sobota, 24 czerwca 2017 r.

Magazyn

Badanie nadzwyczaj dokładne

Dodano: 13 czerwca 2002, 22:18

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Białej Podlaskiej zyskał sławę w całej Polsce. Bynajmniej nie z powodu osiągnięć medycznych,
a skandalu - w lutym tego roku pacjentka oskarżyła ordynatora oddziału okulistyki o molestowanie seksualne. Ordynator został zawieszony w obowiązkach, sprawa czeka na finał
w prokuraturze i izbie lekarskiej.

Do szpitala w Białej Podlaskiej dr J. trafił z lubelskiej kliniki wiosną zeszłego roku. Wygrał konkurs zdecydowaną większością głosów. Lekarze z Białej Podlaskiej są zdania, że konkurs był "ustawiony”.
- Chciano się go z Lublina pozbyć - podejrzewają. - Bo co to za awans dla klinicysty wyjechać do szpitala przy wschodniej granicy?
- W żadnym razie tak nie było - zaprzecza były szef dr. J., prof. Zbigniew Zagórski. - Dr J. jest po doktoracie, wiele lat pracował w klinice. Uznałem, że nadszedł czas, żeby się usamodzielnił.

Dziwny człowiek

Dr J. w szpitalu w Białej Podlaskiej pracował od poniedziałku do czwartku, miał cztery piąte etatu. Mieszkał w hotelowcu, z nikim nie utrzymywał bliższych kontaktów.
- Był dziwnym człowiekiem - mówi dyrektor szpitala Henryk Konon. - Nieustannie chwalił się swoimi koneksjami z politykami, opowiadał o zagranicznych wyjazdach. Często jednak mylił się w tych opowieściach. Raz twierdził, że weekend spędził na kolacji u prezydenta, potem mówił, że był w tym czasie u wujka w Anglii.
Lekarze z Białej Podlaskiej potwierdzają, że zdarzało się słyszeć podobne opowieści nawet na spotkaniach ordynatorów.
- Traktowaliśmy to z przymrużeniem oka - dodaje dyrektor Konon.

Naiwne kobiety z Białej

- Opowiadać to pan doktor lubił - przyznaje Danuta Dryżałowska, przełożona pielęgniarek okulistyki. - Sadzał pielęgniarki na kanapie w socjalnym i mówił o swoich koneksjach z politykami. Albo o tym, jak kąpał się w morzu z... królową angielską, która wołała do niego: "Hallo!” Chyba sadził, że my, proste kobiety z Białej, jesteśmy takie naiwne, że uwierzymy w te bajdy...
Jakim był ordynatorem? Przełożona mówi, ze lubił intrygować, groził zwolnieniami.
- Najpierw sadzał pielęgniarki na kanapie i kazał słuchać - wyjaśnia. - Potem krzyczał, że nie mają nic do roboty, więc są do wyrzucenia. Kiedyś zapowiedział, że musi pilnie jechać do Lublina, żeby zastąpić prof. Zagórskiego, który leży w szpitalu. Zaniepokoiłam się, bo znam profesora. Pytam znajomej, co się stało. Okazało się, że profesor... jest zdrów jak ryba. No, ale ordynator jest ordynator - nic żeśmy nie komentowały.

Dlaczego odszedł?

Dr Andrzej Barycki, obecnie pełniący obowiązki ordynator oddziału okulistyki, o swoim zawieszonym szefie:
- Zjawiał się w niedziele wieczorem, robił na oddziale obchód, przyjmował pacjentów. Chorzy opowiadali, że snuje im dziwne opowieści. Nie był specjalnie lubiany. Pielęgniarki się na niego skarżyły.
Dlaczego?
- Lubił wpadać znienacka do pokoju socjalnego, jak się przebierały - mówi przełożona. - Można rzec, że... nie był nieczuły na kobiece wdzięki...

Taki skandal

- Nikt się jednak nie spodziewał takiego skandalu - mówi dyrektor Konon. - Bomba wybuchła na początku marca, kiedy dostałem skargę od pacjentki. Nie słyszałem nigdy podobnej historii. W Białej Podlaskiej huczało.
Oto pacjentka, hospitalizowana na oddziale okulistyki, oskarżyła ordynatora o molestowanie seksualne! Twierdzi, że 28 lutego ordynator wezwał ją do swojego gabinetu i zamknął drzwi na klucz. Mimo że protestowała, kazał jej się rozebrać do naga. Chociaż płakała, badał jej piersi, pobierał wymazy z miejsc intymnych, tłumacząc, że choroba grozi szybką ślepotą. Opowiadał przy tym, że jest ogólnokrajowym specjalistą od tego typu chorób.

