niedziela, 19 listopada 2017 r.

Magazyn

Kiedy po raz pierwszy stanąłem przed otwartą trumną biskupa Andrzeja, który przed wiekami chciał podzielić relikwie – wyobraziłem sobie, jak potajemnie wyjmuje święte drzewo z relikwiarza i uderza w nie dłutem. Pęknięty krzyż pojawiał się w moich snach, ale nic nie wróżyło tego niezwykłego dnia, kiedy na własne oczy zobaczyłem, jak wyglądało święte drzewo, przez wieki schowane w relikwiarzu....



d
Wszystko zaczęło się w 1253 roku, kiedy w Lublinie zjawili się polscy dominikanie, by wraz ze św. Jackiem założyć tu pierwszy kościół i klasztor. Wędrując z Krakowa na Litwę i Ruś, nie mogli ominąć Lublina, gdzie istniał już gród, zamek i siedziba archidiakona. Ponoć zatrzymali się w kościele św. Mikołaja na Czwartkowym Wzgórzu.
Przed ich oczami rozciągało się zamkowe wzgórze, zwodzony most i gród, obwiedziony murami. Czy wtedy ich uwagę zwrócił plac szeroki i wielki, nad stromą skarpą zawieszony? Czy mogli przypuszczać, że sto, a może dwieście lat później biskup Andrzej zwiezie do Lublina relikwie krzyża, na którym umierał Chrystus?
Święte gwoździe
Najstarsze przekazy, dotyczące odnalezienia krzyża, na którym umarł Chrystus, wspominają o przybyciu cesarzowej Heleny do Jerozolimy, odszukanie przez nią trzech krzyży oraz cudowną historię uzdrowienia umierającej kobiety. Stało się to w roku 326.
Cesarzowa miała zidentyfikować krzyż Chrystusa po tabliczce, odnalazła również gwoździe, którym przybito skazańca. W miejscu znaleziska nakazała wznieść świątynię. Krzyż został podzielony na części, stając się dla chrześcijan na całym świecie najbardziej przejmującą pamiątką po Chrystusie.
Fragmenty krzyża trafiły do Polski w I połowie XII w. Najpierw do opactw i klasztorów. Szczególną wagę zyskał kult cząstki, przechowywanej w opactwie benedyktynów na Łysej Górze. Kiedy do lubelskiego klasztoru trafiły relikwie, będące jednym z dwóch największych ocalałych fragmentów krzyża – za ich sprawą w Lublinie zaczęły się zdarzać cuda...
Dłutem w krzyż
Cudowną historię sprowadzenia relikwii wymalowano na obrazach, tkwiących za głównym ołtarzem. Oto Andrzej, biskup kijowski, zwiózł je do Lublina, by następnie umieścić w Krakowie. Skrył je potajemnie w powozie, ale konie ruszyć nie chciały. Gdy biskup wysiadł z powozu i relikwie wyniósł, konie... ruszyły. Kiedy i za drugim razem zdarzyło się to samo, biskup uznał w tym zdarzeniu wolę Bożą i drzewo krzyża w Lublinie pozostawił...
Stoję dziś przed trumną biskupa Andrzeja. Tego, który, poproszony przez plebana z kościoła farnego o cząstkę świętej relikwii, bierze dłuto i uderza w drzewo krzyża, by je rozdzielić. Drzewo pęka, ale dłuto ześlizguje się i na wylot przebija dłoń biskupa. Biskup, przerażony, pada na kolana i przeprasza Boga za swój upór. I staje się cud! Ranny doznaje natychmiastowego uzdrowienia skaleczonej dłoni...
A więc to Ty?
Dwa metry posadzki z pokrzywionych cegieł. Nad otwartą trumną draperia z czerwonej tkaniny. A w trumnie najpierw rzucają się w oczy szaty, okrywające doczesne szczątki biskupa Andrzeja. W miejscu, gdzie powinny być nogi – dwie skrzyżowane piszczele. Dłonie schowane w rękawach. Biskupia tiara. Stuła.
A więc to ty, biskupie Andrzeju, który otoczyłeś opieką święte relikwie i pilnowałeś ich do samego końca. Byłeś ich strażnikiem. Do 1991 roku, kiedy, pod osłoną nocy, skradziono je zuchwale. Czy bezpowrotnie?
