czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Byłam w piekle

Dodano: 9 lutego 2006, 19:06

Niemcy szli gęsiego, jeden za drugim. Ten ostatni strzelił mamie w głowę. Siedziała na ziemi, miała podniesioną twarz. Patrzyła na niego do ostatniej chwili - wspomina Aleksandra Gardzisz, świadek tamtych wydarzeń.

2 lutego 1944 roku kilka tysięcy Niemców i własowców (Rosjan i Ukraińców służących dla Niemców) okrążyło, rozstrzelało i spaliło około 1250 mieszkańców Borowa oraz okolicznych wsi: Szczecyna, Wólki Szczeckiej, Łążka, Łążka Zaklikowskiego, Łążka Chwałowskiego i Karasiówki. Była to jedna z największych pacyfikacji, jaka kiedykolwiek miała miejsce na ziemiach polskich. Ale w podręcznikach historii do dziś nie można o tym przeczytać...
Niedokończona msza
Ola miała wtedy 18 lat. Była niedziela. - Tego dnia kościół był pełen ludzi. Wszyscy odświętnie ubrani - mówi ze łzami w oczach Aleksandra Gardzisz. - Mszę odprawiał ksiądz Skulimowski, a ksiądz Stańczak pojechał z wizytą duszpasterską. Byłam na chórze. Nagle zobaczyłam przez okno szybko jadący wóz. Stał na nim ksiądz Stańczak i krzyczał: "Ludzie! Uciekajcie, bo Niemcy wybili Wólkę i jadą na Borów!”.
Pogoda tego dnia nie zapowiadała niczego złego. Słońce wyglądające zza chmur roztopiło śnieg. Polne drogi były trudno przejezdne. - Pacyfikacja rozpoczęła się rano i trwała do wieczora następnego dnia (3 lutego). Była bardzo dobrze przygotowana. Niemcy wyposażeni w artylerię, broń pancerną, czołgi oraz lotnictwo zaczęli likwidować polskie wsie - mówi Rafał Drabik, historyk, doktorant historii najnowszej na KUL.
"W tymże dniu wyjechałem po Mszy z wizytą pasterską na Wólkę Szczecką. W lesie spotkaliśmy jakichś mężczyzn wystraszonych... Powiedzieli, że akcja niemiecka idzie od Zaklikowa. Wróciliśmy. Ukazanie się nasze w Borowie wywołało popłoch. Pełny kościół ludzi. Jakimś in-
stynktem wierni uciekają, ludzie krzyczą "Niemcy” a dalej tylko krzyk, pisk, tratowanie w przejściach kościelnych” - czytamy we wspomnieniach ks. Władysława Stańczaka.
Co znaczy wojna
Ola została na chórze z organistą. - Chciał wyskoczyć przez okno, bo tak się bał Niemców, ale na dole było pełno ludzi. Uciekliśmy ostatni. Wbiegłam do domu. Mama spojrzała na mnie oczami pełnymi łez i powiedziała: "Dziecko, ty nie wiesz co to znaczy wojna...” - opowiada pani Aleksandra.
Mama wypadła z domu i pobiegła po Stasię, starszą córkę. Wtedy już wszędzie świstały kule. Ola chciała ratować zwierzęta, gdy nagle, jak spod ziemi, wyrósł przed nią Niemiec. - Zamarłam, a on... kazał mi wracać do domu.
Borów i okoliczne wsie były tak zwaną stolicą Narodowych Sił Zbrojnych. Tego dnia w Borowie przebywał mjr "Ząb” i pół setki partyzantów z oddziału NSZ "Stepa”. Dla nich pojawienie się takiej ilości Niemców w Borowie było zaskoczeniem. W ostatniej chwili wraz z około 150 mieszkańcami wsi udało im się wydostać z Borowa.
"Młodzież zaszywała się w krzaki. Wielu śpieszyło do schronów. Ja też. Może upłynęło pół godziny, sły-
szymy strzał, a następnie ktoś woła. Poznaję - służąca mówi "wychodźcie ze schronu bo się spalicie - Rakówka (to część Borowa najbliżej kościoła) już się pali - w kościół uderzyły 2 kule armatnie”.
