niedziela, 19 listopada 2017 r.

Magazyn

Albo ja, albo nikt inny

  Edytuj ten wpis
Dodano: 12 września 2008, 17:34

On ma 19, ona 17 lat. Jest jeszcze ono, czyli piętnasto-miesięczny bobas, owoc ich miłości.

On polał ją benzyną i podpalił. Ona trafiła z dzieckiem do szpitala. On za kratki. Dlaczego to zrobił? Bo ona nie chciała dalej z nim być, bo był o nią zazdrosny, a może był inny powód?

Karolówka to spokojne osiedle domków jednorodzinnych w Zamościu.
- Nocą przejdziesz pan je wszerz i wzdłuż i włos panu z głowy nie spadnie - mówią mieszkańcy.

Edyta i Przemek

Ona ma na imię Edyta i razem z dwiema starszymi siostrami mieszka z dziadkami przy ul. Moniuszki.

Sąsiedzi: ładna, grzeczna dziewczyna.

Kilka lat temu zmarł ojciec, matka wyjechała za chlebem do Włoch. Na jakimś festynie Edyta poznała chłopaka. Ona ma wtedy 15, on 17 lat. Od razu wpadają sobie w oko. On ma na imię Przemek i mieszka w centrum Zamościa, choć ostatnio był zameldowany pod miastem. Gdy w zeszłym roku ona kończyła gimnazjum, na świecie pojawił się owoc ich miłości. Chłopczyk chował się zdrowo. Ostatnio na okrągło trajkotał coś po swojemu.

Przełożone chrzciny

Nie mieszkali razem, ale ślub planowali. On czekał, aż ona stanie się pełnoletnia. W wakacje przyjechała na urlop z Italii jej matka, mieli ochrzcić synka, ale coś im nie wyszło i przełożyli uroczystość na grudzień.

A tak w ogóle, to ostatnio za bardzo im się nie układało. - Wyganiała go z domu - wspomina 75-letni Ryszard Miernicki, dziadek Edyty. - Dla mnie to był człowiek bez honoru. Robota się go nie trzymała, chodził na kurs prawa jazdy, ale egzaminu nie zdał. Taki lekkoduch. Jak przyjeżdżał, to miejsca nigdzie nie mógł sobie znaleźć. To tu poleci, to już jest tam.

Ratujcie mnie!

Nie miał prawka, ale za kierownicę chętnie siadał. We wtorek rano zielonym maluchem przywiózł ją z dzieckiem do domu. Dziadkowie mówią, że ona nocowała u koleżanki. On odjechał, ale przed południem znowu pojawił się na posesji przy ul. Moniuszki. Miernicki zapamiętał, że jak wchodził do pokoju, miał ze sobą plastikową butelkę.

- Smażyłam akurat śliwki, gdy usłyszałam okropny krzyk "Boże, ratujcie mnie!” i pisk opon - opowiada mieszkająca po sąsiedzku Krystyna Miernicka, stryjeczna babcia Edyty, która paliła się żywym ogniem.

- Do końca życia będę miał ten obraz przed oczami - mówi jej dziadek. - Cała była ogniu: płonęły włosy, skóra sama złaziła płatami z ciała.

Dziewczyna wybiegła na podwórko i wskoczyła do stojącej przy studni wanienki z brudną wodą, bo wcześniej rozrabiano tam zaprawę murarską. Dziadek i cioteczny brat zaczęli gasić płomienie szmatami i polewać ją wodą, pomagał im sąsiad. - Ratujcie dziecko - błagała.

Stan stabilny

Mały płakał w pokoju. Paliła się kanapa, języki ognia dotykały już jego buzi. Karetka odwiozła przestraszonego maluszka do Zamojskiego Szpitala Niepublicznego z poparzeniami pierwszego i drugiego stopnia noska, uszka i rączki. - Oparzenia nie zagrażają zdrowiu i życiu - mówi lek. med. Grzegorz Skrok z oddziału chirurgii dziecięcej. - Ale za wcześnie na to, by wypowiadać się na temat ewentualnych następstw oparzeń - zaznacza.

Ona - z oparzeniami drugiego i trzeciego stopnia twarzy, rąk i tułowia - trafiła na oddział chirurgiczny szpitala "papieskiego”. - Jej stan jest stabilny - mówi Ryszard Pankiewicz, rzecznik prasowy Samodzielnego Szpitala Wojewódzkiego im. Papieża Jana Pawła II w Zamościu.

O następstwach poparzeń będzie można coś więcej powiedzieć za kilka dni. Jeżeli zajdzie potrzeba, pacjentka zostanie przetransportowana do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich.

Dożywocie

Co stało się w mieszkaniu przy ul. Moniuszki? Gdy on wszedł do jej pokoju, ona najprawdopodobniej usypiała dziecko, a może sama też przysypiała. - Sprawca trzymaną w ręce butelką oblał dziewczynę prawdopodobnie benzyną i podpalił, a następnie uciekł z mieszkania - informuje nadkom. Joanna Kopeć, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Zamościu.

Poszukiwania trwały niecałe cztery godziny. Przemysław G. wpadł w Starym Zamościu. - Mężczyznę, który poruszał się zielonym fiatem 126p, zatrzymali funkcjonariusze z Izbicy po telefonie od anonimowego rozmówcy - mówi rzecznik zamojskiej policji.

W czwartek miał usłyszeć zarzut usiłowania zabójstwa. Grozi za to nawet dożywocie.
Dlaczego to zrobił? - Bo to miał być koniec ich związku - mówi siostra Edyty. - Dlatego się zdenerwował i powiedział Edycie, że jak nie zostanie z nim, to nie będzie z nikim innym. Siostra myślała, że polewa ją jakąś oranżadą. Ostatnio skarżyła się, że ją bije.

Bez rozumu

Mieszkańcy spokojnego osiedla cały czas są w szoku. - Takiego czegoś u nas jeszcze nie było - kręci głową jedna ze spotkanych kobiet.

O jej rodzinie nikt tu złego słowa nie powie. - Starają się jak mogą, choć mają już swoje lata, a starsza pani jest schorowana. Dziadek rozbudował dom, bo ciasno im się zaczęło robić. - Będziemy pomagać wnuczce i prawnuczkowi, aby tylko cali wrócili do domu - zapewnia pan Ryszard. - A on niech gnije w wiezieniu.
Z rodziną Przemysława G. nie udało się nam skontaktować.

- Oboje są bardzo młodzi i niedojrzali - uważa psychiatra Filip Kościuszko z Centrum Zdrowia Psychicznego w Zamościu. - Mamy do czynienia z brakiem odpowiedzialności. Ten młody chłopak działał pod wpływem emocji, a nie rozumu.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!