środa, 7 grudnia 2016 r.

Lublin

Wyrwany śmierci

Dodano: 14 kwietnia 2002, 16:17

Roczny Ernest z Białorusi czeka na nasze wsparcie, bez pomocy chłopczyk może umrzeć. W ubiegłym tygodniu malec obchodził swoje pierwsze urodziny.

Dramat małego Ernesta rozpoczął się ubiegłego lata. - Synek podczas snu przestał oddychać - opowiada Jerzy Moisieji, ojciec chłopczyka z Grodna. - Gdy żona weszła do sypialni, dziecko było już sine na twarzy. Pogotowie przybyło dopiero po 20 minutach. Zabrali synka i przez dwa miesiące leczyli. W końcu wezwali nas do szpitala w Mińsku i powiedzieli, że dla Ernesta nie ma szans na przeżycie, nic nie da się więcej zrobić. Możemy tylko obserwować jak powoli umiera. Nie mogliśmy się na to zgodzić. Słyszeliśmy kiedyś o wspaniałych lekarzach z Lublina. Zabraliśmy dziecko i przywieźliśmy tutaj, do dziecięcego szpitala przy ul. Chodźki. Proszę sobie wyobrazić po dwóch tygodniach synka można było odłączyć od respiratora. Polscy lekarze uratowali mu życie!
Ale leczenie Ernesta nie jest bezpłatne. Za pierwszą wizytę rodzice zapłacili. Mieli trochę oszczędności, pożyczyli od znajomych. Udało im się też dostać wsparcie od Wspólnoty Polaków na Białorusi. Niestety, Ernest zachorował po raz drugi. Rodzice woleli nie ryzykować białoruskiego leczenia i ponownie przywieźli chłopca do Lublina. Ernest ponownie przeszedł poważne leczenie, ale udało się go uratować. Tym razem rodzice nie byli w stanie zapłacić kolejnego słonego rachunku. W dodatku po raz trzeci musieli przywieźć do Lublina dziecko, które przeszło zapalenie płuc i musiało być zbadane przez specjalistów.
- Pojawili się u mnie tuż przed świętami Bożego Narodzenia - opowiada wiceprezydent Lublina Zbigniew Wojciechowski. - To Białorusini polskiego pochodzenia. Bardzo wstrząsnęła mną ta historia. Postanowiłem pomóc tym ludziom i ich dziecku. Rozmawiałem z ordynatorem dr Witoldem Lesiukiem. Wiem, że Ernest jest pod doskonałą opieką i ma się coraz lepiej. Ale bez naszego finansowego wsparcia państwo Moisieji nie są w stanie pokryć rachunków. Niech każdy z nas da choć niewielką kwotę, to pozwoli pokryć koszty leczenia. Ja poznałem małego Ernesta, to mimo takich przejść, bardzo pogodne i cierpliwe dziecko.
Białorusini mogliby wypisać syna ze szpitala, pojechać do kraju i nie płacić ani grosza. Tak postępuje wielu obcokrajowców.
- Chcemy być uczciwi wobec was - tłumaczył J. Moisieji. - Tyle wam zawdzięczamy. Pragniemy spłacić nasze długi i jeszcze raz prosimy o pomoc.
Możesz pomóc
Jeśli chcesz pomóc Ernestowi, wypisz na rachunku Dla Ernesta. Numer konta: Dziecięcy Szpital Kliniczny im. Profesora Antoniego Gębali w Lublinie 20-093 Lublin, ul. Chodźki 2. Konto DSK: Kredyt Bank SA O/Lublin 15001520-301354-121520023811
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO