wtorek, 6 grudnia 2016 r.

Lublin

Wczoraj przejezdne były tylko te drogi, po których wcześniej przejeżdżał ciężki sprzęt. Na zdjęciu:
Wczoraj przejezdne były tylko te drogi, po których wcześniej przejeżdżał ciężki sprzęt. Na zdjęciu:

Bez większych problemów jeździły tylko sanie.
W zaspach utknęły karetki, dzieci idące do szkół, a nawet kondukt żałobny. Drogowcom kończy się sól. Region sparaliżował wczoraj kolejny atak zimy

Sitnik koło Białej Podlaskiej. Feliks Barański, kierowca pługu rozpychającego na bok zwały śniegu, zabiera po drodze nauczycielkę. - Rano jechałam do pracy ciągnikiem. Inaczej nie mogłabym się dostać. Nic nie jeździ - opowiada Krystyna Lubańska.
- Dalej jest jeszcze gorzej. Drzwi nie mogłem otworzyć. Śnieg sięga do okna - dodaje Barański.
Do zasypanych wsi nie docierał żaden transport. - Rano żona kupiła chleb ze starych zapasów. Sklepowa dzieliła po jednym bochenku, żeby wszystkim wystarczyło - mówi spotkany na drodze mężczyzna.
- To najgorszy atak zimy w tym sezonie - przyznaje Dariusz Wieczorek, dyżurny w Zarządzie Dróg Wojewódzkich w Lublinie. - Warunki są koszmarne, mimo że na drogach pracuje cały sprzęt.
Wczoraj rano na Lubelszczyźnie nieprzejezdnych było 430 km dróg wojewódzkich. O godz. 15 już "tylko” 275 km.
W Kukawce (gm. Wojsławice) kondukt pogrzebowy nie mógł dotrzeć na cmentarz. Szosa była całkowicie zasypana śniegiem. Dopiero po interwencji wójt Teresy Pazyny drogowcy - przynajmniej na czas pogrzebu - przetarli drogę.
Inaczej z problemami komunikacyjnymi radził sobie Wiesław Radzięciak, wójt niemal odciętych od świata Leśniowic. Zmobilizował kilku miejscowych rolników, by w razie potrzeby byli gotowi do podstawienia zaprzęgów konnych z saniami.
Najgorzej było na drogach powiatowych i gminnych. W powiecie bialskim wczoraj rano żadna droga powiatowa nie była przejezdna. - To koszmar. W ciągu tygodnia wydaliśmy na usuwanie skutków zamieci tyle co przez całą ubiegłą zimę - żali się Waleria Kubel, kierownik sekcji dróg w Zarządzie Dróg Powiatowych w Białej Podlaskiej.
Po południu na Zamojszczyźnie nieprzejezdnych było jeszcze 80 proc. dróg powiatowych. Na mniej uczęszczanych trasach zaspy sięgały od 1,5 do 2 metrów.
Pogotowie z trudem docierało do chorych. - Ludzie dowożą pacjentów saniami do głównej drogi. W Hrebennem pacjenci czekali na pogotowie w jednym z barów - mówi Maria Krawczyk, pielęgniarka z tomaszowskiego pogotowia. W Leopoldowie (gm. Łęczna) wczoraj nad ranem strażacy przez 1,5 km nieśli pacjenta do karetki, która nie była w stanie dojechać do chorego.
W 23 gminach województwa (m.in. Bychawa, Wysokie, Kąkolewnica, Biała Podlaska, Dębowa Kłoda, Rybczewice, Czemierniki) odwołano do końca tygodnia zajęcia w szkołach. - Najtrudniej jest w rejonie zamojskim i chełmskim - dodaje Krzysztof Grudzień z lubelskiego kuratorium. Do niektórych szkół docierało zaledwie po kilkoro uczniów. Niektórzy wójtowie już wystąpili do kuratora oświaty o przyspieszenie ferii.
Kłopoty były z kupnem chleba. - W środę dostarczaliśmy tylko pieczywo do sklepów w Lublinie. Żaden samochód nie wyjechał w trasę. Dzisiaj nie pojadą do Chełma i Włodawy - zapowiada Małgorzata Jaremek, dyrektor Przedsiębiorstwa Piekarskiego w Lublinie.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO