wtorek, 21 listopada 2017 r.

Lublin

Winny tragedii? Sąd zdecyduje

  Edytuj ten wpis
Dodano: 3 lipca 2006, 21:24

Mój mąż jest niewinny! To Węgrzy wyjechali mu pod koła – mówi zrozpaczona żona 50-letniego kierowcy ciężarówki z Lublina, który w zeszłym tygodniu uczestniczył w wypadku pod Londynem. Zginęło dwoje ludzi.

Dramat lublinianina zaczął się w czwartek na autostradzie M-11 w hrabstwie Essex, na północny wschód od Londynu. Tir, którym kierował Stanisław B., uderzył w znajdującego się na poboczu forda escorda. Ford stanął w płomieniach. W środku było dwoje Węgrów: 26-letni mężczyzna i jego o rok młodsza przyjaciółka. Oboje zginęli.
W sobotę sąd magistracki w Harlow (hrabstwo Essex) zdecydował o zatrzymaniu mężczyzny w areszcie. Dzisiaj zdecyduje, co dalej. Mężczyzna ma zarzut spowodowania śmierci dwojga osób oraz fałszowania danych w aparaturze rejestrującej przebieg jazdy w prowadzonej przez niego ciężarówce.
– Sprawa zostanie prawdopodobnie skierowana do sądu koronnego, gdzie Polakowi zostaną przedstawione zarzuty – wyjaśnia Ireneusz Truszkowski, wicekonsul RP w Londynie. – I to dopiero sąd koronny wyda wyrok. 
Kierowcy będzie bronił prawnik wynajęty przez firmę, dla której pracował. Stanisław B. od miesiąca był zatrudniony w przedsiębiorstwie transportowym West-Car z Raszyna pod Warszawą. – Nie mamy nic do powiedzenia w tej sprawie – uciął rozmowę z nami Paweł Jędrzejewski, syn właściciela firmy.
– Takie jest ich podejście do całej sytuacji – mówi z oburzeniem Jolanta B., żona zatrzymanego. – W rozmowie telefonicznej pan Jędrzejowski powiedział mi, że przez mojego męża zbankrutuje. I że zależy mu na samochodzie, a nie na moim mężu.
Ustaliliśmy, że lublinianin jechał prawie nowym tirem. Wiózł żywność. – Jeździł ciężarówkami od 30 lat. To dobry i doświadczony kierowca. Nigdy wcześniej nie miał wypadku – podkreśla Jolanta B.
Zdaniem brytyjskiej policji, lublinianin jechał w czwartek w sposób niebezpieczny. – Przekroczył dopuszczalną liczbę godzin jazdy – wyjaśnia Heather Turner z policji w Essex. – I nie robił odpowiednich przerw.
Czy to było bezpośrednią przyczyną wypadku? – To wyjaśni dochodzenie – podkreśla konsul Truszkowski. – Wiemy na pewno, że Polak był trzeźwy. Pojawiają się głosy, że mógł się zagapić i nie zauważyć samochodu osobowego. Ale też, że samochód osobowy włączał się do ruchu z pobocza i nie zauważył tira.
Taką wersję lublinianin miał przekazać swojej żonie tuż po wypadku. – Rozmawiałam z nim przez telefon – mówi Jolanta B. – Powiedział, że to Węgrzy wyjechali mu pod koła. Wypadek nie był z jego winy.
– Podobno są świadkowie, więc wszystko powinno być szybko wyjaśnione – mówi Truszkowski. – Oby dzisiaj – dodaje żona kierowcy. – Chcę, żeby już wrócił do domu. •
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!