sobota, 10 grudnia 2016 r.

Lublin

Wytruli psy i kradli

Dodano: 15 sierpnia 2003, 20:43

Tej nocy psy w Wandzinie nie szczekały. Ludzie spali spokojnie. Rano okazało się, że zwierzęta wytruli złodzieje, żeby okraść wieś.
W Wandzinie psy zamilkły w nocy z wtorku na środę.

- Wychodzę na szosę, a tu cichutko, żadnego szczekania nie słychać - wspomina Bolesław Kołodziejczyk, który stracił dwa psy: 10-letniego Kubę i roczną Sambi. Zwierzaki skonały na jego oczach. Wypuścił je rano z komórki. Niedaleko domu znalazły pasztetową z trucizną. - Męczyły się z dziesięć minut, piana szła im z pyska - opowiada Kołodziejczyk.
Kiedy przyjechała policja psy były już zakopane. Funkcjonariusze kazali jednego odkopać, zabrali też pasztetową z trutką.
Najpierw okazało się, że psy wytruto w obejściu, z którego zginęły rowery. Potem martwe zwierzęta zaczęto znajdować po sąsiedzku. Policja nie miała wątpliwości - psy otruli złodzieje, żeby ułatwić sobie robotę.
Wezwano weterynarza. - W tym przypadku epidemia nie wchodziła w grę. Nie ma takiej choroby, która spowodowałaby nagłe i masowe padanie psów - wyjaśnia Konrad Saweczko, powiatowy lekarz weterynarii w Lubartowie. - Mamy jednak w powszechnym handlu wiele środków, np. różnego rodzaju trutki na gryzonie, które błyskawicznie uśmiercają także psa.
Zdzisław Żmuda stracił dwa psy. - Jednego znalazłem, kiedy rano wychodziłem z domu - opowiada. - Miał jakieś trzy i pół roku. Leżał w truskawkach.
W obejściu Żmudów nic nie zginęło. Ale już w domu położonym kilkadziesiąt metrów dalej złodzieje ukradli z garażu cykliniarkę, kosiarkę i dwa rowery. Akurat tej nocy właściciel zamknął psa w komórce i dlatego zwierzak przeżył. Nie miały tego szczęścia psy jego sąsiada.
- Jak ktoś się zbliżał do obejścia, to zawsze było słychać ujadanie psów. A tamtej nocy było cicho. Spaliśmy spokojnie - mówi okradziony. Złodzieje ukradli jeszcze dwa rowery z kolejnego obejścia.
Policja obliczyła, że w wandzińskich gospodarstwach znaleziono siedem martwych psów, pięć kolejnych nie wróciło do domów. Mieszkańcy twierdzą, że martwych zwierzaków może być co najmniej dwadzieścia. Otruło się też kilka kotów, padło trochę drobiu.
Na bramce u Krzysztofa Kopyścia wisi tabliczka "Uwaga pies”, ale brama jest otwarta, co jeszcze kilka dni temu było nie do pomyślenia, bo podwórka pilnował siedmioletni owczarek kaukaski Roki. - Znalazłem go martwego pod domem - opowiada właściciel.
Teraz w Wandzinie ludzie się boją. - Śpimy niespokojnie. Wytruto tyle psów, ale kradzieży było stosunkowo mało. Podejrzewamy, że dopiero teraz złodzieje uderzą - obawia się mieszkanka Wandzina, zastrzegając sobie anonimowość. - A tu nam jeszcze w nocy wyłączają oświetlenie uliczne. •
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO