wtorek, 25 lipca 2017 r.

Lublin

Wysadził swój dom

Dodano: 24 lipca 2003, 20:52

Strażacy nie mieli czego gasić, po eksplozji z domu zostały tylko zgliszcza (M. Kaczanowski)
Strażacy nie mieli czego gasić, po eksplozji z domu zostały tylko zgliszcza (M. Kaczanowski)

34-letni mężczyzna oblał benzyną mieszkanie, odkręcił gaz i rzucił zapałkę. Z domu zostały ruiny. Cudem ocalała rodzina. Sprawca przebywa w szpitalu. Był pijany.

Do tragedii doszło w nocy ze środy na czwartek w Zygmuntówce, niewielkiej wiosce w gminie Rybczewice. Stanisław K. mieszka po sąsiedzku. - Miałem już iść spać, kiedy rozległ się wybuch - opowiada. - Do mieszkania wpadła Larisa. Na rękach trzymała przerażone dzieci. Powiedziała, że Mirek wysadził chałupę.
Wybuch gazu słychać było w promieniu kilku kilometrów. Budynek rozleciał się jak domek z kart. Straty to 50 tys. zł.
Wczoraj żona podpalacza niechętnie mówiła o koszmarze, który przeżyła. - W środę wróciłam z Ukrainy - mówi. - Kiedy położyłam dzieci spać, mąż nagle dostał szału. Zaczął krzyczeć, że nie ma pracy, nie ma za co kupić dzieciom jedzenia.
Mężczyzna złapał kanister z benzyną. Oblał podłogę i ściany. Odkręcił gaz i sięgnął po zapałki. - Rzuciłam się na niego - opowiada kobieta. - Połamałam zapałki. Zaczął je zbierać. Musiałam ratować dzieci.
Za ścianą była jej bratowa z małym dzieckiem. Pobiegła do nich. To uratowało im życie. Zdążyli uciec. Sama przez okno wpadła do pokoju, gdzie w łóżeczku spała dwuletnia Paulinka i o rok starszy Tomek. - Nie wiedziałam, kogo najpierw ratować. Najpierw wyciągnęłam córkę, potem Tomeczka.
Kiedy już uciekła na dwór, rozległ się wybuch. Eksplozja wyrzuciła mężczyznę przez okno. Podpalacz przeleciał w powietrzu kilkanaście metrów. Jest poparzony, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Przebywa w szpitalu pod okiem policjantów.
- Znamy go - mówi nadkom. Grzegorz Hołub, zastępca komendanta policji w Świdniku. - Był już karany za kradzieże. Przed kilkoma miesiącami wyszedł z aresztu za dobre sprawowanie.
Zdesperowany podpalacz od dłuższego czasu żył w konflikcie z bratem, z którego rodziną mieszkał pod jednym dachem. W tym roku brat zapłacił za niego część zaległego rachunku za prąd, po tym jak zakład energetyczny odłączył energię i wykrył nielegalne podłączenie. Brat domagał się pieniędzy. Często się kłócili. Rodzina zaprzecza tym informacjom.
- Dziwny był - mówią krótko o podpalaczu sąsiedzi.
Pogorzelcami zajął się sąsiad. A wczoraj wieczorem pani Larisa z dziećmi miała już swoje lokum. Ośrodek Pomocy Społecznej w Rybczewicach znalazł dla nich mieszkanie w Pilaszkowicach. - Nie ma luksusowych warunków, ale mają dach nad głową - mówi Małgorzata Banaszkiewicz z OPS w Rybczewicach. - Dostarczyliśmy im także pościel, ubrania i jedzenie.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!