sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Alkohol, poślizg, śmierć

Dodano: 29 stycznia 2009, 15:07

Do wypadku w Rogoźnie doszło przez to wszystko, czego należy się wystrzegać: nieodpowiedzialności pijanego kierowcy, lekkomyślności jego pasażerów i tych, którzy powinni im powiedzieć "Nie jedźcie”. I stała się olbrzymia tragedia

Teraz Łukasz S. czeka na ostatnią rozprawę przed Sądem Rejonowym w Lublinie. 16 lutego będzie na niej mowa o tym, jak bardzo przeżył wypadek, w którym zginął jego brat i dwie 17-latki. Potem prokurator powie, jakiej domaga się dla niego kary, a sąd wyda wyrok.

Na dwie części

Policjanci, którzy 15 sierpnia ubiegłego roku przyjechali do Rogoźna, początkowo myśleli nawet, że rozbiły się dwa samochody. To dlatego że audi Łukasza S. rozpadło się na dwie części. Przednia zatrzymała się na drzewach, tylna została odrzucona do rowu. Przy samochodzie stał kierowca. - Zabiłem ludzi - krzyczał. Czuć było od niego alkohol. Przytomna była też Justyna G. Z wypadku wyszła ze złamaną ręką. Oboje siedzieli po lewej, nieuszkodzonej, części pojazdu.
Przyjechało pogotowie. Lekarz stwierdził, że trójka młodych ludzi: Adam, Aleksandra i Magdalena nie żyją.

Kierowcy nic się nie stało.

Matka nawet nie wiedziała

Kierowca i pasażerka trafili do szpitala. Okazało się, że 19-letniemu Łukaszowi S. nic nie dolega i można zabrać go do komendy.

Już o godzinie 12.50 usłyszał zarzut spowodowania wypadku. W komendzie przesłuchał go podkomisarz Jacek Deptuś. - Był spokojny, zamknięty w sobie, powtarzał, że w wypadku zginął jego brat - opowiada policjant. - Rozmawiałem też z matką dziewczyny, która zginęła. Nie wiedziała nawet, że córka tego dnia była nad jeziorem. Wcześniej nie miałem jeszcze sprawy, w której zginęłyby aż trzy osoby…
Dla Łukasza S. nie był to pierwszy kontakt z policją. Dwa lata wcześniej wraz z kolegą zabrał komuś telefon komórkowy. Sąd skazał go za rozbój na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat.

Miał złe przeczucia

19-latek prawo jazdy miał od pół roku. Audi od dwóch tygodni. Sprowadził je z Holandii.

14 sierpnia, tuż przed północą przyjechał na działkę nad jeziorem Zagłębocze. Kolega urządzał tam imprezę. Było kilkanaście osób. Pili piwo. Łukasz S. też, choć wiedział, że rano będzie wracał do Lublina. Był umówiony z ojcem na turniej piłki nożnej.

Do trzeciej nad ranem wypił pięć piw i poszedł spać. Wstał przed ósmą. Koleżanka zapytała go, czy nie zabrałby do Lublina trzech dziewczyn.

- Rano czułem się normalnie, nie czułem się pijany - mówił na przesłuchaniu u podkomisarza Deptusia. Ale potem dodał: Miałem przeczucie, żeby nie jechać, bo mogę być pijany, ale sam nie wiem dlaczego usiadłem za kierownicą.

Gdyby posłuchał przeczucia, nie doszłoby do tragedii. Ale nie posłuchał i kilka minut po ósmej siadł za kierownicą. Obok niego usiadła Magda, za nim Justyna, która przeżyła wypadek. Z tyłu jechała też Ola i Marek, brat kierowcy. Po kilku minutach dojechał do zakrętu w Rogóźnie.
Jezdnia była mokra.

Zobaczył, co zrobił

- Wiedziałem, że jestem wczorajszy, więc nie jechałem szybko - utrzymywał na przesłuchaniu. - Starałem się jechać rozsądnie.

Co innego twierdzi biegły, który wyliczył, że mężczyzna grubo przekroczył setkę. Na zakręcie zaczął gwałtownie hamować, wpadł w poślizg, zjechał na pobocze. Potem samochód prawym bokiem uderzył w drzewo.

Łukasza S. usłyszał odgłos rozrywanej blachy, z samochodu wysiadł o własnych siłach. Zobaczył, co zrobił. Krzyczał. Potem był szpital, badanie, zatrzymanie, areszt…

Pięć lat to za mało

Alkomat pokazał u Łukasza 0,7 promila alkoholu. Łukasz S. przyznał się do spowodowania wypadku. Prokuratura wystąpiła do sądu o skazanie go bez procesu. Łukasz S. zgadzał się na karę pięciu lat więzienia i ośmioletni zakaz prowadzenia samochodów.

Do procesu jednak doszło, bo prokuratura szybko swój wniosek wycofała.
Bożena Wasiewicz, zastępca prokuratora rejonowego w Lublinie, mówi, że rozmawiała z matkami dziewczyn, które zginęły w wypadku. - Stwierdziły, że to zbyt mała kara. Uznałam, że prokuratura powinna liczyć się z ich zdaniem.

Ruszył proces. Łukasz S. na rozprawie milczał. Sąd przesłuchał Justynę G., dziewczynę, która przeżyła wypadek. Opowiadała o imprezie nad jeziorem i powrocie do Lublina.

- Łukasz mówił, że może prowadzić, bo się wyspał - wspominała. - Brat kierowcy powiedział, że jedziemy "paka 20”, zrozumiałam, że na liczniku jest 120 km.

Najtańsza taksówka

- Zawsze powtarzam, że najtaniej wychodzi wzięcie taksówki - mówi podkomisarz Deptuś. - Dlatego należy wciąż apelować zarówno do kierowców, jak i tych, którzy z nimi biesiadują: nie pozwalajcie, żeby prowadzili po alkoholu.
Może takich tragedii będzie mniej.

Skoków, powiat opolski. 21 lipca. Motocykl, którym jechał 22-letni Krystian P. i 26-letni Marcin K. zderzył się czołowo z BMW. Obaj motocykliści zginęli. Kierowca samochodu, 19-letni Artur S. miał w organizmie 0,7 promila alkoholu. Pijani byli też motocykliści. Według biegłych, winę za spowodowanie wypadku ponosi zarówno motocyklista, jak i kierowca BMW.

Michów, powiat lubartowski. 10 sierpnia. Pijany kierowca BMW spowodował wypadek, w którym zginęła pasażerka w siódmym miesiącu ciąży. Tomasz N. stracił panowanie nad pojazdem, zjechał do rowu i dachował. Miał promil alkoholu. Czeka na proces.

Chodlik pod Opolem Lubelskim. 27 grudnia. Ford escort, którym jechało 4 mężczyzn, zjechał z drogi i uderzył w drzewo. Na miejscu zginął pasażer, 18-letni Tomasz D. Fordem kierował 21-letni Damian B. Miał blisko 1,8 promila alkoholu w organizmie. Został aresztowany.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!