środa, 13 grudnia 2017 r.

Magazyn

Biłgoraj zapomniał o Singerze

  Edytuj ten wpis
Dodano: 29 lipca 2004, 10:37



d Starego, zbudowanego z kloców i pomalowanego na biało domu słynnego rabina nikt już w Biłgoraju nie pamięta. Nikt nie pamięta też dziadka Isaaca Singera. Ani samego pisarza. W setną rocznicę urodzin słynnego noblisty postanowiłem powędrować śladami zapisanymi w jego powieściach. Zasiąść na ławie przy rabinówce, zobaczyć miasteczko, o którym napisał: „Byłem w raju i miałem tylko jedno pragnienie: żeby nigdy mnie stąd nie wygnano...”

O siódmej rano słońce rozświetla pola, wśród których wije się droga z Lublina do Biłgoraja. Zieleń iglastych lasów przeplatała się z karminową czerwienią maków. Na horyzoncie przedmieścia jednego z najbardziej magicznych miast Lubelszczyzny.
„Chociaż matka zawsze wychwalała Biłgoraj, okazał się jeszcze piękniejszy, niż nam opisała. Iglaste lasy, które go otaczały, wyglądały z daleka jak niebieskawy pas. Wszędzie wokół domów były ogródki i sady, a od ulicy rosły potężne drzewa kasztanowe, jakich nie widziałem nawet w Ogrodzie Saskim”– pisał Singer.
Wszystko się zgadzało. Za chwilę miałem zaczerpnąć wody z cudownego źródła i stanąć w miejscu, gdzie ślad swojej stopy odbiła św. Maria Magdalena.
W objęciach Marii Magdaleny
Andrzej Czacharowski, nauczyciel historii, prowadzi do kościółka, w którym z głównego ołtarza spogląda na nas św. Maria Magdalena.
Obok kościółka stoi budynek poklasztorny ojców Franciszkanów Po drugiej stronie zabudowań – cudowna kaplica św. Marii Magdaleny. Nasz przewodnik wkłada ogromny żelazny klucz do zamka i za chwilę stoimy przed studnią. Nabieram wody, która od wieków uzdrawia z najcięższych chorób.
– Historię o złotych dzwonach, które w tym miejscu w wtajemniczy sposób zawisły na sośnie, przekazuje się w Biłgoraju z pokolenia na pokolenie. Zobaczyło je dziesięciu pastuszków z Soli. Gdy skończyły swój koncert, nad strumyczkim bijącym ze źródełka ukazała się postać pięknej kobiety. Na biłgorajskiej ziemi stanęła Maria Magdalena – opowiada Czacharowski.
Na obrazach, wiszących w kaplicy zapisano cuda, które zdarzyły się za sprawą Marii Magdaleny.
W Biłgoraju zatrzymał się Napoleon,
...a dokładnie w dworze na Rożnówce. Dworu już nie ma, została za to okazała brama. Z Romanem Sokalem z Biłgorajskiego Centrum Kultury wchodzimy na teren parku, gdzie w pierwszej połowie XIX w. kwitło artystyczne życie miasta.
– Do Stanisława Nowakowskiego, właściciela Biłgoraja i dworu, zjeżdżali książę Józef Poniatowski, Jan Henryk Dąbrowski, poeci Cyprian Godebski i Kajetan Koźmian. Na pamiątkę ich pobytu Nowakowski stawiał pamiątkowe tablice. Legenda głosi, że był tu także Napoleon. Na jednym z kamiennych pomniczków widniał monogram Napoleona – opowiada Roman Sokal.
Z zadumą wędrujemy po zarośniętych alejkach biegnących nad kanałami pełnymi gnijącej wody, rozbitych butelek i innych śmieci. Aż trudno sobie wyobrazić, że była tu miniatura warszawskich łazienek. Był teatr na wodzie, pływały gondole.
Roman Sokal z zadumą pokazuje resztki kamiennych ławek z teatru na wodzie i bezradnie rozkłada ręce. A ja nie mogę nadziwić się, że w miejscu, gdzie kiedyś biło serce miasta, jest jeden wielki śmietnik.
Dłonie Św. Franciszka
