sobota, 3 grudnia 2016 r.

Lublin

Złowrogie kły

Dodano: 9 września 2001, 22:28

Starszy mężczyzna nie wiedział,
że za furtką czai się groźny pies. Przyszedł w dobrej wierze. Przypłacił to bolesnymi ranami. Właściciel nie ostrzegł go przed niebezpieczeństwem. Czy
na swojej posesji możemy czuć się bezkarni?

- Wszedłem na teren posesji przy ul. Nadbystrzyckiej w Lublinie - opowiada mężczyzna. - Właściciel zamieścił ogłoszenie w prasie, które mnie zainteresowało. Podał tylko adres. Przy furtce nie było dzwonka. Gdy dochodziłem do drzwi nagle zza rogu wybiegł ogromny pies, który się na mnie rzucił. Gdyby nie nadszedł właściciel, prawdopodobnie by mnie rozszarpał.
Starszy mężczyzna pokazał ogromne sińce na przedramieniu. Na ciele widoczne były ślady kłów.
- Czy ja jestem przestępcą? - mówi zdenerwowany Czytelnik. - Gdyby był dzwonek, to na pewno bym zadzwonił. Nie dosyć, że zostałem poturbowany, to jeszcze właściciel mnie zbeształ. Nie udzielił mi nawet pierwszej pomocy. A co by było, gdyby na jego posesję weszło dziecko?
- Nie ma przepisów nakładających obowiązek na właścicieli czworonogów umieszczania na furtce lub ogrodzeniu swojej posesji tabliczek ostrzegawczych. - mówi Ireneusz Hajczuk, komendant Straży Miejskiej w Lublinie. - Zależy to tylko od dobrej woli ich właścicieli. Każdy, kto chce bez zgody właściciela wejść na posesję musi się liczyć z konsekwencjami.
Czy w związku z tym poszkodowany może mieć tylko do siebie pretensje?
- Własność prywatna jest konstytucyjnie zagwarantowana - dowiedzieliśmy się w jednej z lubelskich kancelarii adwokackich w Lublinie. - Poszkodowany naruszył tę własność. Jedyny zarzut, jaki można byłoby przedstawić właścicielowi posesji, to brak tabliczki ostrzegawczej. Bardzo rygorystyczny sąd w Polsce mógłby się w tym przypadku dopatrzyć winy. Gdyby takie ostrzeżenie było widoczne na posesji, doszukiwanie się jakiejkolwiek winy ze strony właściciela byłoby bezzasadne. To, że zamieścił on w prasie ogłoszenie sugerujące osobisty kontakt (nie było numeru telefonu - red.), nie jest jednoznaczne z pozwoleniem wejścia bez jego zgody na teren posesji.
Doświadczają tego często listonosze, którzy z uwagi na zawód muszą wchodzić do czyjegoś domu.
- Utarczki z psami są wkalkulowane w ten zawód - mówi Jacek Piasecki, rzecznik prasowy Dyrekcji Okręgu Poczty w Lublinie. - Listonosze niejednokrotnie musieli brać nogi za pas. Pracownicy, którzy dłużej pracują na danym terenie doskonale wiedzą, kiedy mogą zapukać do drzwi, a kiedy mają czekać przy furtce.
Jak powiedział rzecznik, wszyscy listonosze biorą udział w szkoleniach poświęconych obronie przed przestępcami, jak również poznają zasady obrony przed atakiem psa.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO