niedziela, 24 września 2017 r.

Magazyn

30. rocznica Świdnickich Spacerów: "Tak się rusza z posad bryłę świata”

Dodano: 17 lutego 2012, 12:47

Urszula Radek na "świdnickie spacery” wychodziła razem z całą rodziną. (Archiwum)
Urszula Radek na \"świdnickie spacery” wychodziła razem z całą rodziną. (Archiwum)

Świdnik. 5 lutego 1982 roku, godzina 19.30. Rozpoczyna się Dziennik Telewizyjny. Telewizory stają w oknach, a ulicą Sławińskiego ciągną w obie strony tysiące ludzi. "Tak się rusza z posad bryłę świata” – pisze Jan Kondrak.

ZOMO na ulicach Świdnika, 30. rocznica Świdnickich Spacerów (zdjęcia)


– Dowiedziałam się z poczty pantoflowej w WSK Świdnik, że 5 lutego wieczorem, w porze Dziennika Telewizyjnego mieszkańcy Świdnika wyjdą ze swoich mieszkań. Tak postanowiliśmy zbojkotować cały panujący wtedy system i jego szykany – wspomina Urszula Radek, działaczka "Solidarności”.

– Punktualnie o 19.30 wyszliśmy na ulicę. Nie byliśmy sami. Niemal cały Świdnik był wtedy razem.
Po obu stronach ulicy Sławińskiego (dziś Niepodległości) tuż pod oknami komendy milicji ciągnął nieprzerwany strumień ludzi. Milczący tłum pozdrawiał się symbolicznym ułożeniem palców w literę V. – Kilka tysięcy osób szło razem, obok siebie – mówi Radek. – A gdy się spojrzało w górę widok był równie niesamowity; we wszystkich oknach stały włączone telewizory, przy niektórych paliły się świeczki.

Nie damy się

Andrzej Radek, syn pani Urszuli również wychodzi na ulicę. Właśnie skończył studia, działał w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów na KUL, brał udział w strajkach na uczelni. Spaceruje ze swoimi kolegami ze studiów i ze szkoły. – Nasz protest był spontaniczny, ale jednak wymagał odwagi – ocenia Andrzej Radek (dziś zastępca burmistrza Świdnika). – Wyszliśmy z domów, pokazaliśmy swoje twarze, liczyliśmy się z tym, że możemy być fotografowani. Byli wśród nas agenci SB. Konsekwencje mogły być poważne.

W bocznych uliczkach stały bojowe samochody ZOMO. W tłumie faktycznie czaili się tajniacy. Co jakiś czas esbecy wyciągali z tłumu upatrzonego "spacerowicza”. Wywozili go za miasto. Trzeba był wrócić stamtąd kilkanaście kilometrów na piechotę, w trzaskającym mrozie. – Podczas któregoś spaceru na wysokości ul. Mickiewicza jakiś ubek próbował wyciągnąć z tłumu mojego męża. Wiadomo, jakie były skutki: wywiezienie za miasto, może coś gorszego... Obcy ludzie, którzy szli obok wyszarpnęli męża z rąk tamtego. Pokazaliśmy, że się nie damy – dodaje Urszula Radek.

Bunt

Już dwa miesiące wcześniej Świdnik pokazał, że się "nie da”. W pierwszą noc stanu wojennego, w WSK Świdnik wybucha strajk okupacyjny. W fabryce barykaduje się kilka tysięcy osób. Do WSK przyjeżdżają lubelscy działacze "Solidarności”, którym udało się uniknąć internowania. W zakładzie tworzą siedzibę Regionalnego Komitetu Strajkowego. W nocy z 15 na 16 grudnia rozpoczyna się pacyfikacja zakładu. Czołgi podjeżdżają pod mur fabryki. Przebijają go w kilku miejscach. Padają pierwsze strzały. Na teren zakładu wpadają zomowcy. Kule przelatują tuż nad głowami ludzi.

16 grudnia nad ranem pierwsi pracownicy zostają wyprowadzeni z zakładu. "Wyprowadzenie” trwa cały dzień. 40 osób zostaje od razu aresztowanych, cześć jest wywieziona do Lublina na przesłuchanie. Pacyfikacja WSK to początek serii prześladowań świdnickich działaczy Solidarności. Zima ‘82 przynosi masowe aresztowania i dyscyplinarne zwolnienia. Kilkadziesiąt osób musi się ukrywać.
W Świdniku narasta bunt.

