poniedziałek, 20 listopada 2017 r.

Magazyn

Bóg jest mańkutem

  Edytuj ten wpis
Dodano: 23 grudnia 2008, 21:08

Rozmowa z prof. Wiesławem Kamińskim, fizykiem z UMCS.

• Co jest najbliżej nas na niebie?

- Księżyc, który pochodzi zresztą z naszej planety - to kawałek oderwanej Ziemi, który został zaklęty na orbicie i krąży jedynie w odległości około 150 tysięcy kilometrów.

• Dlaczego jedynie?

- W skali kosmicznej jest to śmieszna odległość. Podróż dookoła świata po równiku to 40 tysięcy kilometrów. Zatem jest to tylko cztery razy większą odległość. Prawie na sięgnięcie ręki. Stąd człowiek mógł się na księżyc wybrać, postawić pierwszy "mały krok człowieka, ale wielki krok ludzkości” i wrócić na przyjazną ludzkości kolebkę.

• Co widać na Księżycu przez domowy teleskop?

- Wystarczy wieczorem wybrać się za miasto, gdzie nie ma rozpraszonego światła lamp ulicznych, samochodowych, neonów i świecących okien, by nieuzbrojonym okiem zobaczyć, że Księżyc jest niejednorodny. Patrząc na granicę oświetlonej i tonącej w cieniu części Księżyca widać, że są tam wyniesienia i zagłębienia. Z pomocą teleskopu wyraźnie widać góry, wierzchołki wulkanów, całą masę kraterów, rozległe równiny określane mianem "mórz”, gdyż dawniej sądzono, że wypełnia je woda.

• Jaki jest Księżyc?

- Przeraźliwie zimny. W poświacie widać cienie, które bardzo uplastyczniają powierzchnię. Ale i piękny w swoim tajemniczym poblasku szarych równin, żółciejących zboczy wypiętrzeń…

• Widać kolory?

- Przez silniejszy teleskop widać grę czerni, szarości, bladych niebieskości, żółcie i pomarańczowe odbicia. Dopowiem, że oglądając Księżyc zawsze tę samą jego "twarz” kontemplujemy. Nie widać drugiej strony, ale dziś, dzięki fotografiom wykonanym przez sondy, wiemy, że tam są tak samo ukształtowane tereny. Nie przeszkadzało to snuć domysłów, że tam właśnie zamieszkują "księżycanie” i fantastyczne powieści tytułować "Po drugiej stronie księżyca”.

• 150 tysięcy kilometrów to jest odległość z Ziemi do Księżyca. A inne odległości niebieskie?

- 100 razy większa jest odległość Ziemi od Słońca. Jeszcze dalej leżą inne planety: Mars, Jowisz, Saturn, Neptun… Podróżując dalej sięgamy praktycznie kresu grawitacyjnego oddziaływania Słońca. Jeszcze dalej sięga sfera oddziaływania wiatru słonecznego.

• Czyli?

- W której wyrzucane jak z fontann różne cząsteczki ze Słońca napotykają przepastne odchłanie przestrzeni międzygalaktycznej.

• Skąd taka nazwa?

- Wyrzucone w wybuchach na Słońcu z ogromną prędkością cząsteczki materii słonecznej "żeglują” w przestrzeni. Omiatając po drodze Ziemię, wywołują zapierające w piersiach dech efekty zórz polarnych, a także burze magnetyczne zakłócające telekomunikację lub odbiór radiowy. Jeszcze dalej rozciągają się obszary wypełnione gazem międzygwiazdowym i galaktycznym, z którego zresztą wciąż mogą rodzić się gwiazdy. I wciąż będą pojawiać się ich nowe generacje.

