wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Magazyn

Bo to zła matka była

  Edytuj ten wpis
Dodano: 17 listopada 2005, 09:54

Kasia dostała kilka minut, by pożegnać się z córką. Na zawsze. Emilka płakała. Przytulała się do mamy. Nowa mama wyrwała ją Kasi z rąk

Piątek, 12 sierpnia. Sąd Rejonowy w Kraśniku. Sprawa nr 215/05.
Na posiedzeniu niejawnym postanowiono - w trybie natychmiastowym - umieścić małoletnią Emilię w rodzinie zastępczej. Tymczasowo, do prawomocnego wyroku. Matce ograniczono prawa rodzicielskie. Wyroku wysłuchali nowi rodzice, bo to oni założyli sprawę. Matka wyroku nie słyszała. Nawet nie wiedziała, że jest jakaś sprawa w sądzie.
Zanim to się stało, Kasia mieszkała u siostry. Przeprowadziła się tam z małą Emilką. Jej córeczkę pokochała znajoma siostry. Obie wymyśliły, że znajoma weźmie dziecko do siebie.

Sąsiedzi

Kiedy Kasia miała 14 lat, straciła matkę. Gdy miała 19 lat, sama została matką. - Bałam się, że sobie nie poradzę - przyznaje Katarzyna Spryszak. - Ale byłam szczęśliwa. Miałam wreszcie kogoś, kto mnie kochał.
Ojciec małej nie miał żadnych wątpliwości: Urodź i zostaw w szpitalu - namawiał. Będzie po kłopocie. To samo mówił ojciec Kaśki.
- Nie chciałam o tym słyszeć - wspomina młodziutka mama.
Do dziś nikt w rodzinie nie wie, kto jest ojcem Emilki. I o to mają żal. - Powiem kiedyś prawdę córce. Ale im nie muszę. Ten człowiek mnie odtrącił i wyjechał za granicę - szlocha Kasia.
Do siódmego miesiąca ciąży Katarzyna Spryszak mieszkała u taty w chałupie pod Kraśnikiem. I wtedy odwiedziła ją siostra, Marzena. Któregoś dnia powiedziała, że Kaśka z małą może jechać do niej. Bo u niej mamie i córce będzie lepiej. Marzena ma mieszkanie w bloku, przestronne i wygodne.
Ale nic za darmo. - Miałam jej oddawać rentę, a ona miała mi pomóc przy dziecku - opowiada. - Skończyło się tak, że to ja pomagałam jej przy dwóch córkach. A ona brała moje pieniądze.
W tym czasie rozpadło się małżeństwo Marzeny. Kto był winny? Oczywiście Kasia. - Myślałam, że wszystko się ułoży, jak Marzena zobaczy, że kocham ją i jej dzieci. Ale ona obwiniała mnie o wszystkie swoje nieszczęścia - cichutko opowiada Kasia.
- Bo ona jest jak dziecko, ciągle się wtrącała. Moje małżeństwo się rozpadło trochę przez nią - uważa Marzena. - Ale ja jej tego nie wypominam...
Siostry wciąż mieszkały razem.
Gdzieś tak w styczniu Emilia i córka Marzeny trafiły do szpitala. Diagnoza: zapalenie płuc.
- To ja zajmowałam się chorymi dziewczynkami, bo siostra pracowała - wspomina Katarzyna Spryszak.
Druga córką Marzeny zajęli się sąsiedzi. - No i zaprzyjaźniliśmy się z sąsiadami.
A sąsiedzi mieli kuzynkę Wiolettę. - Ona od razu pokochała moją Emilkę. Mówiła, że chce taką córkę. Mówiła, żebym sobie drugą taką urodziła…
Tak sobie żyli, póki nie pojawił się Marcin: 24 lata, stała praca, stała pensja.

Plan

- Wyprowadzam się do Marcina! - oznajmiła Kaśka.
Siostra się wściekła. Nie tyle z powodu rozstania z Kaśką, ile z jej rentą i alimentami. W sumie prawie 900 zł.
- Pomagałam jej wychowywać dziecko przez dwa lata, wszystko było dobrze, jakoś sobie radziłyśmy - wylicza Marzena. - A przez tego Marcina to ona nie opiekowała się dzieckiem jak trzeba. To moja siostra i chciałam, żeby mała Emilka była z nią. Ale musiałam dmuchać na zimne...
Zresztą, dopytywała się rodzina, to jak ona ma się dzieckiem opiekować? Z padaczką?! - Ta choroba nasila się od dzieciństwa. Ojciec i bracia chcieli od razu dziecko do adopcji oddać. żeby się Kasia nie przyzwyczaiła. Taki był plan - mówi Marzena. - I tylko dzięki mnie miała Emilię dwa lata.

