czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Lublin

Wytrzeźwiałka działa, ale szpitale nadal mają problem z pijanymi. "Nic się nie zmieniło"

Dodano: 16 maja 2016, 15:09

(fot. AS)
(fot. AS)

Mimo że w Lublinie od kwietnia działa „wytrzeźwiałka”, szpitalne oddziały ratunkowe nadal mają problem z pijanymi. – Nie zauważyliśmy żadnej różnicy – skarżą się lekarze.

– Problemy z nietrzeźwymi, którzy trafiają na nasz oddział ratunkowy, były i nadal są bardzo duże. W ogóle nie odczuliśmy, że została otwarta izba wytrzeźwień – podkreśla Gabriel Maj, dyrektor wojewódzkiego szpitala przy al. Kraśnickiej w Lublinie. – I to się nie zmieni, dopóki nie zmienią się przepisy. W tym momencie tylko policja i Straż Miejska mają prawo przewieźć osoby pod wpływem alkoholu do izby wytrzeźwień.

Takich uprawnień nie ma natomiast ani pogotowie, ani szpital. Określa to rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie organizacji izb wytrzeźwień. – Zarówno policja jak i Straż Miejska może zabrać osobę pod wpływem alkoholu do izby wytrzeźwień, ale tylko w przypadkach jeśli stwarza zagrożenie dla siebie lub innych osób, jest agresywna i musi być odizolowana do momentu wytrzeźwienia – wyjaśnia podkomisarz Kamil Gołębiowski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.

– I w tym tkwi problem. Wszyscy nietrzeźwi, których zabierze karetka, trafiają na SOR i muszą u nas zostać, bo nie możemy ich odesłać do izby. Policja może do nas przyjechać tylko w przypadku, kiedy pacjent jest agresywny, a przecież to nie jest regułą – zaznacza Maj. – Za obsługę takich pacjentów szpital płaci ponad 700 tysięcy złotych rocznie. W większości to osoby nieubezpieczone w Narodowym Funduszu Zdrowia, więc wystawiamy im faktury. Ale rzadko który z takich pacjentów je płaci.

Problem z nietrzeźwymi ma też SPSK nr 4 przy ul. Jaczewskiego w Lublinie. – Z tego co obserwuję, sytuacja w ogóle się nie zmieniła od momentu otwarcia izby. Nadal mamy bardzo dużo takich osób – mówi ratownik medyczny, który pracuje na SOR-ze w SPSK 4. – Niektórzy z nich są już tak wyedukowani, że potrafią symulować jakieś dolegliwości, np. ból w klatce piersiowej, żeby zabrała ich karetka.

„Wytrzeźwiałka” działa od końca kwietnia. – Są dni, że trafiają do nas trzy osoby, a zdarza się, że jest ich kilkanaście. W ubiegły piątek mieliśmy dziewięć osób – mówi Adam Mołdoch, zastępca dyrektora Centrum Interwencji Kryzysowej (tak oficjalnie nazywa się izba) w Lublinie. – Od momentu otwarcia mieliśmy dwie osoby małoletnie, a także dwie osoby, które trafiły do nas kilkukrotnie. W stosunku do małoletnich skierowaliśmy już sprawę do sądu rodzinnego, a w przypadku osób, które były u nas kilkakrotnie, sprawa została skierowana do komisji do spraw rozwiązywania problemów alkoholowych.

Użytkownik niezarejestrowany
Proste
Proste
(11) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (18 maja 2016 o 07:55) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
i wszędzie ten lekarz? pytam po co? dziwię się, że ktoś tam chce pracować i brać na siebie odpowiedzialność za nietrzeźwych... bo jak się takiemu coś stanie,a nie wiadomo na co choruje i co wypił, lekarz od razu ma sprawę w sądzie,bo przecież to nie wina pijanego... bo to był kochający mąż i ojciec rodziny i normalnie to zawsze trzeźwiał w domu...
Rozwiń
Proste
Proste (18 maja 2016 o 07:36) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Aktualnie dziesiątki pism naukowych z całego świata oczekują ode mnie kolejnych wniosków twórczych. Z uzasadnień wynika, że nie chodzi jedynie o opłacenie publikacji.
Rozwiń
Proste
Proste (18 maja 2016 o 07:25) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Re. W maju 2015 roku miałem na koncie tylko jedną publikację naukową mojej pracy. Chodziło zapewne o zastraszenie mnie i wymuszenie pozostawienia przeze mnie pewnych tematów, jako nieistniejących. Chodziło także o to, abym się załamał (czego nigdy w moim życiu nie było) lub popełnił samobójstwo (takiej satysfakcji się nie doczekają). W styczniu 2016 roku pojawiła się druga publikacja naukowa mojej pracy. W dniu 03 maja 2016 roku nastąpiła trzecia publikacja naukowa mojej pracy.
Rozwiń
Proste
Proste (18 maja 2016 o 07:07) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Wynik upojenia był podany na piśmie. Pismo od prokuratora wyrzuciłem. Nie trzymam takich pism. Spróbuj się gdzieś odwołać. W moim przypadku byłoby to ostanie odwołanie. Bydlaki by mnie zajebali na śmierć. Dlaczego?
Rozwiń
Proste
Proste (18 maja 2016 o 06:43) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jest zupełnie inaczej. Siedzisz sobie w domu przed cichutko włączonym telewizorkiem (przed godz. 22.00) i nagle wpadają do ciebie: policja, straż miejska i pogotowie ratunkowe. OTWIERAJ DRZWI, BO MUSIMY CIĘ ZBADAĆ. Re. Czuję sie doskonale, więc nie otworzę. OTWIERAJ, BO CI DRZWI ... . Wezwali strażaków do wyważenia drzwi. Otworzyłem. Izba. Za pobyt w izbie policyjnej około 200 PLN. Zamknęli mnie na miesiąc. Umierałem. Mam na to dziesiątki świadków. Prokurator uznał zamkniecie mnie za zupełnie bezzasadne. Na komisariat wieźli mnie karetką, w której było dwóch ratowników medycznych, kierowca i dwóch policjantów. Nie byłem skuty. Ratownik medyczny mocno sie na mnie nasadził. W oczach miał narkotyki i zachowywał się jak pierdolnięty. W pewnym momencie przypierdolił mi z piąchy w szczękę, ale na szczescie dość lekko. To była prowokacja do zmasakrowania mnie. Powiedziałem policjantom, że uderzył mnie w szczękę. Policjanci przemilczeli to. Ten ratownik medyczny jest albo chory psychicznie albo był naćpany. Nie pamiętam wyniku, ale miałem chyba ponad 2,2 promila alkoholu w farbie. Byłem w pełni opanowany. Nie skuli mnie, bo nie było powodu z mojej strony. Nie zostałem skuty, bo zadaniem ratownika było sprowokowanie mnie w celu zabicia. Na 100% tak było.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (11)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!