środa, 18 października 2017 r.

Magazyn

Cavaliada w Lublinie: To były cztery dni pięknego sportu

  Edytuj ten wpis
Dodano: 16 marca 2014, 07:00

11 000 miłośników jeździectwa, niemal stu zawodników z 10 krajów i 250 koni. A pula nagród dla jeźdźców wynosiła 300 tysięcy złotych

Kto odwiedził w miniony weekend teren Targów Lublin, mógł się nieco zdziwić. Jedna z hal zamieniła się w wielki parkur, czyli tor z przeszkodami, po którym galopowały piękne konie. Wokół hal wyrosły gigantyczne stajnie. W całej okolicy rozbrzmiewały rżenie, parskanie i stukot końskich kopyt. A wszystko to za sprawą Cavaliady, czyli wielkiej imprezy jeździeckiej, która drugi raz odwiedziła Lublin. - Cavaliada jest wyjątkowym wydarzeniem, które łączy piękno konia w ruchu, w galopie, emocje, niesamowity prestiż. A wszystko w wyjątkowej oprawie światła i dźwięku - tłumaczy Dominik Nowacki, dyrektor Cavaliady. Zawodnicy rywalizują w eleganckich konkursach sportowych w skokach przez przeszkody, ale też w widowiskowych konkurencjach na prędkość czy wysokość skoku. Są także wyścigi konnych zaprzęgów i pokazy. - Lubelska publiczność nie zawiodła. Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz pojawiała się tłumnie w hali, dopingując zawodników. To powoduje, że zawodnicy bardzo chętnie tutaj przyjeżdżają - podkreśla Nowacki. Trud na parkurze Zawodnicy przyznają, że zwycięstwo na lubelskim parkurze nie jest prostą sprawą. - Było trudno - ocenia Andrzej Głoskowski, który na koniu o imieniu Cros wygrał sobotni konkurs Dużej Rundy. Walczył o wygraną przy pełnym skupieniu publiczności, która rozgrywkę oglądała w ciszy, niemalże na wdechu. Gdy tylko okazało się, że wygrał, długo biła mu brawo. - Cros to wojownik, ma narwany charakter, gdy tylko słyszy muzykę, wstępuje w niego duch walki - wyjaśnia Głoskowski. Wspaniale poszło Jarosławowi Skrzyczyńskiemu, który na grzbiecie konia Crazy Quick zwyciężył w niedzielnym, uznawanym za najważniejszy, konkursie o Grand Prix Lublina. - W tym sporcie najważniejsza jest cierpliwość - podkreśla. - Trzeba mieć dużo koni, dużo jeździć i startować. Na grzbiecie Crazy Quick trenuje już trzy lata. - To bardzo trudny koń, ciężko się go prowadzi, ale skokowo jest wybitny - dodaje zwycięzca Grand Prix. Organizatorzy bardzo chwalili wysoki poziom sportowy konkursów. - To były zawody międzynarodowe o określonej trudności, aż dwa konkursy były zaliczane do rankingu Światowej Federacji Jeździeckiej. Pula nagród 300 tys. zł jest niebagatelna. Myślę, że wszystko dobrze udało się nam zrealizować - przyznaje Nowacki. Wysoko i głośno Widzom spodobały się także widowiskowe i emocjonujące konkursy "Potęga skoku” (wygrał go Hubert Kierznowski na grzbiecie konia Denver Z, pokonując 2-metrową przeszkodę!) oraz Speed & Music, w którym najszybciej i najlepiej pojechał Jacek Zagor na koniu Bursztyn. Ten ostatni konkurs nie każdemu przypada do gustu. - Jest uwielbiany przez publiczność, troszeczkę z lękiem podchodzą do tego konkursu zawodnicy. Odbywa się przy bardzo dynamicznej głośnej muzyce, nie każdy zawodnik to lubi, wielu z nich woli jednak żeby była cisza i by można się skoncentrować - tłumaczy Nowacki. Francuz w gatkach skacze Było też trochę śmiechu. Specjalnie dla pań w sobotę wieczorem wystąpili roznegliżowani panowie z grupy HorseMan Team, którzy pokonywali przeszkody dla koni… bez koni. - Uwielbiamy to uczucie, wrażenie jakby się latało. Kiedyś sami jeździliśmy konno. To dla nas dodatkowe zajęcie. Na co dzień jestem prawnikiem, w zespole mamy też m.in. menadżera restauracji, kowala, czy policjanta - tłumaczył po kabaretowym występie Evan, jeden z wykonawców. Show zrobili także Paweł Jachymek wraz z koniem