Piątek, dwunastego

Wersja Kasi:
12 sierpnia to najgorszy dzień w życiu Kasi. Pojechała po rentę, córkę zostawiła z sąsiadką (10 zł za opiekę). - Gdy wróciłam, zobaczyłam w przedpokoju spakowane walizki. Nagle znajoma siostry, Wiola, machnęła mi przed oczami jakimś papierem. Nie wiedziałam co się dzieje, o co chodzi. A ona krzyczała, że zabiera moje dziecko, bo sąd się zgodził. Wyrywała mi Emilkę z ramion. Myślałam, że umrę!
Na pożegnanie córki Kaśka dostała kilka minut. Wiola dalej wrzeszczała, a Marzena syknęła: "To za to, że zniszczyłaś mi życie”.
Wersja Marzeny:
- Kasia nie wróciła na noc, jak to zresztą bywało często. Od razu z Wiolą pojechałyśmy do sądu.
Rozmawiały z kuratorką. Ta, jeszcze tego samego dnia, zrobiła wywiad środowiskowy: u Marzeny, u Wioli i u sąsiadów (tych od Wioli). Wszyscy powiedzieliśmy to samo...
Potem sąd, w którym nie było Kasi. Bo nie wiedziała o sprawie.

Wyrok

Kiedy się dowiedziała, złożyła zażalenie. - Dlatego tydzień temu sprawa została przekazana do Sądu Okręgowego w Lublinie - mówi Marek Radziszewski, prezes Sądu Rejonowego w Kraśniku. Dlaczego sąd podjął taką decyzję bez obecności matki? - Odbyło się to na posiedzeniu niejawnym i obecność stron nie była konieczna. Bez matki sąd ustalił rodzinę zastępczą dla jej dziecka. Takie jest prawo. Sąd kieruje się zawsze dobrem dziecka - dodaje Radziszewski.
W końcu Kasia dowiedziała się od kuratorki, jak doszło do odebrania Emilii. - Wiola i moja siostra poszły do sądu. Powiedziały, że nie dbam o dziecko, głodzę je. A kuratorka to napisała i pieczęć przystawiła. Nie rozumiem, jak można jednym ruchem odebrać komuś wszystko, co kocha. I to tylko dlatego, że ktoś nagadał głupot?
Teraz dziecko jest u Wioli. I jest... - Bardzo szczęśliwa u nas - mówi Wiola. - Otworzyła się, zaczęła mówić. Kochamy ją i chcemy jej dać prawdziwe dzieciństwo. Trzeba ją było ratować, a teraz ma spokojny dom. Ja się tylko modlę, żeby sąd wybrał to, co dla dziecka najlepsze...
Czyli zostawił Emilię u Wioli. - Bo prawdziwa matka zła była - mówi Wiola. - Piła. A do mnie Emilia już mówi "mamo”. Nie tęskni za nią. Poza tym dziecko od początku miało nie być jej. Taki był plan - dodaje.
Kasia znów jest w ciąży. W lutym weźmie ślub z Marcinem. - Kościelny będzie później, jak odzyskam Emilkę. Marcin chce ją adoptować. Będziemy rodziną - uśmiecha się delikatnie. Niestety, ciąża jest zagrożona. Bo Kasia z tęsknoty nie może jeść. Myśli o swojej małej córeczce...
W poniedziałek Emilia ma urodziny. Mama kupiła jej prezent. I pewnie zostawi go pod drzwiami. - Nie wiem, czy mnie do niej wpuszczą. Bo jak chcę przyjść, to mówią, że wyjeżdżają albo są zajęci. A jak przyjdę bez zapowiedzi, to mnie nie wpuszczają - płacze. - Czy ja wyglądam na złego człowieka? Co ja złego zrobiłam? Że dziecko urodziłam? Że mam marzenia? Co bym nie zrobiła, dla nich i tak jestem najgorsza.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!