W samo serce
Pamiętnego ranka, kiedy jeden z zakonnych braci zobaczył sforsowaną kratę do kaplicy, a potem z bólu zadrżało mu serce, gdy na ołtarzu nie było relikwiarza, co przez wieki chronił Lublin – w klasztorze zapanowała żałoba.
– Wspomnienie tego dnia to rozdrapywanie ran. Zdarzało mi się przez kilkanaście godzin trzymać relikwiarz, by mogły go dotknąć tysiące rozmodlonych ludzi. A tu – Boże, daj z tym wytrzymać – taki cios! W samo serce – mówi ojciec Waldemar Kapeć.
– Gdyby jakimś cudem odnalazły się za granicą i nigdy nie miały tu wrócić, to chciałbym jednego: żebyśmy mogli je raz w roku wypożyczyć i podczas odpustu wystawić – mówi ojciec Hieronim Kaczmarek, przeor lubelskiego klasztoru
Gdzie dziś mogą być relikwie? Czy wywieziono je za wschodnią granicę? Czy, wciąż ukryte w Lublinie, czekają na sposobność wywiezienia? Nie wiadomo.
– Choć śledztwo w tej sprawie zostało umorzone, to sprawdzamy każdy sygnał, w każdej chwili jesteśmy gotowi do dalszych poszukiwań. Odnalezienie relikwii jest dla nas priorytetową sprawą – mówi nadkomisarz Janusz Wójtowicz, rzecznik KWP w Lublinie.
A czy po drzewie krzyża nie został żaden ślad? Chociaż mały okruszek?
A jednak jest!
Kilka tygodni przed kradzieżą ks. abp. Bolesław Pylak chciał sprawdzić, w jakim stanie znajduje się Święte Drzewo, tkwiące w relikwiarzu.
– Chciał stwierdzić, czy nie będzie potrzebny konserwator. Pamiętam, że relikwiarz został zdjęty z ołtarza. Z tyłu były specjalne drzwiczki, po otwarciu których można było dotknąć krzyża. Ale, żeby wyjąć krzyż, trzeba było relikwiarz rozkręcić. Podczas oględzin z drzewa, na którym umarł Chrystus, oderwał się maleńki okruszek, natychmiast schowany do małego relikwiarzyka. Chronimy go jak największy skarb – wspomina ojciec Waldemar.
Całun turyński
Myśl o pękniętej relikwii wciąż nie dawała mi spokoju. Ojciec Waldemar potwierdził, że Święte Drzewo, tkwiące w relikwiarzu, było pęknięte i związane złotym drutem. A więc wszystko się zgadza.
Relikwia, zuchwale skradziona w 1991 r., wciąż odżywała w moich myślach. Nie wiem, dlaczego kojarzyła mi się z całunem turyńskim. Może dlatego, że faktu, iż płócienne prześcieradło, w które zawinięte zostało złożone w grobie ciało Jezusa Chrystusa, przechowało się do dziś – wydaje się zupełnie nieprawdopodobny...
Tak jak zupełnie nieprawdopodobne wydawało mi się to, że mogłem na własne oczy zobaczyć prawdziwy wizerunek Świętych Relikwii.
Tajemnica ojca Ruszla
Ojciec Paweł Ruszel był w 1611 roku świadkiem cudownego wydarzenia w lubelskim kościele dominikanów. Oto na obrazie Matki Bożej, zawieszonym w ołtarzu przy filarze, wystąpiły krople oliwy, łudząco podobne do łez.
Od tego czasu stał się promotorem Krzyża Świetego i poświęcił mu dwa dzieła: „Fawor niebieski” (1649 r.) i „Skarb nigdy nie przebrany” (1655 r.).
Do „Faworu niebieskiego”, wytłoczonego w lubelskiej drukarni Jana Wieczorkiewicza, ojciec Ruszel dołączył osobną, rozkładaną planszę z odciśniętym wizerunkiem drzewa Krzyża.