Zrobimy wam godzinę

– Musieliśmy coś zrobić. Nie mogliśmy bezczynnie patrzeć na to, co serwuje nam władza – mówi Urszula Radek. – Byliśmy wściekli. I nie chcieliśmy być bezradni.

Informacje o proteście świdniczan błyskawicznie idą w eter. Dzięki Radiu Wolna Europa o Świdniku mówi cały świat. Dziennik jest bojkotowany w kolejnych miastach.

Dla władzy to policzek. 11 lutego w Świdniku, jako jedynym mieście w Polsce, zostaje przesunięta godzina milicyjna: z 22 na 19. Decyzję podjął Wojewódzki Komitet Obrony zawieszając równocześnie zaplanowane wydarzenia sportowe i kulturalne. Do tego dochodzą inne restrykcje: wyłączanie prądu, odcinanie wody i telefonów. W porze głównego wydania Dziennika Telewizyjnego na ulice Świdnika wyjeżdżają bojowe samochody ZOMO, czołgi, wozy strażackie.

"Wyprowadza nas wieczór”

Ale świdniczanie i na to znajdują sposób. Zaczynają spacerować przy pierwszym wydaniu Dziennika o godzinie 17. Wciąż grają na nosie milicji.

Mieszkający w Świdniku artysta Jan Kondrak pisze piosenkę "Pożegnanie z Marią – świdnickie spacery”. Utwór nadaje radio Wolna Europa:

"Wyprowadza nas wieczór i pora dziennika.
W wąwozie ulicy, po obu chodnikach
sunie rzeka pobladłych twarzy.
Wychodzimy z Marią na te ciche bunty,
to się mówi pozdrowić wszystkie bratnie junty,
to słychać takt nadziei na bruku.
Na krótkich światłach po bocznych ulicach
sublimacja mocy – realpolityka
– głodne ludzi ciężarówki.
Z cienia bram wbrew nam na ulice rusza
plaga szczurów w stroju funkcjonariusza.
Tak się rusza z posad bryłę świata.”

W mroku

Alfred Bondos, współzałożyciel "Solidarności” w WSK Świdnik nie może wyjść na ulicę. Od 16 grudnia ukrywa się w zakładzie po brawurowej ucieczce przed milicją. Gdy nocą 13 grudnia do drzwi jego mieszkania zapukali funkcjonariusze, wyskoczył z balkonu z II piętra. Mimo skręconej nogi, udało mu się dotrzeć do zakładu. W WSK włącza się w prace Komitetu Strajkowego, pisze odezwy do ludzi. Gdy do zakładu wpada ZOMO Bondos ukrywa się. Nie zostaje wraz z innymi wyprowadzony z WSK. Przez kolejne cztery miesiące ukrywa się w kanale ciepłowniczym. Żyje w prymitywnych warunkach, bez światła, ogrzewania, kontaktu z ludźmi.

Nazywa to "strefą mroku”.

Nie jestem sam

W domu czeka na Bondosa niego żona z dwójką dzieci. Dostaje od nich listy, które przemyca do kanału hydraulik Janek Borysiuk. W jednym z listów żona pisze: "Świdnik wyszedł na ulice. Ludzie spacerują w porze Dziennika Telewizyjnego. Ja biorę dzieci i też wychodzę. Nie dajemy się!”.

– Byłem wzruszony i szczęśliwy. To była jedna z najlepszych chwil w tym moim koszmarze mroku – wspomina po 30 latach Alfred Bondos. – Wszystko, co się wtedy działo było smutne i złe, a tu w sposób piękny i godny pokazaliśmy swoją siłę i jedność. Ta świadomość pozwoliła mi przetrwać kolejne miesiące w kanale. Wiedziałem, że nie jestem sam.

Ostatni raz

Po dwóch tygodniach spacerów atmosfera w Świdniku się zagęszcza. Trwają aresztowania. Rozwścieczona władza szykuje kolejne represje, by złamać mieszkańców. Ksiądz Jan Hryniewicz, duchowy autorytet świdniczan, znany ze swojej opozycyjnej działalności apeluje do ludzi, by zrezygnowali z wieczornych spacerów, bo ich skutki mogą być dramatyczne. 14 lutego ‘82 świdniczanie po raz ostatni wychodzą na ulice.