Twory człowieka, Voyager I i Voyager II wystrzelone przez Amerykanów już trzydzieści lat temu są już poza obszarem oddziaływania Słońca, w przestrzeni międzygwiazdowej. Niosą posłanie Ziemian i mimo olbrzymich odległość od naszej planety i tych dziesiątków lat od wystrzelenia pozostają aktywne i wciąż nawiązują z nami łączność. Wprawdzie tylko co jakiś czas, bo ich "gadanie” jest miliony razy słabsze niż natężenie sygnałów naszych komórkowych telefonów. I to mimo olbrzymiego hałasu docierającego z kosmosu, szumów, kakofonii fal…

• Albo sygnałów innej cywilizacji?

- Gdyby w tym szumie kosmicznym pojawiło się coś specyficznie regularnego, czego nie potrafimy wyjaśnić "bulgocącym życiem” galaktyk, gwiazd, czarnych dziur, to z pewnością można by domniemywać "telefon” od pozaziemskiej cywilizacji.

• A gdzie w tym wszystkim fruwają anioły?

- Być może dla nich dostępne są i nasze, i jeszcze odleglejsze przestrzenie. Może nawet rozleglejsze! Mamy uzasadnione powody podejrzewać, że oprócz oswojonych wymiarów (wysokość, szerokość, głębokość) są i inne wymiary, nam bezpośrednio zmysłowo niedostępne. Być może jest ich nawet siedem. Pytanie zatem o odległości w kosmosie może stracić dotychczasowy sens, gdyż poruszając się w tych dodatkowych wymiarach możemy zaleźć się w zgoła nieoczekiwanie odległych miejscach. Inna rzecz, że wszechświat jest takim dziwnym tworem, że z każdego miejsca wygląda jednakowo.

• Co to znaczy?

- Gdybyśmy się teraz znajdowali w dowolnym, nawet bardzo odległym jego miejscu, na jakichś odległych gwiazdach na przykład kwasarach… to naprawdę daleko: światło poruszające się z prędkością 300 tysięcy kilometrów na sekundę musi stamtąd podróżować 13 miliardów lat! I gdybyśmy z takiej odległej gwiazdy popatrzyli w niebo, to wyglądałoby podobnie - rozświetlone miliardami gwiazd, galaktykami, ich gromadami. Pięknie urządzony kosmos, harmonia materii i światła.

• A to prawda, że wszechświat się rozszerza?

- Wciąż. W każdej swoje cząstce przestrzeni nieustannie "puchnie”. Zmienia się skala odległości, a więc galaktyki oddalając się od naszej Galaktyki, jednocześnie oddalają się w takim samym stopniu od siebie. Każdy obserwator w dowolnym miejscu wszechświata widzi uciekające galaktyki tym szybciej, im dalej są od niego położone!

• Długo on tak będzie puchł?

- Zgodnie z zasadami o których wiemy, nie będzie końca tego puchnięcia lub ekspansja zatrzyma się łagodnie. Ale problemem takiego scenariusza jest odpowiednio mała gęstość materii we wszechświecie. Gdyby jednak było jej więcej niż obecnie szacujemy, mogłaby tak spowolnić ekspandujący wszechświat, że w pewnej chwili - jak rozciągana sprężyna - zatrzymałby się, a następnie rozpocząłby się proces kontrakcji zakończony Wielką Zapaścią, prawdziwie apokaliptycznym jego końcem.

• Na obrazach Bóg siedzi wysoko i spogląda na kulę ziemską. Wiemy, skąd patrzy?

- Obecność Boga we wszechświecie manifestuje się w postaci wspomnianych praw nim rządzących. Tych pandektów, jak kiedyś mówił zdumiony Kepler, gdy odkrywał takie prawa. W liście pisał: "Szczęśliwe są moje oczy widząc piękno stworzenia w boskich pandektach”. Pandektach, które Bóg nadał temu wszechświatowi w momencie powoływania, i zgodnie z którymi ewoluuje.

• Bóg czuwa nad harmonią wszechświata. Czy naszej planecie nie grozi kolizja z innym ciałem niebieskim?