Wszędzie krew
Ola podczołgała się pod płot sąsiadki; szukała mamy. Dookoła dym; nie było czym oddychać. - Zauważyłam chustkę mamy. Była nieprzytomna, nie mogłam jej ocucić. Miała nogi od bioder do kolan rozcięte. Kości wystawały. Z trudem ją wyciągnęłam - pani Aleksandra ociera chusteczką oczy.
Potem młoda dziewczyna wbiegła do płonącej chałupy, żeby uratować sąsiadkę. - Krzyczała do mnie: "Olciu, uratuj mnie, bo się spalę!”. Pamiętam, że była gruba, ubrana w futro... Nie mogłam jej podnieść. Złapałam za rękę, a ręki już nie było... Wyniosłam tylko małego nieżywego Władzia - mówi pani Ola.
Istnieje duże prawdo-
podobieństwo, że za nie-
miecką pacyfikacją stał donos komunistów. Zarówno Niemcy, jak i komuniści wiedzieli, że okolice Bo-
rowa są ostoją oddziałów niepodległościowych. - Nie-
stety, dzisiaj trudno udo-
wodnić, że komuniści sprowadzili pacyfikację na mieszkańców Borowa. Być może była to zemsta komunistów za rozstrzelanie niedaleko Borowa w sierpniu 1943 r. dwudziestu kilku członków GL? - zastanawia się Rafał Drabik.
"Widzę na około ogień - plebania się dopala, ale kościół stoi. Pytam "gdzie Niemcy z ludźmi”? "Niemcy na brzegu wsi” - odpowiadają, "a ludzi masa pomordowanych i popalonych”.
Umierała na moich oczach
Ola szukała schronienia, ale wszystko dookoła stało już w płomieniach. - Odwróciłam się w stronę mamy, którą zostawiłam na chwilę - 80-letnia kobieta na nowo przeżywa dramat tamtych dni. - Było przy niej pełno Niemców. Szli gęsiego, jeden za drugim. Ten ostatni, strzelił mamie w głowę. Siedziała na ziemi, miała podniesioną twarz. Patrzyła na niego do ostatnich chwil...
- Niemcy nie tylko prawie doszczętnie spalili Borów i okoliczne wsie, ale także wymordowali większość mieszkańców. Uratowało się około 200 ludzi, którzy wydostali się wraz z "Zębem” oraz kilkadziesiąt osób wydostających się na własną rękę - twierdzi Drabik.
"Na tak zwanej Rakówce miejscami stosy trupów. Tu i ówdzie widzimy snujące się cienie - to ci co powychodzili z krzaków - przyszli szukać swoich. Niestety większość albo już wcale nie znalazła albo rozpoznała między zabitymi. Lament a równocześnie trwoga, świadomie się czuje, że Niemcy na drugi dzień skoro świt przyjdą dokończyć swą robotę”.
Ucieczka
Oli cudem udało się uciec. - Z moją przyjaciółką Sabinką schowałyśmy się w prywatnym lasku za sosnami. Widziałyśmy czołgi jadące od Annopola. Cały dzień byłam w tym piekle; w tym bagnie. Jak uciekłam, już było ciemno. Na drugi dzień poszliśmy do wsi po pomordowanych. Wszędzie były ciała. Płakaliśmy. Zbieraliśmy ich, wywoziliśmy na cmen-
tarz i znów płakaliśmy. Trwało to kilka dni - pani Aleksandra straciła wtedy też siostrę i siostrzenicę. - Nie widziałam ich śmierci, ale słyszałam jak piszczały - płacze.
Wedle danych Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu podczas pacyfikacji Borowa i okolicznych wsi łącznie zginęło 1250 osób, w tym przynajmniej 300 dzieci...
"Jadę następnie do Borowa z czterema trumnami - wkładamy ciała księdza Skulimowskiego, organiściny i mojej służby do trumny - wywozimy na cmentarz...”
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!