środa, 23 sierpnia 2017 r.

Łuków

Muzeum ma ciekawe eksponaty, problem w tym jak zebrane. Konserwator zawiadomił policję

Dodano: 14 stycznia 2017, 16:20
Autor: Ewelina Burda

Muzeum z eksponatami. Ale czy pozyskanymi legalnie? / fot. Muzeum Oręża i Techniki Użytkowej im. gen. ks. Stanisława Brzóski - Facebook
Muzeum z eksponatami. Ale czy pozyskanymi legalnie? / fot. Muzeum Oręża i Techniki Użytkowej im. gen. ks. Stanisława Brzóski - Facebook

Założyciel i kustosz muzeum im. gen. ks. Stanisława Brzóski w Łukowie może mieć problem, bo pochwalił się w lokalnej gazecie swoimi eksponatami, których poszukiwał m.in. za pomocą wykrywacza metalu. Konserwator zabytków twierdzi, że kolekcjoner działał nielegalnie, dlatego zgłosił sprawę na policję.

Chodzi o istniejące od 2015 roku Muzeum Oręża i Techniki Użytkowej im. gen. ks. Stanisława Brzóski. Jego założycielem i kustoszem jest dobrze w Łukowie znany Jan Janusz Jastrzębski. Kilka miesięcy temu na łamach lokalnej gazety Jastrzębski przyznał że od 28 lat kolekcjonuje przedmioty, które mają wartość historyczną. W swojej kolekcji ma sprzęt wojskowy, m.in. topór wojenny z epoki brązu, monety, guzik napoleoński, odznaczenia, instrumenty muzyczne czy fotografie, również pamiątki po ks. Stanisławie Brzósce. W sumie w jego muzeum jest kilka tysięcy eksponatów. 

We wspomnianym artykule kolekcjoner nie ukrywał, że prowadził poszukiwania na terenie Łukowa, Białej Podlaskiej, Międzyrzeca, Siedlec czy Stoczka Łukowskiego: "Pracowałem z wykrywaczem nawet po cztery godziny kilka razy w tygodniu".

– W lokalnej gazecie ukazała się informacja, że ten pan poszukuje artefaktów przy pomocy wykrywacza metalu. A w związku z tym, że jako konserwator powziąłem informację o nielegalnym poszukiwaniu zabytków, musiałem podjąć działania – tłumaczy Jan Maraśkiewicz, konserwator zabytków w Białej Podlaskiej. Zgłosił sprawę na policję. – Ponieważ na poszukiwanie z wykrywaczem wymagane jest pozwolenie konserwatora. Tak wynika z ustawy o ochronie zabytków. Jeżeli w grupie poszukiwaczy jest archeolog, czyli osoba uprawniona, to na takie badania można wydać pozwolenie – stwierdza Maraśkiewicz.

Łukowska policja prowadzi czynności sprawdzające w tej sprawie. – Ustalamy czy nie zostały naruszone przepisy ustawy o ochronie zabytków. Badamy w jaki sposób kolekcjoner wszedł w posiadanie eksponatów – mówi asp. szt. Marcin Józwik, rzecznik łukowskiej policji.

Tymczasem, właściciele muzeum nie mają sobie nic do zarzucenia. – To nie ja powinienem składać wyjaśnienia, tylko konserwator. Zgłoszę na niego skargę do ministerstwa – odpowiada nam krótko Jan Janusz Jastrzębski i odsyła do rzecznika muzeum.

– Wszystkie eksponaty są pozyskiwane legalnie. Mamy wszystko udokumentowane. Ministerstwo Kultury nadało nam statut – podkreśla Justyna Jastrzębska, która odpowiada za sprawy administracyjne w muzeum. – To nie jest prywatne muzeum, wstęp ma każdy, kolekcja jest prywatna, m.in. rodzinna. Robi się na nas nagonkę, jesteśmy zaskoczeni. Nie wiem dlaczego konserwator widzi tu problem – zaznacza Jastrzębska. 

– Nie ścigam tego pana jako osoby, ale musiałem podjąć działania gdyż sam udzielił informacji do gazety o poszukiwaniach z wykrywaczem. To problem ogólnopolski. Poszukiwacze robią ogromne szkody w strukturach archeologicznych – podkreśla konserwator zabytków w Białej Podlaskiej.

Potwierdza to Katarzyna Kozicka z lubelskiego oddziału stowarzyszenia Sakwa, które zajmuje się eksploracją na rzecz ratowania zabytków.

– Prowadziliśmy kiedyś badania pod nadzorem archeologa w miejscowości Dokudów koło Białej Podlaskiej. Mieliśmy zgody od konserwatora, właściciela gruntów. Wszystko zgodnie z prawem. Znaleźliśmy kilka artefaktów. Wszystko udokumentowaliśmy – opowiada Kozicka. – A zaraz po nas na miejscu pojawili sie poszukiwawcze, rozebrali nasze stanowiska archeo. To od razu widać gdzie kopią, bo pozostawiają bo sobie niezakopane doły.  To są olbrzymie szkody – zauważa Kozicka.

– Nasze stowarzyszenie pokazuje, że można legalnie poszukiwać, bo skarby w ziemi rzeczywiście leżą. Ale trzeba do tego podjeść z głową. Jest olbrzymia papierologia, ale warto – zaznacza Katarzyna Kozicka z Sakwy.

Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
(25) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (22 stycznia 2017 o 10:23) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Sami robicie szkody barany z WKZ, gdyby nie wasza betonowa postawa rodem z komuny, to prawo juz dawno byłoby zmienione i tysiące poszukiwaczy zapełniało by półki w muzeach, niszczenie stanowisk to zjawisko bardzo marginalne, ułamki promila wszystkich poszukiwań w Polsce wiec nie powtarzajcie tych dyrdymał w kółko jak mantre
Rozwiń
Gość
Gość (17 stycznia 2017 o 13:30) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Witam ja też zbieram stare rzeczy a jak chciałam oddać do muzeum to powiedzieli że nie potrzebują takich rzeczy i co mam je spowrotem zakopać ,są to rzeczy które mają po 100 i więcej lat
Rozwiń
Gość
Gość (17 stycznia 2017 o 06:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Chore Prawo
Rozwiń
Gość
Gość (17 stycznia 2017 o 01:42) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
no jak to nie widać problemu ze strony konserwatora ? :D skoro wymagana jest jego zgoda, to trzeba mu zapłacić. Proste jak drut. Konserwator poczuł się pominięty w tym wszystkim gdzie niemało złotówek mógł przytulić więc postanowił złożyć donos... Nic dodać nic ująć.
Rozwiń
arnold
arnold (16 stycznia 2017 o 22:26) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
najlepiej to nikomu się nie chwalić swoim znaleziskiem tylk mówić o tym osobom na 100% zaufanym i nie będzie problemum
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (25)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!