piątek, 24 listopada 2017 r.

Lublin

Wojewoda zapłaci za błąd lekarza

  Edytuj ten wpis
Dodano: 22 listopada 2002, 21:15

To była gehenna, ale wreszcie mam wyrok – cieszy się Grażyna R, która postanowiła się upomnieć o swoją krzywdę, wyrządzoną jej przez lekarza. – Jednak warto walczyć o sprawiedliwość...

Grażyna R. dochodziła w sądzie sprawiedliwości od roku 1999. Na oddział ginekologii Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Lublinie przy ul. Lubartowskiej trafiła po raz pierwszy w czerwcu 1996 roku. O jej perypetiach pisaliśmy na naszych łamach w sierpniu br.
– Byłam prywatną pacjentką doktora Janusza G., obecnego zastępcy dyrektora w szpitalu kolejowym – mówi. – Janusz G. najpierw wykonał u mnie zabieg wyłyżeczkowania macicy, zaś po sześciu dniach operację wyłuszczenia mięśniaków. Po operacji czułam się fatalnie, doszło do ogólnego zakażenia organizmu, mało nie umarłam. Trzy lata później straciłam przydatki i macicę.
Wówczas Grażyna R. wystąpiła do sądu o odszkodowania z powodu błędu w sztuce lekarskiej. Biegły sądowy prof. dr hab. Włodzimierz Baranowski potwierdził nieprawidłowe działanie Janusza G. Zgodnie z zasadami sztuki medycznej pomiędzy wyłyżeczkowaniem macicy a operacją usunięcia mięśniaków powinno minąć co najmniej 6 tygodni. Skrócenie tego okresu do zaledwie sześciu dni miało związek zarówno z zakażeniem pacjentki posocznicą, zaś powikłania po posocznicy mogły być przyczyną usunięcia macicy z przydatkami. Sprawa w sądzie ciągnęła się trzy lata.
– To była gehenna, ale wreszcie mam wyrok – cieszy się Grażyna R. – Wiem, że nie prawomocny, ale przynajmniej mam potwierdzenie, że jednak warto walczyć o sprawiedliwość.
50 tysięcy złotych odszkodowania i odsetki od 1999 roku oraz zwrot kosztów procesu powinien zapłacić wojewoda lubelski, organ założycielski Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Lublinie, gdzie poszkodowana była operowana.
Czy wojewoda odwoła się od wyroku sądu? Jeszcze nie wiadomo.
– Mecenas prowadzący sprawę czeka na uzasadnienie wyroku – mówi Rafał Przech z biura prasowego wojewody. – Dopiero wtedy zapadanie ostateczna decyzja.
Grażyna R., oburzona na postępowanie Janusza G. zarówno podczas leczenia jak i samego procesu, złożyła na lekarza skargę do prokuratury.
– Podjęłam taką decyzje, kiedy Janusz G. zeznawał na sprawie, że nie widział mnie po operacji. A ja byłam u niego w prywatnym gabinecie, na co mam dowody. Poza tym nie operował mnie wyłącznie za szpitalną pensję, pozwalał się „odwdzięczać” – wyjaśnia. – Dlatego nie rozumiem, jak można potem udawać, ze nie zna się swojej prywatnej pacjentki, której w dodatku wyrządziło się krzywdę.
W skardze do prokuratury Grażyna R. zarzuca Januszowi G. błąd w sztuce medycznej, zaniechanie udzielenia pomocy, fałszowanie dokumentacji medycznej i składanie fałszywych zeznań.
– Prokuratura już prowadzi w tej sprawie śledztwo – mówi prokurator Andrzej Wasiak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej. – Na razie jesteśmy na etapie sprawdzania faktów podanych przez skarżącą.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!