sobota, 10 grudnia 2016 r.

Lublin

Wysadził swój dom

Dodano: 24 lipca 2003, 20:52

Strażacy nie mieli czego gasić, po eksplozji z domu zostały tylko zgliszcza (M. Kaczanowski)
Strażacy nie mieli czego gasić, po eksplozji z domu zostały tylko zgliszcza (M. Kaczanowski)

34-letni mężczyzna oblał benzyną mieszkanie, odkręcił gaz i rzucił zapałkę. Z domu zostały ruiny. Cudem ocalała rodzina. Sprawca przebywa w szpitalu. Był pijany.

Do tragedii doszło w nocy ze środy na czwartek w Zygmuntówce, niewielkiej wiosce w gminie Rybczewice. Stanisław K. mieszka po sąsiedzku. - Miałem już iść spać, kiedy rozległ się wybuch - opowiada. - Do mieszkania wpadła Larisa. Na rękach trzymała przerażone dzieci. Powiedziała, że Mirek wysadził chałupę.
Wybuch gazu słychać było w promieniu kilku kilometrów. Budynek rozleciał się jak domek z kart. Straty to 50 tys. zł.
Wczoraj żona podpalacza niechętnie mówiła o koszmarze, który przeżyła. - W środę wróciłam z Ukrainy - mówi. - Kiedy położyłam dzieci spać, mąż nagle dostał szału. Zaczął krzyczeć, że nie ma pracy, nie ma za co kupić dzieciom jedzenia.
Mężczyzna złapał kanister z benzyną. Oblał podłogę i ściany. Odkręcił gaz i sięgnął po zapałki. - Rzuciłam się na niego - opowiada kobieta. - Połamałam zapałki. Zaczął je zbierać. Musiałam ratować dzieci.
Za ścianą była jej bratowa z małym dzieckiem. Pobiegła do nich. To uratowało im życie. Zdążyli uciec. Sama przez okno wpadła do pokoju, gdzie w łóżeczku spała dwuletnia Paulinka i o rok starszy Tomek. - Nie wiedziałam, kogo najpierw ratować. Najpierw wyciągnęłam córkę, potem Tomeczka.
Kiedy już uciekła na dwór, rozległ się wybuch. Eksplozja wyrzuciła mężczyznę przez okno. Podpalacz przeleciał w powietrzu kilkanaście metrów. Jest poparzony, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Przebywa w szpitalu pod okiem policjantów.
- Znamy go - mówi nadkom. Grzegorz Hołub, zastępca komendanta policji w Świdniku. - Był już karany za kradzieże. Przed kilkoma miesiącami wyszedł z aresztu za dobre sprawowanie.
Zdesperowany podpalacz od dłuższego czasu żył w konflikcie z bratem, z którego rodziną mieszkał pod jednym dachem. W tym roku brat zapłacił za niego część zaległego rachunku za prąd, po tym jak zakład energetyczny odłączył energię i wykrył nielegalne podłączenie. Brat domagał się pieniędzy. Często się kłócili. Rodzina zaprzecza tym informacjom.
- Dziwny był - mówią krótko o podpalaczu sąsiedzi.
Pogorzelcami zajął się sąsiad. A wczoraj wieczorem pani Larisa z dziećmi miała już swoje lokum. Ośrodek Pomocy Społecznej w Rybczewicach znalazł dla nich mieszkanie w Pilaszkowicach. - Nie ma luksusowych warunków, ale mają dach nad głową - mówi Małgorzata Banaszkiewicz z OPS w Rybczewicach. - Dostarczyliśmy im także pościel, ubrania i jedzenie.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO