niedziela, 4 grudnia 2016 r.

Lublin

Andrzej Lepper (na pierwszym planie) razem z Jerzym T. <br />
(z mikrofonem) podczas spotkania w Daewoo
Andrzej Lepper (na pierwszym planie) razem z Jerzym T.
(z mikrofonem) podczas spotkania w Daewoo

Andrzej Lepper, przewodniczący Samoobrony spotkał się wczoraj z byłymi pracownikami Daewoo Motor Polska. W biurze poselskim Józefa Żywca twierdzą, że spotkanie zorganizował "gorący sympatyk Samoobrony” - Jerzy T. Dziennik ustalił, że mężczyzna wyszedł z więzienia na przerwę w odbywaniu kary.

Przed trzema laty Jerzy T. został skazany na półtora roku więzienia i 3 tys. zł grzywny za zorganizowanie 13 kobietom z Lubelszczyzny zabiegów przerwania ciąży we Lwowie. Uznano go za winnego "udzielenia pomocy w przerwaniu ciąży”. Cena zabiegu wahała się od 650 do 2000 zł. Kobiety były wożone przez Jerzego T. do ukraińskiego szpitala.
Jerzy T. długo ubiegał się o ułaskawienie. Przed sądem protestował przeciwko niesprawiedliwemu jego zdaniem wyrokowi. Potem z tubą w ręku zaczął być widywany na manifestacjach Samoobrony. Przed rokiem rozpoczął odsiadywanie wyroku, który mu został do odbycia. Po paru miesiącach sąd udzielił mu przerwy w odbywaniu kary.
- Ten pan był organizatorem spotkania z posłem Lepperem - przyznaje Justyna Orzechowska z biura poselskiego Józefa Żywca. - Nie jest on członkiem Samoobrony i nie jest pełnomocnikiem posła Żywca. Jest za to gorącym sympatykiem ugrupowania. A poseł Lepper przyjechał tu, by spotkać się z osobami zwolnionymi z Daewoo.
Kto poza Jerzym T. zaprosił Leppera do Lublina? Przewodniczący Lepper twierdzi, że przyjechał na spotkanie ze zwolnionymi pracownikami DMP na zaproszenie lubelskich posłów Samoobrony i załogi Daewoo.
- Zaprosili nas członkowie komitetu protestacyjnego DMP - twierdzi poseł Józef Żywiec, lider lubelskiej Samoobrony. - Zaproponowałem, by przesunęli spotkanie w związku z planowaną wizytą przewodniczącego Leppera, a wówczas będziemy wspólnie z nimi rozmawiać. A zaprosił nas komitet strajkowy - dodaje.
Komitet strajkowy? - wśród byłych pracowników DMP nikt o nim nie słyszał. Nic nie wie o komitecie strajkowym także Paweł Wądołowski, rzecznik syndyka masy upadłościowej DMP Leszka Liszcza. - Nie mam pojęcia, kto zaprosił przewodniczącego Leppera do Lublina. Być może jest to Jerzy T., który nie jest pracownikiem Dae­woo, ale systematycznie pojawia się na spotkaniach pracowniczych i przedstawia się jako asystent posła Józefa Żywca z Samoobrony - stwierdził.
Zapytany o konkretne osoby zapraszające poseł Lepper stwierdził, że zna te osoby poseł Żywiec, a lider lubelskiej Samoobrony odesłał Dziennik do Jerzego T.
Sceptycznie do pomocy ze strony przewodniczącego Samoobrony odnoszą się członkowie Związków Zawodowych DMP. - Nie byłem na spotkaniu z przewodniczącym Lepperem, gdyż moja wiara w jego skuteczność jest niewielka - mówi Andrzej Chrząstkowski, przewodniczący NSZZ "Solidarność” DMP. - Dowiedziałem się o wizycie A. Leppera z ogłoszeń na słupach. Podpisała się pod nimi Samoobrona. Nie wiem, czy przypadkiem przewodniczący Lepper nie przyjechał tu w celu zbijania kapitału politycznego. Mam nadzieję, że się mylę. Na to spotkanie poszła grupa ludzi, których interesuje wyłącznie odzyskanie pieniędzy, a nie nowe podmioty gospodarcze, zatrudniające zwolnionych pracowników DMP - dodaje.
W planie pobytu przewodniczącego Leppera znalazło się także spotkanie z mieszkańcami Lublina i regionu w Domu Kultury Kolejarza. Okazało się, że sala została wynajęta przez posła Żywca.

Lepperiada po lubelsku

Nie przyjechałem z walizkami pełnymi pieniędzy. Pomożemy na tyle, na ile nas stać - powiedział wczoraj Andrzej Lepper byłym pracownikom lubelskiego Daewoo. Obiecał, że da pieniądze na wyjazd delegacji pracowników do Warszawy i umożliwi spotkanie
z ministrem pracy.
Pikietę przed Daewoo zorganizowali sami pracownicy. Chodziło o sprawę zaległych wynagrodzeń.

