poniedziałek, 23 października 2017 r.

Magazyn

Blok na zasadzie kontrastu

  Edytuj ten wpis
Dodano: 6 lutego 2009, 16:53

Jedno z bardziej znanych miejsc w Lublinie. Moloch kojarzony najczęściej z PRL i patologią. Jak się jednak okazuje słynny blok przy ul. Głębokiej 8 ostatnio złagodniał.

- Takie rzeczy, jak kiedyś, to już się u nas nie dzieją - mówią mieszkańcy. Tysiąc mieszkańców w 300 lokalach w 11 klatkach.

Blokowisko przy ul. Głębokiej zaprojektował Jerzy Hrynkiewicz, na przełomie lat 50. i 60. Wówczas jednak Lubelska Spółdzielnia Mieszkaniowa miała spore problemy z realizacją. Miejsce było rzadko zabudowane, ale właściciele działek nie chcieli zamieniać się na inne działki. - Ale nie mieli wyboru. Zmuszono ich i cała sprawa została rozwiązana półlegalnie - twierdzi pan Marek*, który mieszka w "Pekinie” od początku.

Czyli od 1967 roku, kiedy wprowadzili się pierwsi lokatorzy.

Superjednostka

Pod względem architektonicznym blok był typowy. Według ówczesnych standardów miał być superjednostką zbudowaną z wielkiej płyty. - Niczym szczególnym się nie wyróżnia. Po prostu reprezentant "sztuki” komunizmu - mówi żartobliwie Grażyna Jamiołkowska, lubelska architekt. Stąd też wzięła się jego nazwa "Pekin”.

- To dlatego że nasz blok jest taką wielką bryłą, jak Pekin - mówi pan Marek.
Od początku mieszkał tu cały przekrój społeczny. Większość mieszkań przeznaczono dla rodzin milicjantów, które w niewielkim procencie mieszkają tam do dzisiaj. - Wprowadziło się też wielu ludzi z biednych dzielnic Lublina, o niskim statusie materialnym. Część należała do półświatka, była na bakier z prawem - wspomina pan Marek. Byli też zamożni i wykształceni.
Jednym słowem: różni.

Nowe twarze

I tak już zostało. Ludzie nadal są wobec siebie nieufni, a znajomości - jeżeli w ogóle - utrzymują tylko w obrębie swojej klatki.

- Mam wrażenie, że budują sobie własne światy, w których czują się najlepiej. Reszta jakby nie istniała. Wiedzą, kto jest alkoholikiem, kto narkomanem, kto i za co siedział. Nie chcą się jednak mieszać - mówi Agata jedna z mieszkanek "Pekinu”.
Agata pamięta jak to było w latach 90. - Miałam wtedy 11-12 lat, mnóstwo znajomych w całym bloku. Siedzieliśmy do wieczora na placu, którego dzisiaj już nie ma. Niestety, część z nich wylądowała w nieciekawym towarzystwie i straciłam z nimi kontakt. Część się wyprowadziła albo wyjechała za granicę. Pojawiło się wiele nowych twarzy. To głównie studenci, którzy wynajmują mieszkania.

Element

Ostatnio tu spokojniej. - W grudniu i styczniu mieliśmy tylko kilkanaście interwencji. Nie były to jakieś poważne sprawy. Głównie zakłócanie spokoju na klatkach schodowych - twierdzi aspirant Andrzej Pruś, dzielnicowy.

Dewastacje klatek i pijackie burdy to jednak ciągle problem. - Poświęciliśmy mnóstwo pieniędzy i pracy, jako wspólnota mieszkaniowa, żeby nasz blok jakoś wyglądał. Z zewnątrz w niczym już nie przypomina tej szaroburej odrapanej bryły, którą był. Został odnowiony i pomalowany - tłumaczy pan Marek. - Ale czasami to syzyfowa praca. Jest tu pewien element, który skutecznie niweczy nasze wysiłki.

Strzelnica na balkonie

Od kilku lat w "Pekinie” koczują bezdomni. Policjanci rozkładają ręce i twierdzą, że niewiele mogą tu zrobić. - Jeżeli taka osoba jest nietrzeźwa, trafia do policyjnej izby zatrzymań. Gorzej, jeśli nie jest. Wtedy możemy ją tylko zawieźć do noclegowni, za zgodą, oczywiście - wyjaśnia dzielnicowy Pruś.

Mieszkańcy i policja nie mogą się też uporać z uciążliwym lokatorem, który urządza sobie strzelnicę na balkonie. - Nie można w żaden sposób go namierzyć. Strzela do ptaków, zwierząt. Czasami strzały padają też w kierunku przechodniów - opowiada pan Marek.

Dzieci też nie zawsze są tu grzeczne. Nawet 10- i 11-latki mają na swoim koncie drobne wykroczenia.

Ręka administratora

300 lokali mieszkalnych, ok. 1000 mieszkańców, 10 pięter i 11 klatek. - To się rozumie samo przez się, że robota do najłatwiejszych nie należy - wyjaśnia Leszek Jankowski, prezes spółki "Dom”, od 12 lat zarządzającej "Pekinem”.
Do tego dochodzi trudny aspekt społeczny. -W tym bloku mieszkają grupy wandali, które notorycznie niszczą to, co odnowiliśmy. Ostatnio rozpoczęliśmy montaż domofonów. Mam nadzieję, że wytrzymają jakiś czas - żali się Jankowski i zaraz dodaje, że w takim skupisku młodzież czuje się anonimowo, a co za tym idzie, bezkarnie.

Dwa dni

Problem jest też ze śmieciami. Wiadomo że w takich bokowiskach konieczny jest częsty wywóz. - Nawet co dwa dni. Ze względów czysto higienicznych - mówi Jankowski. A tu jeszcze zsypy się zapychają. - Chcieliśmy zrobić altanę, to by ułatwiło wszystkim życie. Nie trzeba by było przeładowywać śmieci do osobnych kontenerów.

"Pekin” funkcjonuje na zasadzie kontrastu. Obok melin pracownie artystyczne. Mieszka tu i tworzy m.in. Andrzej Kot, słynny lubelski malarz i twórca ex librisów. Przeniósł się tu w latach 90. z ul. Grodzkiej. Związek Artystów Plastyków przyznał mu tę pracownię po śmierci Marii Urban, portrecistki, długoletniej mieszkanki "Pekinu”.

Trochę tu obco

Od połowy lat 70. mieszkała tam również Maria Szczechówna, wieloletnia aktorka Teatru Osterwy. Wyprowadziła się dopiero po przejściu na emeryturę. Podobno w spisie lokatorów można znaleźć jeszcze kilka znanych w Lublinie osób. - Nie możemy jednak ujawnić ich tożsamości - mówi Leszek Jankowski.
- Na początku nie mogłem się przestawić. Przerażała mnie wysokość tego budynku, hałas - opowiada Kot. - Czuję się tu obco.

*Imiona mieszkańców zostały na ich prośbę zmienione

Fragment dotyczący historii budynku powstał na podstawie źródeł, które udostępniła Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!