czwartek, 8 grudnia 2016 r.

Magazyn

Babcia i dziadek spełniają marzenia

Dodano: 20 stycznia 2002, 19:31

Babcie na wizytowo, dziadkowie pod krawatem. Wczoraj, w przeddzień swojego święta wystąpili w roli zaproszonych.
Za wstęp płacili wyłącznie wnukowie.

Niektóre babcie, jak pani Anna Nakonieczna, pojawiły się w asyście trojga wnucząt. Są rodziny trzypokoleniowe. Wypełniają się wszystkie miejsca, pani w kasie wylicza: wnuków było 97. Ponad 170 foteli zajmują dziadziowie i babcie.

Uśmiechy na słodko

Wszystkich widzów wita pączkami pani Bożena Bielecka (oczywiście w towarzystwie swojej babci!). Dziecięce buzie uśmiechają się na widok cukierków. Krzysztof Kurys, prezes spółki Podwale, dźwiga kilogramy pysznych słodyczy. Starsi państwo próbują, dzieci smakują do woli, ale częstują się bardzo elegancko pod czujnym okiem babć. Wystarcza dla wszystkich na dzień dobry, na przerwę i na do widzenia.

Nasi najmilsi

W kuluarach teatru słychać rozmowy "na temat”.
- Kocham babcię, bo jest kochana i dobra - deklaruje trzyipółletnia Iga Abramowicz.
- Babci i dziadkowi życzę dużo zdrowia i mam dla babci wierszyk
- oświadcza Kaja, starsza siostra Igi. - Po domu chodzi babcia/ W fartuszku, w zielonych kapciach/Sprząta, kwiatki podlewa/ I nigdy się nie gniewa.
Zaczyna się spektakl. Jaś Łopatyński, wnuk Anny Nakoniecznej wpada w ostatniej chwili. Powód spóźnienia? Rozwiązała się sznurówka. Ale już po kłopocie. Dzięki pomocy dwóch innych wnuczek - Małgosi Łopatyńskiej i Magdy Gajewskiej.
- Babcia spełnia nasze marzenia - wyznaje szczerze Małgosia. - Jak ktoś ma urodziny, to tort przygotuje...
- Kocham babcię, bo należy do naszej rodziny - oświadcza poważnym tonem Jaś z zawiązanym już porządnie sznurowadłem. Ale z nowym kłopotem, bo jeszcze dla babci laurki nie narysował. W przeciwieństwie do sióstr. Małgosia dziś wręczy babci laleczkę z plasteliny i cukierki. Magda ma cukierki, laurkę, szklanego pieska i perfumy.

Teatr w teatrze

Jasiek Goździcki (6 lat) przyszedł do teatru z wojenną zabawką, tj. robotem przypominającym skrzyżowanie czołgu z buldożerem. - On zjada żelazo - objaśnia zainteresowanym, demonstrując specjalną paszczę do połykania żelaza. Ale w końcu i Jasiek ulega czarowi teatralnej sceny. Robot militarny idzie w odstawkę.
Im bliżej końca spektaklu, tym żywsze oklaski. Babcie i dziadkowie zachwyceni. Gdy zaczyna się kręcić zaczarowana kula, gdy aktorzy rzucają confetti, a z sufitu spadają pierwsze baloniki, widownia wydaje z siebie wielkie ooo!
Czy można sobie wyobrazić wdzięczniejszą widownię? W finale przedstawienia "O czym szumią wierzby” kurtyna rusza w górę cztery razy. Kto przyszedł pierwszy raz do Andersena (a wczoraj tacy byli), zapewne wróci tu jeszcze nieraz.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO