrolerka kazała mu się nie odzywać.
Nasza Czytelniczka usiłowała ustalić, jak nazywają się kontrolerki. Ale nie chciały pokazać jej swoich legitymacji. W urzędzie dotarliśmy do informacji, kto z urzędników tamtego dnia "sprawdzał” szpital. Kontrolerek jednak nie zastaliśmy, bo były na kontroli. Ale ich nazwiska przekażemy naszej Czytelniczce, żeby mogła złożyć odpowiednią skargę do przełożonych.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!