sobota, 16 grudnia 2017 r.

Magazyn

Browar dla Krasnoludów

  Edytuj ten wpis
Dodano: 6 marca 2008, 13:39

Strzelcy z 444 przeładywali broń i skontrolowali celowniki optyczne. Operator ciężkiego boltera nerwowo sprawdzał,

czy zamek jest odpowiednio naoliwiony. Tymczasem sierżant Marokk szeptał z przymkniętymi oczami modlitwę do Imperatora. Wszyscy czekali na rozpoczęcie największej bitwy w Warharmera 40 000, jaka została rozegrana w Polsce. Aż się wierzyć nie chce, że najlepsi zawodnicy Grand Tournament grają na makietach Jarosława Raczkiewicza spod Niedrzwicy. Ale co się dziwić, skoro on jest w robieniu makiet najlepszy?


Pochodzi z Lublina. Skończył szkołę muzyczną I stopnia w klasie skrzypiec i fortepianu.

- Dziś, po 25 latach stolarki, na skrzypcach nie zagram - śmieje się Jarosław Raczkiewicz i w podziemiach Trybunału Koronnego poprawia właśnie wieżyczkę bramy, broniącej dostępu do gotyckiego Lublina.

Zatarte miasto

W sumie zrobił już pięć makiet miasta, którego nie ma. Takich makiet nie ma żadne miasto w Polsce. Raczkiewicz zapala świecę i prowadzi w kierunku ołtarzowej szafy. Chybotliwy płomień wydobywa zamek otoczony wysokim murem z trzema basztami, zza których wyłania się kaplica św. Trójcy i donżon. Ze wzgórzem staromiejskim, na którym stoją miejskie świątynie łączyła go linia murów obronnych. Też z basztami. Taki Lublin ocalał na fresku w kamienicy Lubomelskich przy Rynku 8.

- Znaleźli mnie w sklepie "Krzyś”, gdzie wstawiałem makiety do gier. Najpierw zobaczyłem fresk. Zatarty. Zamknąłem oczy. Starałem się wyobrazić sobie królewskie miasto - opowiada cichym głosem.

Potem studiował stare dokumenty. Fresk był zniszczony, trzeba było zrobić komputerową wizualizację.

- No to liczymy budynki. Raz, dwa, trzy, czternaście. W sumie nieco ponad sześćdziesiąt budynków - dodaje skromnie. - Zrobiłem trochę bajkowe kolory.
Czy to jest Lublin? O widok w kamienicy Lubomelskich wciąż kłócą się historycy - śmieje się mistrz.

Zamiast skrzypiec papier ścierny

Po szkole muzycznej poszedł do elektronika na Wojciechowskiej. Potem pracował w serwisie Canona w Lublinie. Ale i tak ciągnęło go do antyków. - W 1982 roku trafiłem do pracowni renowacji antyków Waldemara Maciejewskiego. Spytałem o pracę. Popatrzył niechętnie - opowiada Raczkiewicz. Później okazało się, że jak wziął ucznia na terminowanie i poduczył do zawodu to po roku uciekał na swoje.
Chodził dopóty, aż wychodził.

- Mistrz zapytał, czy od jutra mogę stawić się do pracy. Skinąłem głową - mówi Jarosław.

Na pierwszą robotę dostał mebel do szlifowania papierem ściernym. I tak się zaczęło.

Zrobił dyplom czeladnika, potem papiery mistrzowskie.

- Najdziwniejszy mebel jaki pamiętam? Sekretera dla Jana Pawła II, jak był w Lublinie. Zrobiliśmy ją u Maciejewskiego. W końcu nie trafiła do papieża - mówi Raczkiewicz. - Za wystawna była. Kuria zrezygnowała. Poszła w prywatne ręce.

• Potrafi pan zrobić sekretarzyk ze skrytkami?

- To duża frajda. Chowanie skrytek sprawia przyjemność. Mogę zrobić sekretarzyk, sekreterę, co komu potrzeba. Ale przede wszystkim robię renowację antyków - tłumaczy Jarosław.

• Da się z tego żyć?

- Ciężko.

300 budynków z Hogenberga

Jarosław Raczkiewicz bierze świecę i prowadzi w kierunku największej panoramy Lublina pod Trybunałem Koronnym. Jeszcze trochę i turyści będą mogli zobaczyć Lublin ze sztychu Brauna i Hogenberga z 1618 roku.

Budynków nie liczymy, bo...

- Trochę by zeszło, jest ich ponad trzysta - śmieje się budowniczy Lublina.
Po raz drugi płomień świecy wydobywa rozległe miasto.
Widać obronne bramy, kościoły. Katedrę w pierwotnym kształcie. Dominikanów. Kolegiatę św. Michała i Wizytki.

Z czego się robi Lublin?

- Listewki, styropian, płyta, czarny klej i piasek, który robi za fakturę tynków - uśmiecha się Raczkiewicz.

- To taki rodzaj teatrzyku z panoramą miasta. Ludzie to uwielbiają - mówi Tomasz Pietrasiewicz, dyrektor Ośrodka Brama Grodzka - Teatr NN, który zamówił makiety.

Warharmer 40 000

Za sprawą syna dowiedział się o War Hammer Battle, potem o grach opartych na Władcy Pierścieni.

- Zrobiłem pierwszą makietę do gry. Stawia się ją na stole o wymiarach 122 cm na 183 cm, rozkłada armie. I gra. Wciągnęło mnie - opowiada o swojej nowej pasji.
Pasjonaci zamawiają u Raczkiewicza makiety. Dokupują boksy z żołnierzami. W jednym boksie może być 25 żołnierzy. Trzeba za nich zapłacić od 60 do 120 zł. Ale jedna figura może kosztować nawet 150 zł.

A jedna makieta Raczkiewicza?

- Trzeba dać 500 zł. Ale to bardzo precyzyjna robota - tłumaczy pasjonat spod Niedrzwicy.

Do domu na wsi uciekł z miastowego zgiełku. Z budynku gospodarczego zrobił pracownię. Na 60 metrach kwadratowych stoi wieloczynnościowa maszyna. Heblarka z grubościówką, piła tarczowa, frezarka i tokarka w jednym. Do tego heble, dłuta, papier ścierny, materiały. W tym drogocenny fornir.

Na jednym ze stołów stoi makieta do kolejnej gry.

- To browar dla Krasnoludów - śmieje się Raczkiewicz. Dziś na jego makietach grają najlepsi zawodnicy Grand Tournament. Zawodów nad zawodami.

Raczkiewicz jedzie za granicę

Raz na jakiś czas Raczkiewicz zostawia gry i jedzie w świat, żeby popracować przy porządnych antykach.

- W moje ręce trafiają prawdziwe unikaty. Tak, żebym nie wyszedł z wprawy - śmieje się Jarosław.

Antyki, jak makiety do wojennych gier: nie mają przed nim tajemnic.

- Mistrz Maciejewski nauczył mnie, że od maszyny się zaczyna. Potem jest cierpliwe dłubanie. Jak wstanę rano o siódmej, to do jedenastej w nocy mogę przy meblu siedzieć.

A za domem rośnie energetyczna wierzba.

- Zasadziłem pół hektara. Rośnie już rok. Trzeba było z motyką parę razy chwasty przelecieć - zastanawia się Jarosław.

Wierzba będzie rosnąć jeszcze dwa lata. Potem pójdzie na opał.

• Pan będzie karczował?

- A kto - odpowiada ze spokojem.

A jak wróci z Niemiec, zrobi sobie panele słoneczne na dach.
W końcu i to potrafi.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!