niedziela, 17 grudnia 2017 r.

Lublin

Wojna wybuchła na naszych oczach

  Edytuj ten wpis
Dodano: 12 grudnia 2006, 17:28

Rozmowa z Waldemarem Robakiem, działaczem "Solidarności”, aresztowanym w stanie wojennym

• Stan wojenny zaczął się dla pana...
- Już 10 grudnia. Właśnie wróciłem z Wrocławia i Jeleniej Góry, skąd ściągałem do Lublina wydawnictwa podziemne. Wrocław był terenem działania Władysława Frasyniuka i tam już bardzo głośno mówiło się, że nadciągają duże kłopoty. Dlatego od razu po powrocie wziąłem się z kolegami z "Solidarności” w Polmozbycie za uprzątanie wszystkich materiałów związanych z naszą działalnością. Sprzątaliśmy coraz szybciej, bo jedno z naszych okien w zakładzie wychodziło na jednostkę ZOMO. I codziennie widzieliśmy, jaki tam jest nerwowy ruch, jakie intensywne przygotowania do wymarszu. Właściwie ta wojna wybuchała na naszych oczach.
• Noc z 12 na 13 grudnia zastała pana w pracy?
- Przez kilka dni poprzedzających tę noc nie wychodziliśmy z Polmozbytu czując, co się święci i usiłując zatrzeć ślady za naszą zakładową "Solidarnością”. Już 12 grudnia wieczorem zaczęły do nas pływać dramatyczne komunikaty ze świata i z kraju. BBC, Głos Ameryki donosiły, że w Polsce zaczęły się ruchy wojsk, że to stan wyjątkowy. Po prostu wojna. Po godz. 22 zebraliśmy to wszystko i pognaliśmy do "Solidarności” na Królewską, gdzie trwało posiedzenie Zarządu Regionu. Rzuciliśmy te teleksy na stół i powiedzieliśmy, że trzeba się zbierać, bo tylko patrzeć, jak zaczną się aresztowania.
• Uwierzyli?
- Skąd! Podniosły się głosy, że to niemożliwe, że "Solidarności”, tak dużej i silnej organizacji, nie ruszą. Jedynie Włodek Blajerski potraktował to poważnie. Ubrał się i wyszedł. A myśmy zaczęli chować wszystkie materiały. O północy nagle ucichły telefony. I zaraz potem weszło ZOMO.
• To był dopiero początek dramatu...
- Wróciłem do pracy w Polmozbycie i oczywiście nie zrezygnowałem z działalności opozycyjnej. Wiedząc, że to tylko kwestia czasu, kiedy mnie aresztują, tym bardziej, że siedział już mój brat. Przyjechali po mnie latem ‘82. Zabrali mnie z pracy w ubraniu roboczym, tak jak stałem. Najpierw byłem trzymany na Północnej, potem na Południowej. W sumie ponad pół roku. Wyrok zapadł 20 grudnia '82. Skazujący oczywiście. Kilka lat później Sąd Najwyższy nas uniewinnił.
• Nakaz pana aresztowania wystawił prokurator, który cieszy się dziś dużym uznaniem w środowisku prawniczym. Nie ma pan do niego żalu, tak po ludzku?
- Był młody, niedoświadczony. To była jego praca. Nie ma co tego roztrząsać. Niech historia to oceni.
• Weźmie pan udział w lubelskich obchodach 25-lecia stanu wojennego?
- Nikt z naszych władz "Solidarności” mnie nie zaprosił, ani teraz, ani na wcześniejsze rocznice. Ale pójdę do Centrum Kultury obejrzeć film Grzegorz Linkowskiego. To wszystko.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!