piątek, 18 sierpnia 2017 r.

Lublin

Wywlekli dzieci jak bandytów (wideo)

Dodano: 18 lipca 2007, 20:31

Chłopcy byli ciągnięci po ziemi, płakali i krzyczeli - tak jedenastu policjantów i dwóch kuratorów siłą zabrało 12-letniego Kamila i 14-letniego Adriana.

Policjanci i kuratorzy przyjechali we wtorek rano. Chcieli wyegzekwować postanowienie sądu - ojciec ma zakaz styczności z synami. Prokuratura oskarża go o molestowanie seksualne dzieci. Kamil i Adrian nie chcieli dobrowolnie wyjść. Ojca w tym czasie w domu nie było. - Odgrodzili nas od chłopców szpalerem i siłą je zabrali - opowiada Barbara Borkowska, ciocia chłopców. - Zaczęliśmy krzyczeć, żeby ich nie szarpali. Ale oni nie słuchali. Popchnęli mnie, choć jestem w ciąży...
- Potraktowali ich gorzej niż przestępców, a oni tak płakali - rozpacza babcia chłopców Bronisława Szczygielska.
- Na całej ulicy słychać było pisk dzieci - dodaje sąsiadka Danuta Wlizło.
Ojciec zjawił się w Łukowie wieczorem. - Nie mogę o tym nawet myśleć. Syn im dwa razy z rąk na asfalt wypadł, na pewno ma siniaki - mówi Roman Szczygielski.
Od listopada ubiegłego roku rodzice chłopców żyją w separacji. Kamil i Adrian mieszkali z matką w Lublinie. Ale wielokrotnie uciekali do Łukowa, do dziadków ze strony ojca.
- Pod koniec czerwca przyjechali do nas na stałe. Przecież nie mogliśmy ich wyrzucić - rozkłada ręce Marian Szczygielski, dziadek chłopców.
Matka próbowała odzyskać synów. - Krzyczeli przy kuratorze, że nie chcą z nią być. A Kamil powiedział, że wyskoczy przez okno, jak go zabierze - dodaje dziadek.
- Próby dobrowolnego wydania dzieci nie przyniosły rezultatu, więc sąd zdecydował o przymusowym odebraniu chłopców - mówi Wiesława Stelmaszczuk-Taracha z Sądu Rejonowego w Lublinie.

Ojciec czeka na wyrok o molestowanie. - Nigdy nie zrobiłem im krzywdy - zapewnia Szczygielski. Opinie psychologów, biegłych sądowych potwierdzają jego słowa.
Policja twierdzi, że podczas wtorkowego zajścia nie przekroczyła uprawnień. - Kiedy nasi ludzie weszli do domu, ruszyła w ich kierunku rodzina chłopców. Jeden z policjantów stracił guziki - wyjaśnia podinsp. Andrzej Biernacki z łukowskiej policji.
Do pracy kuratorów nie ma zastrzeżeń łukowski sąd. - Wykonali prawomocne postanowienie sądu. Z ich relacji wynika, że nie stosowali przemocy wobec dzieci - podkreśla Edyta Cieliszak, wiceprezes sądu.
Co na to matka Kamila i Adriana? - Będę walczyć o synów do końca - mówi Bernarda Szczygielska.
Dzieci są w "Pogodnym Domu” w Lublinie. - We wtorek chłopcy byli bardzo zdenerwowani, buntowali się. Nie wiedzieli, co ich czeka. Po rozmowie z psychologiem jest już lepiej - mówi Daniela Elżanowska, dyrektor placówki.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zapowiedziało wczoraj, że zażąda od policji wyjaśnień w sprawie łukowskiej akcji. (er, pim)
Czytaj więcej o:
(Anonimowy)
(Anonimowy)
fff
(11) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

(Anonimowy)
(Anonimowy) (22 września 2007 o 22:54) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
mamy odpowiedz, o co chodzi? o dzieci czy o pieniadze?szkoda dzieciakow,
Rozwiń
(Anonimowy)
(Anonimowy) (21 września 2007 o 19:41) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
rrrr
Rozwiń
fff
fff (21 września 2007 o 19:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
berciu berciu
Rozwiń
ZNAJOMY Z MIEDZYRZECA POD
ZNAJOMY Z MIEDZYRZECA POD (19 września 2007 o 18:00) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
CO TO ZA MATKA!!!!!!!!!!!! KTURA ODAJE DZIECI DO DOMU DZIECKA.DLA CZEGO CHLOPCY NIE JADA DO DRUGIEJ BABCI DZIADKA PRZECIESZ ICH MAJA,GDZIE SA CIOCIE ASIA,GOSIA GDZIE ICH SUMIENIE.MATKA NIECHCE ZAJMOWAC SIE DZICMI ODAJE DO DOMU DZIECKA A GDZIE WY CIOCIE JESTESCIE POSTEPUJECIE TAK JAK WASZA MATKA OJCIEC!!!!!!! CZYZBY DOM DZIECKA WASZ NIC NIE NAUCZYL WIDZE ZE TO CZYSTA PATOLOGIA LUDZIE MOZE KTOS NAPISZE CO TO ZA RODZINA!!! APEL DO LUDZI Z MIEDZYRZECA PODLASKIEGO I OKOLIC!!!!!
Rozwiń
Ktośś
Ktośś (17 września 2007 o 19:31) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (11)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!