piątek, 9 grudnia 2016 r.

Magazyn

A może byśmy tak mój miły, wpadli na dzień doTykocina...

Dodano: 18 kwietnia 2003, 13:15

W ostatnią sobotę ks. Witold Nagórski, proboszcz tykocińskiej parafii pobłogosławił chleb, którym następnie podzielili się mieszkańcy Białegostoku, Lublina i Tykocina. Chleb był znakiem nadziei, jego łamanie przyrzeczeniem, że wspólny lubelsko- tykociński projekt pod nazwą "Otworzyć Tykocin” - będzie zrealizowany. O tym jak do tego doszło i o szczegółach niezwykłej wyprawy - poniżej.

Kiedy zapytano cara Rosji jak ma biec droga łącząca Warszawę z Białymstokiem, wziął drewnianą linię, narysował kreskę i powiedział: "Ot, tak”. Droga miała biec wzdłuż Narwi. Na tym szlaku od wieków leżał Tykocin. Miasto królewskie z kościołem, synagogą i potężną twierdzą - ulubionym zamkiem Króla Zygmunta Augusta. Ulubionym tak, że po swojej śmierci pozostał tam na rok. Jak to mogło się stać? Król umarł, spadkobiercy się kłócili, więc tykociński wójt Franciszek Wolski, który z zawodu był aptekarzem, królewskie ciało zabalsamował i w piwnicy zamkowej złożył. Dziś królewski zamek z pasją odbudowuje białostocki biznesmen Jacek Nazarko.

Larum dla Tykocina

I dla zaniedbanej synagogi, wzniesionej w Tykocinie 1642 r. podniósł w białostockiej Gazecie Współczesnej Franciszek Piątkowski. Zobaczył miasteczko, zakochał się w jego magii i postanowił mieszkańcom pomóc.
- Zobaczyłem synagogę, drzwi zamknięte na skobel zawiązany stalowym drutem. Otworzyłem, wszedłem i na środku synagogi zobaczyłem stertę rupieci. Tej synagogi, co w dawnej Polsce uchodziła za pierwszą po krakowskiej, a dziś bez wątpienia pierwszą jest - wspomina Franciszek Piątkowski.
W 1974 r. ukazał się tekst, rok później Piątkowski został dyrektorem Wydziału Kultury. W 1977 r. trwający kilkanaście lat remont został skończony, w synagodze ruszyło muzeum. Dziś z wielką pasją prowadzi go Ewa Wroczyńska.

Co ma Lublin do Tykocina?

Gdy Franciszek Piątkowski dowiedział się, że do Tykocina wybiera się silna reprezentacja lubelska, powiedział krótko: "Daję swoje notatki, wiedzę i przekonanie, że Lublin i Tykocin warte są artystycznej unii”.
Zaproszenie do Lublina wysłała Bożena Urszula Szczepanek, animator kultury z Białegostoku. Najpierw trafiła do Tomasza Pietrasiewicza, dyrektora Ośrodka Brama Grodzka - Teatr NN.
- Zobaczyłem drobną kruchą dziewczynę z uśmiechem w dłoniach. Zapytała, czy pomogę jej w Tykocinie zbudować podwaliny pod to, co my tu robimy w Lublinie. Zgodę dostała - mówi Pietrasiewicz.
- Zapytałam, czy jeżeli się uda powołać coś podobnego, to czy będziemy mieli prawo nazywać się ośrodkiem siostrzanym. Czy daje na to przyzwolenie - mówi Szczepanek.
Pietrasiewicz, zakochany w małych miasteczkach, zgodę na siostrzany ośrodek dał...

Przystanek KUL

Punktualnie o godz. 12 pod siedzibę Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego podjeżdża fioletowy van. Za kierownicą Kazimierz Gajek, człowiek biznesu, który w Tykocinie zakochał się wcześniej. Przy głównym wejściu prof. Władysław Panas, kierownik Katedry Teorii Literatury KUL, badacz Schulza, znawca żydowskiej kultury.
Za chwilę pod samochodem zjawiają się: Witold Dąbrowski, wicedyrektor Ośrodka Brama Grodzka - Teatr NN i Bartłomiej Michałowski, wiceprezes Kazimierskiej Konfraterni Sztuki, malarz i właściciel dwóch autorskich galerii. Jednej w Lublinie, drugiej w Kazimierzu. Niestety nie dociera Grzegorz Józefczuk z Gazety w Lublinie. Ruszamy.
O 16 jesteśmy na miejscu. Krótki spacer, szybki posiłek z chleba i sławnej tykocińskiej palcówki (rodzaj wiejskiej kiełbasy). Punktualnie o 17 w synagodze zaczyna się spotkanie.

