sobota, 21 października 2017 r.

Lublin

Żal pozostał do dziś

  Edytuj ten wpis
Dodano: 12 grudnia 2006, 18:13

13 grudnia na zawsze zmienił życie tysiącom Polaków. Ci, którzy najbardziej ucierpieli, dziś nie czują się bohaterami.

Są ofiarami tych, którzy wtedy ich oskarżali i sądzili. I którzy wciąż wymierzają sprawiedliwość.

Noc z 12 na 13 grudnia 1981 roku. Do siedziby "Solidarności” przy ulicy Królewskiej w Lublinie wkraczają Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej (ZOMO). Zaczynają się aresztowania. Na wprowadzenie stanu wojennego odpowiadają lubelskie zakłady. Strajki wybuchają w Agromecie, UMCS, Cukrowniach Lublin i Opole. W WSK Świdnik zaczyna się strajk okupacyjny. W nocy z 15 na 16 grudnia ZOMO rozpoczyna pacyfikację fabryki. Kilkadziesiąt czołgów otacza fabrykę. - 16 grudnia zdecydowaliśmy się opuścić zakład. Żeby nie doszło do rozlewu krwi - mówi Stanisław Pietruszewski, przywódca strajku w WSK Świdnik. - Kiedy następnego dnia wróciłem do domu, już tam na mnie czekali.
W więzieniach Pietruszewski spędził rok i dziewięć miesięcy. Stracił zdrowie. Ale najbardziej go bulwersuje, że oskarżający go wtedy prokurator dostał pracę w Instytucie Pamięci Narodowej w Warszawie. - Jak on może pomagać ludziom szukającym sprawiedliwości? - pyta Pietruszewski. - A jego koledzy? Jeden jest sędzią Wojskowego Sądu Najwyższego. W sądach wciąż pracują ci, którzy nas wtedy sądzili.

Byli opozycjoniści wymieniają nazwiska: prokurator Lech K., Grzegorz J., czy wreszcie sędzia Krzysztof O. - To znana postać ze stanu wojennego. Występował do Sądu Najwyższego o przedłużenie mojego aresztu - potwierdza Włodzimierz Blajerski, aresztowany we wrześniu 83.
Blajerski wspomina prokuratora Tadeusza K., swojego kolegę z liceum, który wciąż aktywnie działa w lubelskiej prokuraturze. - Wydał zgodę rodzinie na widzenie ze mną. A wiedział, że dwa dni wcześniej przetransportowano mnie do Warszawy. Moje córki, 5- i 6- letnia, stały na mrozie przez 8 godzin czekając na to widzenie. Rozchorowały się. To była podłość. Nigdy mnie nie przeprosił. Nie podajemy sobie ręki.

Prokurator, który podpisał się na nakazie aresztowania Waldemara Robaka i Jerzego Leziaka, szefów "Solidarności” z Polmozbytu mówi, że nie chce wracać do tamtych czasów. - Stosowałem obowiązujące wówczas prawo. Nie przekraczałem uprawnień. Miałem rodzinę, a praca w prokuraturze wojskowej to było wykonywanie rozkazów. Ale tak po ludzku rozumiem tych, którzy mają żal za tamte czasy.
Robert Bednarczyk, prokurator apelacyjny w Lublinie mówi, że w roku 90 i 91 prokuratorzy zostali poddani weryfikacji. - Wszyscy przeszli ją pozytywnie. Jeżeli ktoś zachowywał się godnie i nie dopuścił się w związku ze stanem wojennym przestępstwa, to nie można go dyskredytować. To była bardzo trudna sytuacja - trzeba było wykonywać rozkazy. Ale równocześnie doskonale rozumiem żal i złość ludzi, którzy doznali w tamtym czasie poniżenia i upokorzenia.
- Rozliczać - mówi kategorycznie Blajerski. - Kodeks moralny to standard demokratycznego państwa. - Tych ludzi trzeba usunąć z wymiaru sprawiedliwości - nie ma wątpliwości Pietruszewski.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!