W zwieńczeniu klasztoru Franciszkanów, tuż pod krzyżem, widać na obrazie skrzyżowane dłonie.
– Na znak, że św. Franciszek był stygmatykiem. – tłumaczy mi Andrzej Czacharowski.
Jedziemy na kirkut. W tamtym roku złożono tu macewy, z których Niemcy zrobili chodnik koło kościółka Marii Magdaleny.
Na macewach, zdobionych kolorową farbą, zapisano historię tych, których już w Biłgoraju nie ma. Idziemy w kierunku macewy, gdzie być może pochowano dziadka Isaaca Singera.
Żałosne
Roman Sokal ma dwie pasje. Ślady Singera i Zagrodę Sitarską. Idziemy w kierunku zabytkowego domu Andrzeja Grabińskiego z 1810 r.
– Jeszcze na początku lat siedemdziesiątych zagroda otoczona była podobnymi domami. Gdy zaczęto tu stawiać bloki i ta miała iść na zatracenie – opowiada Roman Sokal, który zabytkową zagrodę uratował.
Na 800 metrach kwadratowych jest mieszkalny dom, drewutnia, spichlerz, wozownia. Resztka zaginionego, cudownego świata.
– Jak zapisał Oskar Kolberg, do zwyczajów miejscowych należało, że gdy sitarze wyjeżdżali w drogę z sitami, wtedy żony ich, krewni i przyjaciele odprowadzali ich aż pod figurę św. Jana Nepomucena i tam ich żegnali, częstując wódką i arakiem, co nazywano Żałosne. Podobnie, gdy za pół roku, albo i rok wracali do domu, wychodzili na ich spotkanie pod wspomnianą figurę, witając ich, co nazywano Radosne – opowiada Jerzy Waszkiewicz, dyrektor Muzeum Ziemi Biłgorajskiej.
Dziś, dwa razy do roku, Stefan Szmidt z Nadrzecza wskrzesza niezwykłe obrzędy.
Żeby go nigdy stąd nie wygnano
Starego, zbudowanego z kloców i pomalowanego na biało domu słynnego rabina nikt już w Biłgoraju nie pamięta. Nikt nie pamięta też dziadka Isaaca Singera. Ani samego pisarza. Oddajmy mu głos:
„Dom dziadka stał niedaleko od bożnicy, domu nauki, mykwy i cmentarza. Był to stary drewniany dom zbudowany z bali, pobielony. Kiedy uniosłem głowę, zobaczyłem biłgorajską bóżnicę i pola, które rozciągały się wokół aż po skraj lasu. Byłem w raju i miałem tylko jedno pragnienie: żeby nigdy mnie stąd nie wygnano...”
Domu dziadka Singera już nie ma. Ale jest inna rabinówka. Janina Pudel ma 83 lata i mieszka na ojcowiźnie. Choć jej oczy powolutku zachodzą mgłą, pamięta żydowskie miasteczko
– O, tam, gdzie teraz stoją bloki, na górce stała bożnica. Niech pan idzie tam na róg, do pani Saganowej. Tam jest dom rabina – tłumaczy.
Długi dom wyróżnia się od okolicznych zabudowań. Malutki ogródek, kwiaty, gołębnik. Pukam do drzwi. Po chwili siedzimy na ławeczce. Pytam o rabina.
– Tu mieszkał. Nazywał się Szar. Pamiętam sklepik Ruchlowej, brała od nas mleko. Czego tu szukacie?
– Sladów rabina. Dziadka Singera, pisarza, który dostał nagrodę Nobla. Mieszkał tu przed wojną. Pamięta pani?
– Nie pamiętam. Te czasy już nie wrócą...
– Mój ojciec nigdy nie zapomniał Biłgoraja. Któregoś dnia, w latach osiemdziesiątych, zapytałem go, czy potrafiłby jeszcze opisać miasteczko. Oczywiście – odparł. – Każdy dom. Mówił dalej: Jeśliby żydowski Biłgoraj dalej istniał, łatwo bym się mógł po nim poruszać – opowiadał Izrael Zamir, syn pisarza, podczas Dni Singerowskich, które rok temu odbyły się w Biłgoraju.
W tym roku Biłgoraj zapomniał o Singerze. W setną rocznicę urodzin pisarza nie było żadnych Dni. Dlaczego? Nie wie nikt...
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!