poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Lublin

Wycieczki kontrolowane

Dodano: 18 maja 2006, 20:04
Autor: Dominik Smaga

Nawet, gdyby na sąsiedniej ulicy ktoś potrzebował pomocy, radiowóz nawet nie drgnie. Bo patrol musi ochraniać turystów z Izraela. Przyjezdni z innych krajów mogą tylko pomarzyć o takiej obstawie. Ale takie są przepisy. Policja ma ich dość.

Policyjną ochronę turystom z Izraela gwarantuje podpisana przez Polskę międzynarodowa umowa. Mundurowi nie chcą o niej rozmawiać, a przynajmniej nie oficjalnie. - Nie mogę ujawnić technicznych szczegółów takiej ochrony - ucina Krzysztof Hajdas z Komendy Głównej Policji. - Czytałem te instrukcje. Ale mają one klauzulę "poufne” - wtóruje mu Janusz Wójtowicz, rzecznik Komendy Wojewódzkiej. Nam udało się ustalić, na czym taka ochrona polega.
Za każdym razem, gdy na Majdanek w Lublinie jedzie grupa Żydów, już sporo wcześniej ustawia się tam radiowóz. - Na miejscu musimy być godzinę, dwie przed przyjazdem wycieczki. I od tej pory jesteśmy nietykalni. Nawet gdyby działo się coś poważnego, nie można nas wysłać w inne miejsce, choćbyśmy byli najbliżej miejsca takiego zdarzenia - opowiada jeden z lubelskich policjantów, proszący o zachowanie anonimowości. - Efekt jest taki, że ludzie muszą dłużej czekać na interwencję. A my stoimy.
Rzecznik policji nie widzi problemu. - Każdy radiowóz ma określone zadania. I jeśli jakiś patrol musi pozostać na miejscu, wtedy dyżurny ma wysłać na interwencję inny. Ale w tym nie ma nic dziwnego - tłumaczy Wójtowicz.
Na tym ochrona się nie kończy. Policjanci często sprawdzają też pokoje hotelowe, w których mają nocować goście z Izraela. Zajmują się tym ekipy pirotechników. Dyskretnie, by nie wzbudzać sensacji przeczesują pomieszczenia. - Dopiero wtedy wpuszczana jest wycieczka. A później musimy przez cały czas siedzieć przy wyjściu i pilnować, kto wchodzi i kto wychodzi. Tak mijają godziny - narzeka funkcjonariusz lubelskiej policji.
Skąd te zabezpieczenia? Nie tylko z obawy o ataki na Żydów, ale też z chęci uniknięcia antysemickich incydentów. Tak stało się sześć lat temu w Lublinie, podczas Marszu Żywych. Obok jego uczestników krążył polonez z obrażającymi Żydów hasłami. Incydent nie umknął uwadze posła do izraelskiego parlamentu, Abrahama Herszona, który o wszystkim opowiedział w izraelskim radiu. Właściciel poloneza stanął przed sądem i został skazany na pół roku więzienia w zawieszeniu.
Inni turyści o takiej ochronie mogą tylko pomarzyć. Na długo wizytę w Lublinie zapamięta grupa Japończyków, którzy w miniony weekend padli ofiarą rozboju. Policyjnego radiowozu doczekali się po godzinie, bo nie działały numery alarmowe policji: 112 i 997. Opiekująca się turystami przewodniczka nie wypatrzyła na Starym Mieście żadnego policyjnego patrolu.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!