środa, 18 października 2017 r.

Lublin

Prokuratorowi z Puław zginęły dowody rzeczowe. Jeśli się nie odnajdą, oskarżeni o napad na właściciela składu budowlanego mogą zostać uniewinnieni

Chodzi o próbki zapachowe, które bandyci zostawili na miejscu napadu. - To bardzo ważny dowód, który wspierał oskarżenie - przyznaje Barbara du Chateau, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie, przed którym toczy się proces o napad. - Jeśli się nie znajdą, to sąd będzie musiał oprzeć się na materiale dowodowym, który mu pozostanie.
Próbki, które przepadły, dotyczą napadu na przedsiębiorcę z Góry Puławskiej, Zbigniewa Gogacza. W lipcową noc 1999 roku zaatakowało go trzech napastników.
- Jeden zaszedł mnie od tyłu, chwycił za szyję i zaczął dusić - opowiadał nam wczoraj Gogacz. - Dwaj kolejni podbiegli do mnie od przodu. Widziałem ich twarze, bo dopiero zakładali kominiarki.
Napastnicy związali przedsiębiorcę i okradli - zabrali 5 tys. zł z dziennego utargu i telefon komórkowy. Kilka miesięcy później policja pokazała Gogaczowi fotografie potencjalnych bandytów. Rozpoznał dwóch. Między innymi na tej podstawie puławska prokuratura oskarżyła o napad Sławomira A. i Mariusza K. W ubiegłym roku pierwszego z nich sąd skazał na pięć lat więzienia, ale wyrok uchylił Sąd Apelacyjny w Lublinie. Sprawa Mariusza K. jest rozpatrywana odrębnie.
Sądy Apelacyjny i Okręgowy uznały, że w obu procesach trzeba jeszcze raz sprawdzić, czy ślady zapachowe zabezpieczone na miejscu napadu rzeczywiście pochodzą od oskarżonych. Wcześniejsza ekspertyza z laboratorium kryminalistycznego policji w Lublinie nie pozostawiała co do tego wątpliwości. - Była jednak przeprowadzona w sposób nieprawidłowy - mówi sędzia du Chateau.
Sąd nakazał puławskiej prokuraturze przysłać ślady zapachowe: słoiki z gazą nasączoną zapachem zostawionym przez napastników. Prokuratura odpowiedziała, że w jej magazynie ich nie ma.
Za dowody, do chwili dostarczenia ich do sądu, odpowiada prokurator. Ale w Puławach nikt nie poczuwa się do odpowiedzialności za zaginięcie śladów. Marta Romańska, szefowa miejscowej prokuratury, nie chciała się wypowiadać w tej sprawie. Odesłała nas do prokuratora Grzegorza Kwita, który oskarżał w sprawie napadu na Gogacza.
- Nie wiem, gdzie są te dowody - przyznaje Kwit. - Z naszej dokumentacji wynika, że zostały wysłane do sądu wraz z aktem oskarżenia, ale nie mamy poświadczenia, że je odebrano.
W sądzie twierdzą, że takich dowodów nie dostali. - Nie dotarły do nas. Gdyby doszły, wystawilibyśmy pokwitowanie - mówi du Chateau.
Prokurator Kwit zapowiada, że będzie szukał zaginionych dowodów zapachowych. Ale szuka ich już trzeci miesiąc. - Przecież nikt celowo ich nie schował - przekonuje.
• Jeżeli wina jest po stronie prokuratury,
to czy będą konsekwencje? - zapytaliśmy Romańską.
- Nie będę gdybać. Mamy potwierdzenie, że dowody wysłaliśmy do sądu - odpowiedziała prokurator. •
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!