czwartek, 8 grudnia 2016 r.

Lublin

Wywiesili listę dłużników

Dodano: 20 lipca 2003, 21:44

W prywatnym sklepie spożywczym przy piekarni Izabeli i Mariana Jakimców w Nieledwi wisi lista nieuczciwych dłużników, którzy dostawali towar na kredyt i nie zapłacili. Ujawnienie tych kilku nazwisk wywołało burzę w całej okolicy. Zadziałało jak włożenie kija w mrowisko.

Na liście dłużników było początkowo 6 nazwisk, ale jedna osoba, dowiedziawszy się o publicznym ujawnieniu długu, natychmiast przyszła i zwróciła należność. Izabela Jakimiec tłumaczy, że na kartce wywieszonej w sklepie, są nazwiska osób, które zalegają z zapłatą od kilku lat. Chodzi łącznie o kwotę 685 zł i 30 gr. Najmniejszy dług wynosi 8,20 zł, największy 510 zł. – Pani, która ma największy dług, pracuje. Kilka razy brała towar „na kreskę”, na podobne kwoty i oddawała pieniądze. Za którymś razem nie oddała. Teraz przyszła, żeby ją skreślić. Obraziła się – mówi Jakimcowa.
Inny dłużnik dostaje „kuroniówkę”, ale woli ją przepić, niż oddać długi. Jedna z dłużniczek zamówiła tort na wesele i od dwóch lat nie może za niego zapłacić. – Co innego, gdyby ci ludzie nie mieli z czego oddać, ale na wódkę mają. Ta największa dłużniczka brała na kredyt nie jakieś podstawowe rzeczy, ale papierosy, chrupki, chipsy, kawę, czekolady – wtrąca Grażyna Prystupa zatrudniona w piekarni Jakimców.
– Kiedyś było dużo ludzi, których kredytowaliśmy. Za niektórych sklepowy musiał zapłacić. Teraz nie kredytujemy zakupów. Zdarza się, że jeśli kogoś dobrze znamy, a zabraknie mu pieniędzy, to dajemy towar na kreskę, na dzień, dwa. Jeśli sprzedawca skredytuje kogoś na własną odpowiedzialność, w razie czego sam musi dług oddać – mówi Marian Jakimiec.

Uczciwi grosz oddają

– Mnie też się zdarza czasem kogoś skredytować – opowiada sprzedawczyni Elżbieta Dudziak. – Kiedyś przyszedł mężczyzna po trzy chleby i nie miał pieniędzy. Chciał zastawić dowód osobisty. Szkoda mi się go zrobiło. Dałam mu chleb na kredyt, a on się więcej nie pokazał. Sama zapłaciłam. Było jeszcze kilka takich osób, więc boję się dać komuś towar na większą kwotę. Przez te nieuczciwe osoby nie możemy ludzi kredytować, choć w większości są bardzo uczciwi. Nawet jeden grosz oddają, jak im zabraknie – mówi ze wzruszeniem.
Marianna Jurczak z Nieledwi ma 72 lata i skromną rentę. Sama nie kupuję nic na kredyt. – To co mam, musi mi wystarczyć – mówi. Uważa, że to wielka nieuczciwość, żeby nie oddać w sklepie pieniędzy co do grosza.
Także Adela Maciuk uważa, że na kredyt nie powinno się kupować.– Jak się nie ma pieniędzy, to się nie je – mówi A. Maciuk. Tymczasem w Nieledwi tylko sklep należący do GS Trzeszczany nie kredytuje ludziom zakupów.

Kredyt do wypłaty

Właścicielka sklepu w drugim końcu Nieledwi twierdzi, że zakupy na kredyt zaczynają się mnie więcej 10 dni przed wypłatą w miejscowej winiarni „Win-kon”. – Klienci zaraz po pensji oddają. Są jednak i tacy, którzy i po pensji nie mają grosza i chcą cały czas kupować na kredyt. Biorą na bezczelnego np. kosztowne kosmetyki i drogie płyny do tkanin. Także wino i papierosy chcą na kredyt. Stanowczo takim odmawiam – mówi anonimowo, bo ma świadomość, że bez kredytowania sklep nie ma dziś klientów. Kredytuje jednak tylko podstawowe artykuły. O wywieszeniu listy dłużników nawet nie myśli. Uważa, że to byłoby bezprawne.

Sprzeciw dla listy

Młodzi mieszkańcy Nieledwi są oburzeni listami dłużników. – Tutaj wszyscy się znają, wszyscy wiedzą, o kogo chodzi – mówi młody mężczyzna. – To jest wredne. Może ci ludzie nie mają za co żyć? – Nasz zakład drugi tydzień ludziom nie płaci. Jak nie kupią na kreskę, to jak przeżyją – pyta inny. – To jest poniżanie biednych – uważają.
Przy przetwórni owoców spotkaliśmy starszych mężczyzn, którzy żebrali o kilkadziesiąt groszy. Zbierali na tanie wino. Dla nich ci, którzy sprzedają na kredyt, to zbawcy ludu. – Ludzie nie mają pieniędzy, nie mają dzieciom za co zeszytów kupić. To wstyd dla rządu, żeby Polaka nie było dziś stać na chleb – mówią bez ogródek i dalej zbierają na wino...

Kłopoty za pomoc

W prywatnych sklepach w okolicy zastanawiają się, czy nie warto, by sklepy zapoznały się z listą Jakimca, bo przecież może chodzić o tych samych, nieuczciwych dłużników. – Właściciel sklepu nie ma możliwości wyegzekwowania długu – tłumaczy nam jedna z kobiet. –Są takie miesiące, że daję towar na kredyt do 2 tys. zł. W małym sklepie jest to cały możliwy dochód. Nie można nic zarobić i nie ma czym zapłacić za towar w hurtowni. Część długów też mi przepada. O egzekucji sądowej raczej nie ma mowy. Mała kwota, sąd uzna znikomą szkodliwość społeczną czynu, sprawę umorzy albo karę zawiesi. Ja poniosę dodatkowo koszty sądowe, a pieniędzy i tak nie odzyskam. Ponadto sąd powie, że mogłam przecież odmówić.
Dochodzenia należności drogą sądową nie wyobraża sobie także Tadeusz Chojnowski, właściciel prywatnego sklepu w Hostynnem. – Jak udowodnić komuś, że jest dłużnikiem, jeśli o sprzedaży na kredyt nie wie nikt oprócz sprzedawcy – pyta.
Jemu ludzie zalegają od lat
z 5 tys. zł. Niektórzy dłużnicy umierają wraz z długiem. – Cóż począć – mówi. – Najgorzej jest z tymi, którzy utrzymują się z zasiłków opieki społecznej. Najuczciwsi są emeryci i renciści – twierdzi. Potwierdza to Ludwika Woźniak ze sklepu w Podhorcach, gdzie poziom kredytowania mieszkańców sięga 4–5 tys. zł miesięcznie. W ocenie wiejskich sprzedawców w całej okolicy, ok. 10 procent ludności prowadzi codzienny żywot na sklepowe kredyty.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO