poniedziałek, 20 listopada 2017 r.

Magazyn

Alina Wojtas: Od tamtej pory moje życie jest bardzo smutne

  Edytuj ten wpis
Dodano: 8 kwietnia 2011, 11:36
Autor: Rafał Panas

- Nie mam energii, marzeń, planów. Skończył się pewien etap w życiu, a zaczął inny. Nie wiem, czy bę
- Nie mam energii, marzeń, planów. Skończył się pewien etap w życiu, a zaczął inny. Nie wiem, czy bę

Rozmowa z Aliną Wojtas, żoną posła Edwarda Wojtasa, który zginął w smoleńskiej katastrofie

• Jak przeżyje pani 10 kwietnia?

– Chcę być wspólnie z córkami jak najbliżej bliskiej nam osoby. Tak mówi nam serce i rozum. Ten dzień spędzimy w ciszy, skupieniu i na modlitwie na cmentarzu przy grobie męża. Przyjedzie nasza rodzina. W niedzielę będzie msza w naszym kościele parafialnym, a o godz. 18 w kościele powizytkowskim przy ulicy Narutowicza w Lublinie odprawiona przez biskupa Mieczysława Cisło. Rano o 8.41 zapalimy znicze przed tablicą pamiątkową na cmentarzu na ulicy Lipowej.

• Rozważała pani udział w zamkniętym dla dziennikarzy i polityków nabożeństwie na płycie lotniska na Okęciu, pielgrzymkę do Smoleńska, uczestniczenie w uroczystościach państwowych na Powązkach lub w "marszu pamięci” organizowanym przez PiS i "Gazetę Polską”?

– Zanim dowiedziałam się o przyjeździe rodziny, myślałam, że dobrym pomysłem jest udział w nabożeństwie na lotnisku. To tam mąż i inne osoby stawiały ostatnie kroki na polskiej ziemi. Później chciałam pojechać na Powązki. Teraz uważam, że dla nas najważniejsze są uroczystości w Lublinie przy grobie naszego męża i ojca. Uroczystości rozpoczną się już w sobotę o godz. 12 mszą świętą w kościele akademickim KUL, w której udział zapowiedzieli posłowie z Klubu Parlamentarnego PSL, władze wojewódzkie i samorządowe. Na grobie złożone zostaną wieńce od prezydenta RP oraz premiera.

• Jak pamięta pani 10 kwietnia ubiegłego roku?

– Wstałam, jak w każdą sobotę, około godziny 8. Poszłam do sklepu i tam sprzedawca powiedział mi, że samolot prezydencki miał problemy z lądowaniem. Sytuacja nie była jasna. Zakupów już nie zrobiłam, z drżeniem serca wróciłam do domu. Myślałam, że jak były kłopoty przy lądowaniu to nic złego już się nie mogło stać. Włączyłam TVN 24. Tego pomarańczowego paska z informacją o katastrofie nie zapomnę do końca życia. Był szok, płacz, pisk. Córki jeszcze spały. To było najmniej spodziewane zdarzenie, samolotem leciała tak ważna delegacja... Wydawało się, że są podjęte największe środki bezpieczeństwa.

• Później 2 tygodnie czekania na przylot ciała męża.

– Mąż przyleciał w ostatniej grupie ofiar. Następnego dnia były uroczystości pogrzebowe. W sobotę o godz. 1 wróciliśmy do Lublina, trumna została ustawiona w Urzędzie Wojewódzkim, czuwanie trwało do rana, potem przeszliśmy do katedry. Te dwa tygodnie były najgorsze w moim życiu. Zastanawiałam się, czy ciało zostanie zidentyfikowane, czy nie, kiedy będzie przewiezione do kraju. To była wielka rana w sercu i wielki ból. Od tamtej pory moje życie jest bardzo smutne. Jest powiedzenie, że czas goi rany, ale ja nie wiem, jakiego trzeba tutaj czasu.

• Codziennie docierają do pani informacje o tej katastrofie.

– Codziennie od roku. To bardzo boli, nie pozwala na zagojenie ran. Nie mam energii, marzeń, planów. Skończył się pewien etap w życiu, a zaczął inny. Nie wiem, czy będę mogła się jeszcze z czegoś cieszyć. Myślę jednocześnie, że może z tego ciągłego przypominania coś dobrego wyniknie? Dla mnie osobiście jest coraz gorzej.

