środa, 18 października 2017 r.

Lublin

Ani policjanci, ani pracownicy schroniska dla zwierząt w Lublinie nie zamierzali wczoraj pomóc ludziom, na których posesję wdarł się groźny rottweiler i pogryzł właściciela domu. Intruz opanował teren. Ludzie schronili się w domu. Odpowiednie służby zjawiły się
na miejscu zdarzenia po pięciu godzinach. I to na skutek naszych interwencji.

Nie wiadomo skąd pies wziął się na posesji Sajeckich w Elizówce (gm. Niemce). Wcześniej błąkał się po okolicy, aż wreszcie przeskoczył ogrodzenie.
Było południe. Pan Józef Sajecki przycinał drzewka w ogrodzie. Dostrzegł 70-kilogramowego rottweilera. Z pozoru spokojny pies nagle zaatakował. Chwycił gospodarza za rękę. – Miałem założone grube, ogrodnicze rękawice. To uratowało mi dłoń przed zmasakrowaniem – opowiada poszkodowany.
Chciał iść do lekarza, ale pies krążył po jego podwórku. – Nie mogłem podejść do samochodu, więc tylko opatrzyłem rękę i ukryłem się z żoną w domu. Gdyby nie reporterzy Dziennika, pewnie do jutra siedzielibyśmy zamknięci, a dzieci, które były w szkole, spałyby u sąsiadów.
Uwięzieni we własnym domu ludzie mieli do dyspozycji telefon. Interweniowali, gdzie tylko mogli. Najpierw na policji. – Powiedzieli, że to nie ich sprawa – mówią Sajeccy. – Że psem powinno zająć się schronisko. Zadzwoniłem do schroniska w Lublinie. Tam usłyszałem, że gmina Niemce ma podpisaną umowę w tej sprawie ze schroniskiem w... Mińsku Mazowieckim!
Sajecki dzwonił też do sołtysa, który bezskutecznie szukał właściciela psa. W końcu zdesperowany gospodarz zadzwonił do redakcji Dziennika. Ruszyliśmy na ratunek.
Dzwonimy na policję. – Przyjęliśmy zgłoszenie, ale jako policja nic nie mogliśmy zrobić. Zabraniają nam tego przepisy – potwierdza Henryk Kasica z komisariatu policji w Niemcach.
Potem do lubelskiego schroniska. – Nie świadczymy takich usług poza gminą Lublin – tłumaczy Alfreda Mydlak, administrator schroniska dla zwierząt przy ul. Pancerniaków.
Nasze uporczywe interwencje sprawiły, że policja zajęła się w końcu sprawą. Po pięciu godzinach „domowego aresztu”, państwo Sajeccy dostali telefon z informacją, że po psa przyjedzie ekipa z prywatnego schroniska w Lubartowie. Przyjechały też dwa policyjne radiowozy. Specjaliści obezwładnili groźnego intruza pociskiem ze środkiem usypiającym. Dochodziła godz. 17.
– Tak wielki pies, gdyby naprawdę się rozwścieczył, mógłby człowiekowi odgryźć rękę – mówi Adam Szumiło, współwłaściciel lubartowskiego schroniska.
Rottweiler przejdzie teraz dwutygodniową obserwację w lubartowskiej lecznicy.

Adam Szumiło - współwłaściciel lubartowskiego schroniska dla zwierząt

Coraz więcej psów groźnych ras wyrzucanych jest na ulice. Właściciele zaczynają się bać swoich pupilów i wywożą zwierzęta daleko od domu. Nie zastanawiają się nad tym,
że mogą one zrobić krzywdę przypadkowo napotkanym osobom.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!