Ślad Krzyża
Żeby to zrobić, wielebny ojciec musiał zyskać pozwolenie najwyższych władz, by Święte Drzewo z relikwiarza wyjąć. A wyjąć mógł je tylko biskup. Tak też się stało. Największy skarb chrześcijańskiej Europy z relikwiarza powędrował na stół, przy którym zasiadł średniowieczny artysta, by przygotować replikę, potrzebą do wydrukowania wizerunku. Miał do wyboru dwa sposoby: albo przez kilkanaście tygodni mozolnie rzeźbić w kawałku drewna kopię relikwii, albo na samą relikwię nałożyć trochę drukarskiej farby i odcisnąć ją na papierze, a potem z tak przygotowanego „całunu” rzeźbić formę do drzeworytu...
Moim marzeniem było dotrzeć do dzieła ojca Ruszla. Pamiętam chwilę, kiedy ojciec Waldemar wyłonił się z mrocznych czeluści korytarza i rozłożył przede mną niezwykłą księgę. Zaczęliśmy ją przeglądać stronę po stronie. Wśród rozlicznych wizerunków tego jednego, najważniejszego nie było. Okazało się, że w klasztorze lubelskim przechowuje się drugie, skromniejsze wydanie, już bez bezcennego drzeworytu. Gdy wychodziłem z zakrystii, poszedłem spojrzeć na portret ojca Ruszla. Uśmiechał się z obrazu bardzo zagadkowo.
Czy mogło być inaczej, skoro, wedle legendy, ojciec Ruszel od czasu do czasu schodzi z nieba na ziemię i milcząco przechadza się po kościele?
Cudowna historia
Jak w cudownej historii, zupełnie przypadkowo, podczas telefonicznej rozmowy, usłyszałem o zagadkowej rycinie, przechowywanej w zbiorach Muzeum Lubelskiego, na której miał widnieć niezwykły obraz relikwii z lubelskiego klasztoru. Czyżbym trafił na ślad „lubelskiego całunu”?!
Wszystko się zgadza!
W dłoniach Renaty Bartnik, kierownika Gabinetu Rycin Muzeum Lubelskiego, zobaczyłem brązowe odbicie Relikwii z naniesionymi rysami.
Zgadzało się wszystko. Pani kustosz potwierdziła, że leży przede mną osobna, rozkładana plansza z dzieła ojca Ruszla z odbiciem Świętego Drzewa w naturalnej wielkości. To jedyny, zachowany w Polsce, wizerunek bezcennych relikwii. Odbity ze świętego Oryginału.
Przenajświętsze Drzewo
Pochyliliśmy się nad drzeworytem, który dla chrześcijan jest bez wątpienia najcenniejszą „grafiką”, przechowywaną w muzeach świata. Wpatrywałem się w ślad pęknięcia, tworzący wstęgę. Najbardziej zagadkowe okazały się odbicia, przypominające ślady gwoździ. Czyżby tych, na których wisiał cierpiący Chrystus?
– Drzewo pokryte jest układem różnorodnych linii, tajemniczych odbić, z których jedno kształtem przypomina liść. Najbardziej zagadkowe wydają się odbicia w kształcie zbliżonym do koła, przypominające płaczące oko. Czy to ślad po gwoździach? Nie wiadomo – przyznaje Renata Bartnik.
Całun lubelski
A co na to sam ojciec Ruszel? Wszak to za jego sprawą do dzisiejszych czasów przetrwał „lubelski całun” W „Faworze niebieskim” czytamy, że ciało Jezusa utrzymywało się na gwoździach, wbitych w krzyż. Ojciec Ruszel szczególnie wspomina to miejsce drzewa długiego, „do którego były nogi Pańskie przybite” ( Fawor niebieski, część I, str. 21).
Skoro lubelskie relikwie należały do dwóch największych części autentycznego drzewa krzyża, na którym wisiał i umarł Jezus, to jest prawdopodobne, że do ich wykonania użyto fragmentów krzyża najbardziej nasiąkniętych krwią i męką.

PS.
Za pomoc w przygotowaniu reportażu oraz zgodę na opublikowanie na łamach Dziennika wizerunku Świętych Relikwii serdecznie dziękuję pani kustosz Renacie Bartnik, kierownikowi Gabinetu Rycin i Zygmuntowi Nasalskiemu, dyrektorowi Muzeum. Dziękuję ojcu Hieronimowi Kaczmarkowi, przeorowi klasztoru O.O. Dominikanów w Lublinie. Wielką pomocą służył mi także o. Waldemar Kapeć, który o tajemnicach klasztoru i jego wspaniałych zabytkach wie wszystko i tą wiedzą zechciał się podzielić.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!