• Dlaczego?

– Bo najpierw to wszystko wydawało się nieprawdopodobne. Praca męża polegała na częstych wyjazdach, ale święta i urlopy spędzaliśmy razem. Teraz wiem, że nie zadzwoni i nie zapyta, czy w domu wszystko w porządku. Dobrze, że ja i córki mamy pracę, bo wtedy nie myślimy tyle o tej tragedii. W domu jest wiele przedmiotów, które przypominają męża i wspólne chwile.

• Politycy przerzucają się oskarżeniami o odpowiedzialność za katastrofę. Jak pani to traktuje?

– Ja na temat polityki nie chcę mówić. Tym się nie emocjonuję, jak wiele innych rodzin ofiar katastrofy. Unikam takich dodatkowych emocji. Czekam spokojnie na wyniki śledztwa i końcowy raport. Nie mam podstaw, żeby przyznawać którejś ze stron rację. Nie prowadzę własnego śledztwa. Męża nic mi nie zwróci.

• Szuka pani informacji o katastrofie i przebiegu śledztwa?

– Jest bardzo dużo informacji, trudno powiedzieć, które są prawdziwe, a które nie. To boli, kiedy rozważane są różne teorie.

• Co pani myśli o teorii zamachu?

– Ostatnio nasi prokuratorzy wykluczyli zdecydowanie, że mogło dojść do zamachu. Uważam, że mieli podstawy, żeby tak mówić. Przyczyn katastrofy było wiele. Trudno stwierdzić, która była główna. Doszło do błędów organizacyjnych i zaniedbań po naszej i po rosyjskiej stronie. Tak przynajmniej wynika z doniesień prasy.

• Ma pani zaufanie do rosyjskiej prokuratury?

– Nie pozostaje mi nic innego, jak mieć zaufanie do prokuratorów rosyjskich i polskich. Mój bunt nic tu nie zmieni. To nie wróci życia mężowi. Szkoda emocji. Na pewno to, że śledztwo trwa tak długo, powoduje dodatkowy ból. Może jednak będzie dzięki temu rzetelniejsze?

• Pani zgadza się ze stwierdzeniem, że doszło do \"drugiego Katynia”?

– To na pewno ziemia przeklęta dla Polaków. Polecieli tam, żeby oddać hołd pomordowanym rodakom i sami zginęli.

• Jak zareagowała pani na pomysł "Dnia bez Smoleńska”?

– Ja już przyzwyczaiłam się do codziennych informacji o katastrofie, więc nie wiem czy to dobrze, że jest ich tak dużo. Jestem wyrozumiała. Może trzeba zrozumieć tych ludzi, którzy nie chcą już słyszeć o Smoleńsku.

• Co pani myśli o 250 tys. zł odszkodowania jakie Skarb Państwa chce przekazać rodzinom osób, które zginęły w katastrofie?

– Bardzo mi przykro, że sprawa została upubliczniona, zanim dowiedziały się o tej propozycji rodziny oraz że ktoś za mnie wycenił mój ból i moje cierpienie. Jeśli ja wystąpię o odszkodowanie, to zrobię to dopiero po ogłoszeniu ostatecznego raportu o przyczynach katastrofy. Będę spokojnie czekała na zakończenie śledztwa.

• Czy chciałaby pani zobaczyć wrak Tu–154?

– Nie. Gdybym chciała zobaczyć wrak samolotu, to bym uczestniczyła w pielgrzymce do Smoleńska. Nie jesteśmy z córkami na to gotowe. Nie chcemy dodatkowych emocji. Zdjęcia z tego miejsca są przerażające. Kiedyś tam polecimy, ale nie teraz.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
crx
sfhsnn
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

crx
crx (11 kwietnia 2011 o 13:36) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Bardzo wyważony i profesjonalny wywiad.Bez podtekstów politycznych ,tylko taki "ludzki".
Rozwiń
sfhsnn
sfhsnn (10 kwietnia 2011 o 10:30) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Sąsiad nad sąsiady! Na zawsze w pamięci.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!