– Podobnie jak w przypadku pacyfikacji WSK Świdnik wiedzieliśmy, kiedy trzeba przestać, żeby nie polała się krew – ocenia Alfred Bondos. – Odnieśliśmy zwycięstwo. Po raz kolejny pokazaliśmy, że Świdnik jest mądry i mocny, a swoją siłę czerpie z niesamowity ludzi.
Czytaj więcej o:
nie lotnik
nie lotnik
wiem co pisze
(24) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

nie lotnik
nie lotnik (6 marca 2012 o 08:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='Kalina' timestamp='1330094552' post='601791']
wywalczyli ciepłe posadki dla swoich dzieci a inni to zło konieczne. Już wolałam jakimś tam sposobem zdobyć za komuny kawałek mięsa, niż obecnej sytuacji, że nie mam za co kupić go mimo, że jest na wyciągnięcie ręki. Po co mi taki kapitalizm. Za komuny ludzie nie chodzili glodni a teraz? Dobrze się mają działacze Solidarności.
[/quote]
Gdyby was Włosi nie kupili maszerowali byście po chlebek do jadłodajni.
Rozwiń
nie lotnik
nie lotnik (6 marca 2012 o 08:18) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='Kalina' timestamp='1330094552' post='601791']
wywalczyli ciepłe posadki dla swoich dzieci a inni to zło konieczne. Już wolałam jakimś tam sposobem zdobyć za komuny kawałek mięsa, niż obecnej sytuacji, że nie mam za co kupić go mimo, że jest na wyciągnięcie ręki. Po co mi taki kapitalizm. Za komuny ludzie nie chodzili glodni a teraz? Dobrze się mają działacze /quote] Gdyby was Włosi nie kupili mielibyście marsze ale po chlebek.
Rozwiń
wiem co pisze
wiem co pisze (5 marca 2012 o 23:01) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Pitolisz glupoty Kalina, malo wiesz jak bylo za komuny bo pewnie legitymacje partyjna mialas . Strajkow by nie bylo jak by dobrze bylo , kilka lat bylo wzglednie a potem juz nedza i nie ma za czym tesknic . Szacunek dla tych ludzi co walczyli o wolnosc i nie mozna ich obarczac odpowiedzalnoscia za cwaniakow rzadzacych bo dobrze wiesz , ze to czerwone robale z pejsami trzymaja nasz kraj za morde takze patrz na kogo glosujesz .
Rozwiń
Kalina
Kalina (24 lutego 2012 o 15:42) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
wywalczyli ciepłe posadki dla swoich dzieci a inni to zło konieczne. Już wolałam jakimś tam sposobem zdobyć za komuny kawałek mięsa, niż obecnej sytuacji, że nie mam za co kupić go mimo, że jest na wyciągnięcie ręki. Po co mi taki kapitalizm. Za komuny ludzie nie chodzili glodni a teraz? Dobrze się mają działacze Solidarności.
Rozwiń
x
x (19 lutego 2012 o 20:55) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='Gość' timestamp='1329647104' post='599113']
Niech te parszywce Radki, Bondosy i inne pseudo cwaniaki nie wypowiadają się w mediach bo człowieka krew zalewa. Znudziło się im chyba bycie zakładowymi robolami i szukali chooja do doopy żeby wybić się na państwowe posadki. Teraz Ci wielcy 'wojownicy' o 'wolność' okupują stołki opłacane z publicznego grosza i za chooja nie ustąpią. Układy i układziki. Za tamtego ustroju pracą hańbić się nie chcieli, tylko demolka i walka z władzą im była, natomiast teraz też nie wiedzą co to praca siedząc na państwowym garnuszku. Niech jeden solidurnościowiec z drugim pójdą do prywaciarza zarobić 2000zł to zobaczą ku***sy co wywalczyli dla ludzi, jaki dobrobyt. Kraj mlekiem i miodem płynący, heh! Wygonić ich do prawdziwej roboty a nie będą w gazecie snuć jakies słodkie pierdzenie jacy to bohaterzy z nich. Sobiei i kilku kolesiom życie poprawili a milionom zmarnowali. Ot i cała prawda o 'bohaterach'[/quote]
Nic dodac, nic ujac...
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (24)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!