Jeszcze było cicho

- Na początku nikt nie wiedział, o co chodzi - mówi Danuta Dryżałowska. - Pamiętam jednak doskonale, że w tym dniu dziewczyny przyszły do mnie, żeby poprosić lekarza o środki na uspokojenie, bo jedna z pacjentek dostała histerii. Że strasznie płacze, ale nie wiadomo, co się stało.
Salowa, sprzątając gabinet ordynatora, znalazła wymazówki w koszu na śmieci. Przyszła z nimi do pielęgniarek, bo wiedziała, że kosz to nie jest odpowiednie miejsce na takie materiały. Te zawiadomiły przełożoną.
- To był czwartek, więc ordynator, jak zwykle, już wyjechał - dodaje. - Zabezpieczyłam wymazówki, są teraz jednym z dowodów w sprawie - mówi Danuta Dłużewska
W piątek chora powiedziała dr. Baryckiemu, że chce wyjść do domu.
- Przejrzałem jej kartę zleceń - mówi lekarz. - Moim zdaniem pacjentka w ogóle nie musiała być hospitalizowana. Bez problemu wypisałem ją. Nikt z nas jednak jeszcze wtedy nie wiedział, o co tu w ogóle chodzi.

Bomba wybuchła w następnym tygodniu

Pacjentka złożyła skargę w szpitalu, w prokuraturze, w bialskopodlaskiej delegaturze Izby Lekarskiej.
- To był dla mnie szok. Natychmiast zawiesiłem ordynatora do czasu wyjaśnienia sprawy - mówi dyrektor Konon. - Poprosiłem o pisemne wyjaśnienie, ale do dziś nie doczekałem się odpowiedzi.
Szef miejscowej Izby Lekarskiej, dr Riad Haidar przekazał sprawę do Lubelskiej Izby Lekarskiej.
- Kilkakrotnie wzywaliśmy dr. J. - mówi dr Janusz Hołysz, rzecznik odpowiedzialności zawodowej LIL. - Nie zjawił się. Zawiesiliśmy postępowanie do czasu zakończenia sprawy przez prokuraturę.

Nie ma powrotu

- To, o czym pisze w skardze pacjentka, przekracza wszelkie granice - mówi Riad Haidar, ordynator oddziału neonatologii. - Nie wyobrażam sobie powrotu dr. J. do szpitala w Białej.
Dr Haidar dodaje, że wszystkim już ciąży ta historia. Kiedy był na zjeździe w Krakowie, lekarze pytali go ze złośliwym uśmieszkiem, czy w szpitalu w Białej Podlaskiej nie ma oddziału ginekologii.
- Miłe to nie jest - mówi. - Dlatego trzeba postawić kropkę nad "i”.
Dyrektor Konon też nie ukrywa, że możliwości dalszej współpracy z dr. J raczej nie widzi.
- Totalna kompromitacja. Mnie też zaczepiają koledzy na spotkaniach dyrektorów szpitali - mówi. - Nie chce się wierzyć, że wychowanek prof. Zagórskiego dopuścił się takiej rzeczy. Odkąd pracuję, nie słyszałem o podobnym skandalu.
- Nigdy nie było podobnych przypadków w klinice - mówi prof. Zagórski.

Mówić będę później

Z dr. J. skontaktowaliśmy się wkrótce po skandalu. Odmówił spotkania. Sprawa - twierdził - miała wpływ na jego zdrowie, co odczuł bardzo wyraźnie. Poprosił o późniejszy kontakt. Odczekaliśmy. Dr J. znowu spotkanie odroczył, tłumacząc się, że w drugiej połowie maja nastąpi przełom w prokuraturze. Postanowiliśmy dalej czekać. Po wielu telefonach ordynator zaproponował spotkanie 23 maja w lubelskiem hotelu "Lublinianka” w towarzystwie swojego prawnika. Reporterka Dziennika przyszła na nie z redaktorem naczelnym. Wspólnie ustaliliśmy, że pytania zostaną przekazane na piśmie. 24 maja dr J. otrzymał dziewięć pytań, co potwierdził swoim podpisem. Pytania dotyczą wszystkiego, o czym piszemy w reportażu - opowieści doktora, stosunku do pielęgniarek, atmosfery w szpitalu i - przede wszystkim - skargi pacjentki. Chcieliśmy też wiedzieć, jak czuje się człowiek, którego, być może, zupełnie niesłusznie posądzono o czyn tak haniebny. Nie wykluczamy przecież i takiej ewentualności, że sprawę sfingowano, by dr. J. ze szpitala z Białej Podlaskiej z jakichś powodów się pozbyć.
Do 12 czerwca nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Telefon komórkowy dr. J. milczy jak zaklęty.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!