Dusze głupie i mądre

Zaczyna się od fragmentu spektaklu Witka Dąbrowskiego i opowieści o aniele, który leciał nad światem. A było to tak, że kiedy Pan Bóg stwarzał świat, kazał aniołowi wziąć dusze ludzkie i rozsypać po ziemi. Dusze mądrych zapakowal w jeden worek, dusze głupich w drugi...
- Anioł natychmiast chwycił worki i rozsypał po świecie. Obleciał wszystkie kraje i wszędzie posiał garść dusz mądrych i dusz głupich. Wszędzie w takiej samej ilości - zaczął Dąbrowski.
Na powitanie dodając, że z wyjątkiem Lublina i Tykocina, gdzie zapomniał wysypać dusze głupie i zasiał same mądre...

Otworzyć Tykocin

Krótka prezentacja projektu przez Bożenę Szczepanek, opowieść Witolda Dąbrowskiego, co dzieje się w ośrodku lubelskim i komentarz prof. Władysława Panasa:
- Otworzyć Tykocin to znaczy otworzyć ludzi na siebie nawzajem. Najmniejsza tu rola administracji i organizacji, największa ludzkich serc - mówi prof. Panas.
- Nasza młodzież jest otwarta. Zapraszamy - uśmiecha się promiennie Elżbieta Sikorska, z-ca dyrektora Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Tykocinie.
- Dajemy wam naszą przychylność. O pieniądze trudno i ich nie obiecujemy. Ale dobra wola jest - mówi z uśmiechem Teresa Andruszkiewicz, za-ca burmistrza Tykocina.
Na pożegnanie łamiemy się chlebem. Z tym chlebem jedziemy razem do księdza Witolda Nagórskiego, proboszcza tykocińskiej parafii, przyjaciela kultury. Krótka prezentacja, konkretne pytania, co chcemy lubelsko-białostocko-tykocińskim wysiłkiem zrobić. Odpowiadamy, że chodzi nam o otwarcie ludzkich serc, tykocińską młodzież, podzielenie się doświadczeniem, tak jak dzieli się chlebem...

Panie Boże pobłogosław ten chleb

Chwila relfleksji na stojąco w pięknym tykocińskim alumnacie i pod zabytkowe sklepienie, a potem prościutko do nieba popłynęły wzruszające słowa:
- Panie Boże pobłogosław ten chleb, symbol nowego dzieła, które tu w Tykocinie powstaje. Pobłogosław tych, co pracować na rzecz tej ziemi zechcą - modli się ks. Nagórski.
Żegnamy się do następnego spotkania. Chleb smakuje nad podziw i od dalszego działania nie ma odwrotu.
- Dziękuję Wszystkim za spotkanie. Jeśli mamy życzliwość pani burmistrz, teraz księdza to i ludzie będą nam życzliwi - uśmiecha się Bożena Szczepanek, na którą przyjaciele mówią po prostu Zula.

Tatarskim szlakiem do Lublina

Jeszcze wieczorem kolacja w "Tejszy” i na szczęście świąteczny cymes. A rano, skoro świt, podróż tatarskim szlakiem. Najpierw Kruszyniany, gdzie najstarsza żyjąca Tatarka otwiera nam meczet. Potem Bohoniki i chwila modlitwy nad kresową ziemią, gdzie wciąż, jak w tyglu mieszają się kultura: ruska, tatarska, żydowska i polska. Modlimy się z intencją, żeby w naszym już Tykocinie - też tak było.
No i rzecz najważniejsza. Poświąteczne spotkanie w Lublinie. Zaproszenie przyjęte, chodź czasu u wszystkich mało. Ten czas będzie wykrajać i Teresa Andruszkiewicz, i Elżbieta Sikorska i Ewa Wroczyńska, której na naszym spotkaniu nie było. Od lat prowadzi muzeum i teatr w Tykocinie, przez który przewinęło się już ponad stu mieszkańców magicznego miasteczka nad Narwią.
- Uważajcie, bo łatwo się w nim zakochać. Ale komu się to zdarza, tak jak mnie się zdarzyło, nigdy nie żałuje. I takich pasjonatów, jak ja, jest więcej - mówi Ewa Wroczyńska.
Nasza lubelska odpowiedź jest jedna: Już się zakochaliśmy. I to bez pamięci. Nie wiem, który z nas, czy Bartek Michałowski, czy Witek Dąbrowski, czy może prof. Władysław Panas zanucił w powrotnej drodze; A może byśmy tak mój miły, wpadli na dzień do Tykocina...
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO