sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Lublin

Wywiesili listę dłużników

Dodano: 20 lipca 2003, 21:44
Autor: Zofia Sawecka

W prywatnym sklepie spożywczym przy piekarni Izabeli i Mariana Jakimców w Nieledwi wisi lista nieuczciwych dłużników, którzy dostawali towar na kredyt i nie zapłacili. Ujawnienie tych kilku nazwisk wywołało burzę w całej okolicy. Zadziałało jak włożenie kija w mrowisko.

Na liście dłużników było początkowo 6 nazwisk, ale jedna osoba, dowiedziawszy się o publicznym ujawnieniu długu, natychmiast przyszła i zwróciła należność. Izabela Jakimiec tłumaczy, że na kartce wywieszonej w sklepie, są nazwiska osób, które zalegają z zapłatą od kilku lat. Chodzi łącznie o kwotę 685 zł i 30 gr. Najmniejszy dług wynosi 8,20 zł, największy 510 zł. – Pani, która ma największy dług, pracuje. Kilka razy brała towar „na kreskę”, na podobne kwoty i oddawała pieniądze. Za którymś razem nie oddała. Teraz przyszła, żeby ją skreślić. Obraziła się – mówi Jakimcowa.
Inny dłużnik dostaje „kuroniówkę”, ale woli ją przepić, niż oddać długi. Jedna z dłużniczek zamówiła tort na wesele i od dwóch lat nie może za niego zapłacić. – Co innego, gdyby ci ludzie nie mieli z czego oddać, ale na wódkę mają. Ta największa dłużniczka brała na kredyt nie jakieś podstawowe rzeczy, ale papierosy, chrupki, chipsy, kawę, czekolady – wtrąca Grażyna Prystupa zatrudniona w piekarni Jakimców.
– Kiedyś było dużo ludzi, których kredytowaliśmy. Za niektórych sklepowy musiał zapłacić. Teraz nie kredytujemy zakupów. Zdarza się, że jeśli kogoś dobrze znamy, a zabraknie mu pieniędzy, to dajemy towar na kreskę, na dzień, dwa. Jeśli sprzedawca skredytuje kogoś na własną odpowiedzialność, w razie czego sam musi dług oddać – mówi Marian Jakimiec.

Uczciwi grosz oddają

– Mnie też się zdarza czasem kogoś skredytować – opowiada sprzedawczyni Elżbieta Dudziak. – Kiedyś przyszedł mężczyzna po trzy chleby i nie miał pieniędzy. Chciał zastawić dowód osobisty. Szkoda mi się go zrobiło. Dałam mu chleb na kredyt, a on się więcej nie pokazał. Sama zapłaciłam. Było jeszcze kilka takich osób, więc boję się dać komuś towar na większą kwotę. Przez te nieuczciwe osoby nie możemy ludzi kredytować, choć w większości są bardzo uczciwi. Nawet jeden grosz oddają, jak im zabraknie – mówi ze wzruszeniem.
Marianna Jurczak z Nieledwi ma 72 lata i skromną rentę. Sama nie kupuję nic na kredyt. – To co mam, musi mi wystarczyć – mówi. Uważa, że to wielka nieuczciwość, żeby nie oddać w sklepie pieniędzy co do grosza.
Także Adela Maciuk uważa, że na kredyt nie powinno się kupować.– Jak się nie ma pieniędzy, to się nie je – mówi A. Maciuk. Tymczasem w Nieledwi tylko sklep należący do GS Trzeszczany nie kredytuje ludziom zakupów.

Kredyt do wypłaty

Właścicielka sklepu w drugim końcu Nieledwi twierdzi, że zakupy na kredyt zaczynają się mnie więcej 10 dni przed wypłatą w miejscowej winiarni „Win-kon”. – Klienci zaraz po pensji oddają. Są jednak i tacy, którzy i po pensji nie mają grosza i chcą cały czas kupować na kredyt. Biorą na bezczelnego np. kosztowne kosmetyki i drogie płyny do tkanin. Także wino i papierosy chcą na kredyt. Stanowczo takim odmawiam – mówi anonimowo, bo ma świadomość, że bez kredytowania sklep nie ma dziś klientów. Kredytuje jednak tylko podstawowe artykuły. O wywieszeniu listy dłużników nawet nie myśli. Uważa, że to byłoby bezprawne.

Sprzeciw dla listy

Młodzi mieszkańcy Nieledwi są oburzeni listami dłużników. – Tutaj wszyscy się znają, wszyscy wiedzą, o kogo chodzi – mówi młody mężczyzna. – To jest wredne. Może ci ludzie nie mają za co żyć? – Nasz zakład drugi tydzień ludziom nie płaci. Jak nie kupią na kreskę, to jak przeżyją – pyta inny. – To jest poniżanie biednych – uważają.
Przy przetwórni owoców spotkaliśmy starszych mężczyzn, którzy żebrali o kilkadziesiąt groszy. Zbierali na tanie wino. Dla nich ci, którzy sprzedają na kredyt, to zbawcy ludu. – Ludzie nie mają pieniędzy, nie mają dzieciom za co zeszytów kupić. To wstyd dla rządu, żeby Polaka nie było dziś stać na chleb – mówią bez ogródek i dalej zbierają na wino...

Kłopoty za pomoc

W prywatnych sklepach w okolicy zastanawiają się, czy nie warto, by sklepy zapoznały się z listą Jakimca, bo przecież może chodzić o tych samych, nieuczciwych dłużników. – Właściciel sklepu nie ma możliwości wyegzekwowania długu – tłumaczy nam jedna z kobiet. –Są takie miesiące, że daję towar na kredyt do 2 tys. zł. W małym sklepie jest to cały możliwy dochód. Nie można nic zarobić i nie ma czym zapłacić za towar w hurtowni. Część długów też mi przepada. O egzekucji sądowej raczej nie ma mowy. Mała kwota, sąd uzna znikomą szkodliwość społeczną czynu, sprawę umorzy albo karę zawiesi. Ja poniosę dodatkowo koszty sądowe, a pieniędzy i tak nie odzyskam. Ponadto sąd powie, że mogłam przecież odmówić.
Dochodzenia należności drogą sądową nie wyobraża sobie także Tadeusz Chojnowski, właściciel prywatnego sklepu w Hostynnem. – Jak udowodnić komuś, że jest dłużnikiem, jeśli o sprzedaży na kredyt nie wie nikt oprócz sprzedawcy – pyta.
Jemu ludzie zalegają od lat
z 5 tys. zł. Niektórzy dłużnicy umierają wraz z długiem. – Cóż począć – mówi. – Najgorzej jest z tymi, którzy utrzymują się z zasiłków opieki społecznej. Najuczciwsi są emeryci i renciści – twierdzi. Potwierdza to Ludwika Woźniak ze sklepu w Podhorcach, gdzie poziom kredytowania mieszkańców sięga 4–5 tys. zł miesięcznie. W ocenie wiejskich sprzedawców w całej okolicy, ok. 10 procent ludności prowadzi codzienny żywot na sklepowe kredyty.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!