środa, 18 października 2017 r.

Magazyn

BANG! BANG! BUM! BUM!

  Edytuj ten wpis
Dodano: 5 lipca 2007, 16:45

W liczbie eksplozji i niszczonych samochodów na planie seriali Amerykanów nie prześcigniemy. Nikt nie prześcignie.

Ale nasi producenci coraz bardziej zdają sobie sprawę, że nic tak widza nie cieszy jak seria z pepeszy i "zapach” napalmu z ekranu telewizora.
Efekty specjalne nazywają się specjalne, bo naprawdę są wyjątkową atrakcją w menu i zazwyczaj kosztują sporo pieniędzy i zachodu. Kiedyś w Polsce brakowało wszystkiego, a pod dostatkiem było pieniędzy. Teraz jest odwrotnie. Na początku serialowego boomu znaleźliśmy się w sytuacji przejściowej, gdy brakowało zarówno pieniędzy, jak i czegokolwiek. Ilustruje to przypadek z planu pierwszego, serialowego megahitu "W labiryncie” (jeden odcinek oglądało wtedy 14 mln widzów!).
- Wiele emocji na planie wywołała scena, w której mój filmowy syn ma mnie zdzielić w głowę butelką - wspomina aktor Czesław Nogacki, serialowy Wiktor Świtonik. - Nikt się nie bał o moją głowę, ale wszyscy drżeli o... butelkę. Rekwizyt ów, wykonany z cukru, sprowadzono zza granicy za jakieś koszmarne pieniądze i przechowywano w lodówce. Po uderzeniu tą flaszką moja głowa nie ucierpiała i praktycznie nic nie poczułem.

Nożownik nie dostał ślepaków

Dużo się od tego czasu zmieniło, ale producenci nadal robią się dziwnie smutni, gdy otrzymują rachunki za efekty specjalne.
- Mieliśmy bardzo ograniczony budżet - mówi Bogusław Wołoszański, producent wykonawczy "Tajemnicy twierdzy szyfrów”. - Tak szczupły, że rachunek od pirotechników na 40 tysięcy złotych wprawił mnie w przygnębienie.
Producent zapewnia jednak, że nadludzkim wysiłkiem udało się sprawić, że tej biedy nie zauważymy w serialu. Wyszło parę spektakularnych eksplozji i scen batalistycznych. Reszty cudów dokonali specjaliści od efektów komputerowych. Niedosyt odczuwali tylko aktorzy, którzy na planie dostali tylko kilka "ślepaków” do wystrzelenia. A najbardziej niepocieszony był Marcin Bosak, który nie wystrzelił ani razu. Taka rola: zagrał specjalistę od posługiwania się... nożem.

Za daleko

Twórcy "Oficerów” obiecywali, że w każdym odcinku będzie jakaś eksplozja i słowa dotrzymali. Na planie było mnóstwo huku i ognia. Przygotowania do wysadzenia karetki więziennej ze świadkiem koronnym trwały trzy dni. Na podwarszawskim parkingu miejsce akcji zabezpieczali strażacy i policjanci. Spektakl organizowali najlepsi polscy specjaliści od pirotechniki. Fala uderzeniowa eksplozji była tak silna, że zgromadzonym w bezpiecznej odległości fotoreporterom zadrżały aparaty w dłoniach. Bardzo groźnie wyglądało też staranowanie przez lokomotywę samochodu, w którym transportowany był Paweł Małaszyński. Maszynista nieco przeholował i powlókł wrak samochodu kilkaset metrów za daleko. Było o centymetry od katastrofy - istniało realne zagrożenie, że popychany przez lokomotywę wrak zahaczy i przewróci słup trakcji elektrycznej.

Skok przez zamknięte okno

Spektakularną scenę zobaczymy w "Królach Śródmieścia”, gdzie jeden z uczestników bójki w wietnamskim barze zostanie wyrzucony przez szybę. Tu również przygotowania trwały bardzo długo. Założenie było takie, że kaskader Dariusz Obrębski rozbije łokciem tafle ze specjalnego, rozpryskującego się szkła i wypadnie na zewnątrz. Ze zrozumiałych względów obyło się bez próby. W końcu kamera ruszyła, kaskader zaatakował łokciem szybę i... nic. Drugie i trzecie podejście zakończyły się tak samo. W końcu użyto sposobu. Kaskader i koordynator scen kaskaderskich Zbigniew Modej wystrzelił z procy w szybę metalową kulkę, a jego kolega w tym samym czasie rzucił się na rozpadającą taflę. Wypadło znakomicie. Dla kaskadera skończyło się tylko na lekkim zadrapaniu ucha.
- Nie mamy kompleksów wobec amerykańskich kolegów - twierdzi Ryszard Janikowski, kaskader i koordynator scen kaskaderskich, który pracował m. in. przy "Fali zbrodni”, "Kryminalnych” i "Dzikim II”. - Różnica jest w budżetach i naszych zarobkach. Obecnie dysponujemy takim samym sprzętem, umiejętnościami i doświadczeniem jak światowa czołówka.

Niespecjalne efekty

Dla Ryszarda Janikowskiego osiągnięcie efektu człowieka wylatującego w powietrze od wybuchu czy uderzenia samochodem to bułka z masłem. Szkopuł w tym, że produkcja rzadko dysponuje pieniędzmi na tego typu "ozdoby”. Efektem bywa.... marny efekt, jak w "Dzikim II”, gdzie za plecami bohaterów wybucha petarda o mocy kapiszona, a oni podskakują w górę jak po wybuchu bomby w atomowej z Hiroszimy.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!