- Najbliższa gwiazda jest dostatecznie daleko, około 4 lat świetlnych. Ale w Układzie Słonecznym, na jego peryferiach, w pasie Oorta, jest pod dostatkiem odłamków pierwotnej materii protoplanetarnej, która może zawitać w nasze pobliże w postaci większych lub mniejszych asteroid. A wtedy zupełnie przypadkowy układ oddziaływań planet, Ziemi i Słońca może popchnąć takie ciało na orbitę kolizyjną. A to może wywołać skutki katastrofalne dla mieszkańców Ziemi. Oczywiście, obecnie wdrożone zostały programy "wczesnego ostrzegania” i obserwacja potencjalnych "zabójców”.

• Einstein powiedział, że Bóg nie gra w kości. Czuwa nad wszechświatem?

- Inny powiedział, że nie wierzy, że Bóg jest mańkutem.

• A jest?

- Jest mańkutem, bo kierunek lewy we wszechświecie jest wyróżniony. Jeśli są w tym wszechświecie dodatkowe wymiary, to można powiedzieć, że Bóg jest wieloręki, bo do oswajania tych dodatkowych wymiarów potrzeba więcej niż dwóch rąk.

• Z perspektywy Boga Ziemia wygląda jak mały bączek, którym bawi się dziecko. Bóg nadał mu energię. Kręci się. Jak długo?

- Zanim przestanie się kręcić grozi nam inne niebezpieczeństwo: nasze Słońce. Na razie jest ono przyzwoitą, ustabilizowaną gwiazdą tzw. głównego ciągu. Ale tej "przyzwoitości” wystarczy na może jeszcze 4 miliardy lat.

• Zabraknie mu paliwa?

- Tak. Wypali w tym czasie wodór, podstawowe paliwo termojądrowe, którego skutki spalania odczuwamy w postaci dobroczynnych promieni słonecznych - "grzejących i żywiących” Ziemię. Wtedy Słońce zmieni się w czerwonego olbrzyma i pochłonie kilka najbliższych planet, w tym Ziemię. Po następnym miliardzie lat zapadając się pod własnym ciężarem, odrzuci część materii przeistaczając się w białego karła. A dalej już tylko będzie przez wiele miliardów lat stygło przeobrażając się w czarnego karła.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Gwiazdor
Uczen liceum
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gwiazdor
Gwiazdor (26 grudnia 2008 o 13:01) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Chyba to jednak nie dziennikarz pokręcił, bo o odległości Ziemia - Słońce, która w rzeczywistości wynosi ok. 150000000 km i jest ok. 390 razy większa od odległości Ziemia - Księżyc, trochę dalej czytamy: "150 tysięcy kilometrów to jest odległość z Ziemi do Księżyca. A inne odległości niebieskie?
-100 razy większa jest odległość Ziemi od Słońca."
No, no... Tylko 15000000 km dzieli nas od Słońca?! Zapowiada się przewrót na miarę kopernikańskiego, a i Noblem zapachniało...
A tak poważnie: Panie Profesorze Kamiński, weź Pan jakąś książkę i poczytaj. I nie pleć Pan bzdur. Już słyszę rechot studentów...
Rozwiń
Uczen liceum
Uczen liceum (24 grudnia 2008 o 15:52) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jestem uczniem III kl. liceum: Pani od polskiego mowila, ze imiona wlasne pisze sie z duzej litery czyli W szechswiat a nie wszechswiat
Odl. Ziemia-Ksiezyc to 384.000 km a nie 150.000 km zatem nie 4 razy obwod Ziemi ale prawie 10 razy obwod Ziemi.
Po polsku pisze sie kwazar a nie kwasar (to w angielskim jest quasar). A odleglosc Ziemia -Slonce to 150.000.000 km a nie 150.000 razy 100.
Albo Pan Redaktor pokrecil (to wtedy trzeba bylo go sprawdzic przed wydrukiem) albo Autor zle podał. A reszta : bardzo ciekawa.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!