Nieoczekiwany Lepper
O obecności Andrzeja Leppera dowiedzieli się z kartki na bramie zakładu. Byli zaskoczeni. - Nie szukamy takiego poparcia. Niech Lepper załatwia swoje sprawy. My go nie zapraszaliśmy - mówi Teresa Wolska.
Już od dziewiątej byli pracownicy stali przed fabryką. Pikieta miała zacząć się o godz. 10. - Przyszliśmy po pieniądze. Nie chcemy zaliczek, chcemy całej sumy - mówi pan Aleksandar.
Czy Lepper pomoże? - My wierzymy tylko w siebie. Pomocy ze strony Leppera nie traktujemy poważnie. Tu chodzi o ludzką tragedię a nie polityczną manifestację - podkreśla Andrzej Łysakowski. Nie wszyscy podzielali to zdanie. - To w końcu poseł. Pomógł rolnikom, to może i dla nas uda się coś uzyskać - z nadzieją w głosie mówi Mieczysław Lech.

Gdzie nasze pieniądze?
O godz. 10.25 byli pracownicy zakładów przeszli do sali konferencyjnej w pobliskim hotelu pracowniczym. - Tylko Samoobrona może pomóc odzyskać pracownikom pieniądze. Zostaliście oszukani, okradzeni - mówił Jerzy T. który towarzyszył Lepperowi. - To wiemy. Co z naszymi pieniędzmi? - odkrzyknął ktoś sali. Ktoś inny dodał. - Mów pan do rzeczy, a nie o Samoobronie.
O godz. 10.45 na sali pojawili się pracownicy biura syndyka. Zapadła cisza. Zbigniew Zaporowski, dyrektor biura, wyjaśniał sposób wypłat drugiej transzy zaliczek. - Wypłaty obejmują zaległości sprzed ogłoszenia upadłości. Każdy otrzyma po około 1,3-1,4 tysiąca złotych - wyjaśniał Zaporowski.
Ok. 200 osób z uwagą słuchało w ciszy. Nikt zdawał się nie pamiętać o Lepperze. Ludzie ocknęli się po wejściu syndyka, któremu towarzyszył Nam Hun Baek, przedstawiciel upadłego DMP. Krzyki, pretensje. "Kiedy dostaniemy pieniądze?”

Bez walizek z forsą
Andrzej Lepper pojawił się ok. 11.40. Przyjechał kilkuletnim srebrnym volvo 940. Kilku z oczekujących zdjęło czapki na powitanie. Rozległy się brawa.
Do sali konferencyjnej wszedł w otoczeniu członków lokalnej Samoobrony. Towarzyszyło im dwóch młodych ludzi z flagami. Gromkie brawa. Okrzyki "Niech żyje Lepper”. Ktoś złośliwie zapytał, czy nie widać nikogo w turbanach. Na niektórych twarzach zawód: "Dlaczego nie ma biało-czerwonego krawata?”
W sali było już prawie 300 osób. Lepper cierpliwie czekał na koniec wystąpienia syndyka. Zaczął ostro. Mówił o DMP, o zaległych wypłatach. Słowa "Gdy ktoś nie potrafi rządzić, musi odejść” przyjęto owacjami. - Idzie wiosna. Jeśli władze nic nie zmienią, to przyrzekam, że stanę na czele buntu społecznego - przestrzegał Lepper. Na sali brawa. Okrzyki "Niech żyje Lepper”.
Szef Samoobrony dużo mówił o złej sytuacji państwa, fatalnym stanie gospodarki. Pracowników bardziej interesowała konkretna pomoc dla nich i zakładu. - Nie przywiozłem walizek z pieniędzmi - zastrzegł Lepper. Obiecał za to pomoc w załatwieniu autokarów na wyjazd do Warszawy. Oraz spotkanie w Ministerstwie Pracy.
Byli pracownicy czekali chyba na więcej. Ale i tak byli zadowoleni z wizyty Leppera. - Uratował atmosferę. Wcześniej było bardzo nudno - ocenia Anna Borowiec, która jest na wypowiedzeniu.

Karnawał z sympatykami
Po wizycie w Daewoo Lepper odpowiadał na pytania dziennikarzy. A po południu odbyło się spotkanie z mieszkańcami Lublina i regionu. Doszło do niego w karnawałowej scenerii, w sali widowiskowej DK Kolejarza. Na ścianach białe udrapowane tkaniny, pod sufitem węże kolorowych baloników. Przygotowano około 150 miejsc. Za mało. Na sali zjawiło się prawie 200 sympatyków i członków Samoobrony. Pierwsze brawa dostał Lepper po dwudziestu minutach. Po tym jak zadeklarował, że jeśli wybuchnie społeczny sprzeciw, to Samoobrona stanie na jego czele. Chwilę później kolejne brawa. Tym razem była mowa o rozkradaniu Polski. Spotkanie trwało prawie półtorej godziny. Skończyło się tuż po godz. 17.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO