czwartek, 19 października 2017 r.

Magazyn

12 w skali Beauforta

  Edytuj ten wpis
Dodano: 23 sierpnia 2007, 12:21
Autor: Dominik Smaga

Biały szkwał - tak żeglarze nazywają to, co stało się na Wielkich Jeziorach Mazurskich.

- Bezmyślność - tak wodniacy komentują fakt, że większość ludzi pływała bez kapoków. - Koszmar - mówią świadkowie.

- 26 lat żyję w Mikołajkach i nie widziałam czegoś podobnego - mówi wstrząśnięta Danuta Wawrzyniak, która na Mazurach prowadzi wypożyczalnię łódek i jachtów. - Na szczęście, wszyscy moi klienci zdołali bezpiecznie wrócić.
Inni nie mieli tyle szczęścia. Bo uciec zdołali nieliczni. Ci, którzy już pół godziny przed burzą z niepokojem spoglądali na niebo.
- Płynęliśmy we dwóch, z kolegą - mówi Wojciech Sadowski, szef Yacht Klubu Polski Lublin, który wyszedł na brzeg bez szwanku. Zawrócił, gdy w oddali zobaczył ławicę chmur, która gęstniała i przybierając granatowy kolor, zmierzała w stronę jezior. Wiedział już, że to nie przelewki. Że trzeba wracać do brzegu. I dotarł bezpiecznie. Inni pływali dalej. - To błąd polskiego szkolenia żeglarzy, że nie przywiązuje się większej wagi do meteorologii - dodaje.
- To nawet nie były ciemne chmury. Ale po prostu czarne niebo. Tak to wyglądało - mówi Anna Sobczyk z wypożyczalni łódek w Mikołajkach.
Większość ludzi nie przejęła się chmurami w oddali. Zaczęli uciekać, gdy zerwał się wiatr.
A wtedy było już za późno.

Przeklęty kwadrans

Piekło rozpętało się we wtorek około godz. 15. Na lądzie wichura osiągała w porywach 128 km/h. Nad wodą wiało silniej. - Bo tafla wody nie stawia takiego oporu, jak porośnięty i zabudowany ląd - mówią w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Prędkości nad jeziorami nie zmierzył nikt, ale żeglarze mówią krótko: 12 w skali Beauforta.
- Tak, jak się oglądało 11 września zamachy na World Trade Center w Nowym Jorku, z takim samym przerażeniem patrzyliśmy na to, co działo się na jeziorze. Tego się nie da opisać słowami - wzdycha Zdzisław Zyśk z Mikołajek. - Wiatr unosił do góry ciężkie jachty. A potem rzucał nimi o wodę, wywracał je. To była klęska.
- Fale przewalały się przez pokład. Chociaż nasza łódź waży jakieś osiem ton, to zerwała się cuma. To była wielka siła - przyznaje Sadowski.
- Ludzie wypadali z łodzi na oczach swoich bliskich. Koszmar - dodaje Zyśk.
- Co wnuka złapałem i położyłem, to znów go wyrzucało - opowiada Polskiemu Radiu Olsztyn jeden z żeglarzy. - Musiałem się rurki złapać, żebym się sam nie utopił.
- Lał taki deszcz, że ledwo widziałam stojący pięć metrów dalej maszt - mówi Sobczyk. - Łodzie wpadały na siebie i jedna topiła drugą. Trwało to piętnaście minut.

Płacz i karetki

Obraz po burzy był straszny. - Masa ludzi ganiających po porcie, szukających siebie nawzajem i swoich rzeczy. Różne przedmioty porozrzucane po całym jeziorze i brzegu. Karetki WOPR zwożące ludzi na brzeg. Karetki pogotowia podjeżdżające po uratowanych. Dwie osoby trzeba było reanimować na stacji benzynowej - wzdycha Sobczyk. Do szpitali trafiło 17 osób.
Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe wyciągnęło z jezior łącznie 84 osoby. - Większość nie miała kapoków - przyznaje Paweł Czubiński z giżyckiego WOPR.
Tak samo, jak nie miały ich ofiary:
5-letni chłopiec,
50-letnia kobieta,
22-letni mężczyzna.
Wszystkich troje wyciągnięto spod wywróconych łodzi.
A ludzie nadal biegali po brzegu. Nerwowo wystukiwali numery w komórkach. Czekali na głos w słuchawce.
Nie doliczyli się 8 osób.
Potem policja odebrała zgłoszenia o kolejnych dwóch zaginionych.
A później telefon, że jedna z osób się znalazła.
Na liście pozostało 9 nazwisk.

Nadzieja nie tonie

- Jeśli ktoś zobaczy młodą dziewczynę, o długich ciemnych włosach, w różowym polo i krótkich czarnych spodenkach, niech da znać policji - Karolina Fastnacht prosi przed kamerą TVN 24 i pokazuje zdjęcie swojej 19-letniej siostry Joanny, która wypadła z jachtu. Reszta załogi nie zdołała do niej dopłynąć. Stracili ją z oczu. Nadzieję mają nadal.
Kolejna kamera i kolejne zdjęcie. Osiemnastoletni Jacek zaginął w okolicach jeziora Niegocin.
I wiadomość z olsztyńskiej komendy: wśród zaginionych nie ma mieszkańców Lubelszczyzny.
Tych, którzy przepadli szuka 200 osób. - Wykorzystujemy dwa śmigłowce, samolot i kamerę termowizyjną - mówi Izabela Niedźwiecka z biura prasowego miejscowej policji.
Szukają strażacy, policjanci, nawet antyterroryści. Ale i tak najwięcej zależy od płetwonurków. Na miejsce ściągają ich kolejne ekipy. A nawet psy wyszkolone w wyszukiwaniu zwłok w wodzie. - Bo nie ma już szans, na uratowanie tych, którzy wpadli do jeziora - Robert Fliciński z warmińsko-mazurskiej straży pożarnej nie pozostawia żadnych złudzeń. - Ale może ktoś zdołał wydostać się z wody i schronił się gdzieś w lesie. Może nie miał jak zawiadomić rodziny. Może...

Co to było

Biały szkwał - tak mówią ci, którzy zeszli z pokładu. - To takie żeglarskie określenie - wyjaśnia Agnieszka Grabowska, kierownik mikołajskiej stacji Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. - Dla nas to była po prostu bardzo silna burza. Tak silnej sobie nie przypominam.
Wzburzona przez wiatr woda tworzyła pianę, przez którą nie widać, gdzie kończy się woda, a zaczyna powietrze.
- A dzień później piękne słońce - mówi Wawrzyniak. - Jakby nic się tu nie stało.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!