Wichrem, który w sobotę skończył 10 lat. - Konie to moja pasja. Moim celem jest przekraczanie barier w pracy z nimi. Chcę robić rzeczy pozornie niemożliwe w harmonii z tym zwierzęciem - wyjaśnia Paweł. Wicher m.in. schował się w wielkiej skrzyni z dykty, a także przeskoczył przez mur z pudeł. - Ja mam na tym punkcie bzika, jestem zakochany w robieniu rzeczy nieosiągalnych, dziwnych, trudnych. Dobraliśmy się z Wichrem, charakter ma bardzo podobny do mnie - dodaje Paweł. Z miłości do koni Zuzanna Kobierska z Warszawy jeździ konno od 12 roku życia. Jak przyznaje, bez tego nie może żyć. - To jest pasja, styl życia. Tyle czasu spędza się z tym zwierzęciem, człowiek się do niego ogromnie przywiązuje - wyjaśnia. W zawodach pani Zuzanna startowała na grzbiecie pięknego, ośmioletniego wałacha Quasido. - Dla mnie jest najlepszym przyjacielem. Marcin Bętkowski bierze udział w zawodach od 15 lat, zaczynał treningi w dzieciństwie pod okiem ojca. W Lublinie startował m.in. na grzbiecie pięknego Versace L. - Jestem tu po raz pierwszy, bardzo fajne zawody - oceniał po pierwszym dniu. Chwalił podłoże toru konkursowego i dobrą atmosferę imprezy. - Na pewno będziemy tu przyjeżdżać częściej. Stajnie, targi, koniowozy Cavaliada to nie tylko to, co widzimy na parkurze. - Specjaliści mówią, że przy imprezie jeździeckiej takiego formatu, publiczność dostrzega zaledwie 20 proc. tego, co jest potrzebne żeby ją zorganizować - wyjaśnia Dominik Nowacki. - Jest to bardzo trudne, skomplikowane logistycznie zadanie. Wokół hali wyrosła stajnia na 250 koni. - To jest ogromna stajnia, niewiele jest ośrodków w Polsce, które tego typu stajnie posiadają - mówi dyrektor. Zawodnicy, którzy przyjechali do Lublina z aż dziesięciu państw, najczęściej spali w koniowozach. - Najkrócej mówiąc, to taki pojazd, który z tyłu ma domek dla konia, a z przodu jest bogato wyposażony kamper dla rodziny zawodnika. Tutaj to wszystko jest skoncentrowane w jednym miejscu, koniowóz obok koniowozu, wioska kamperów. Cavaliada to także ludzie. Oprócz zgranego zespołu organizującego zawody także w Poznaniu i Warszawie, potrzebny jest cały sztab wolontariuszy. Pomagają m.in. przy ustawianiu przeszkód na parkurze, sprzątaniu, dbają o konie i zawodników. To głównie młodzi jeźdźcy. Tak jak 18-letnia Klaudia i jej 16-letnia siostra Julka Gryzio. - Zgłosiłyśmy się do wolontariatu przy Cavaliadzie, bo obie bardzo interesujemy się jazdą konną, same trenujemy - wyjaśniają. - To nudne tylko siedzieć na widowni, lepiej pomagać. Przy okazji poznajemy zawodników i wiele się uczymy o jeździectwie. Obie jeżdżą konno już od ponad 5 lat. - Najpierw tak rekreacyjnie, raz w tygodniu. Z czasem zaczęłyśmy trenować. Kiedyś chcemy brać udział w zawodach - dodają. Cavaliada to także ogromne targi sprzętu jeździeckiego i akcesoriów jeździeckich. Na amatorów jazdy czekały m.in. przysmaki dla koni o smaku wanilii czy mięty, derki od 450 zł wzwyż, a także koniowóz za, bagatela, 142 000 zł. Bez problemu znalazł nabywcę. Za rok? Cavaliadę do Lublina zaprosił ponownie za rok marszałek województwa lubelskiego, pod patronatem rozegrała się walka o Grand Prix Lublina. Czy uda się jeszcze raz zorganizować taką imprezę w Lublinie? - Mam nadzieję, że ponownie spotkamy się na początku marca 2015 roku - tak na pożegnanie mówił nam dyrektor Cavaliady. My także mamy taką nadzieję.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o: cavaliada
mladen
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

mladen
mladen (5 kwietnia 2014 o 20:30) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

apartmani-tognon.freshcreator.com/eng/home

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!