sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Chora z miłości

Dodano: 24 marca 2005, 18:08

Elżbieta Dmoch, wokalistka zespołu "2 plus 1”, której uroda rzucała fanów na kolana, teraz nieszczęśliwa snuje się nocami
po polach. Czy to możliwe?

Ponad 30 lat temu dwóch młodych ludzi poszło na studniówkę do warszawskiej szkoły. Jeden miał na imię Janusz, drugi Cezary. A razem nazywali się "Warszawskie Kuranty” i grywali właśnie na studniówkach. Ale tym razem było inaczej. Bo do tej szkoły chodziła Ela. To był początek wielkiej miłości i wielkiej kariery. A wyszło na to, że 2 plus 1 równa się dramat
Mała wieś pod Tarczynem, 32 kilometry na południe od Warszawy. W tej małej wsi stoi stara chałupa. Zamiast podłogi klepisko, a jedyna oznaka cywilizacji to studnia. Nie ma prądu, nie ma telewizji. Ale to właśnie tu przyjechała ekipa programu "Uwaga” z TVN. Kręcili materiał pt. "Kulisy sławy”.
- Zaczęłam zbierać materiały o zespole "2 plus 1” - opowiada Barbara Pajchert z "Uwagi” - I okazało się, że nikt, nawet dawni przyjaciele nie znają obecnego miejsca zamieszkania wokalistki zespołu, Elżbiety Dmoch. Mówili, że od lat nie mają z nią kontaktu, że odsunęła się od świata i żyje ze skromnej emerytury. Postanowiłam ją odnaleźć.
Udało się. Telewizyjna ekipa dotarła do małej wsi pod Tarczynem.
A reportaż, jaki wyemitowano pod koniec lutego, wzbudził niesamowite emocje.
Kobieta, która kiedyś rozdawała codziennie tysiące autografów, mieszka w walącej się chałupie.
Kobieta, która do dziś jest znana w całych Niemczech, żyje ze śmiesznie małej emerytury.
Kobieta, której uroda rzucała fanów na kolana, teraz rozczochrana snuje się nocami po polach.
Wszyscy o niej zapomnieli.
Ona nikogo nie chce znać.
Samolot na gwiazdę zaczeka
Cezary Szlęzak od paru dni nie rozmawia z gazetami, bo jest wściekły. Dla nas zrobił wyjątek. - Owszem, oglądałem ten reportaż. W końcu sam w nim uczestniczyłem - mówi nam człowiek, który ponad 30 lat temu występował na studniówce w pewnej warszawskiej szkole. - Poczułem się, jakby mi ktoś w mordę dał. Jak to jej nikt nie pomaga?! Że nikt nie wie, gdzie ona mieszka? I nie widzieliśmy jej od paru lat?!
Cezary Szlęzak nawet nie stara się ukryć zdenerwowania. Dla niego cała ta historia wygląda zupełnie inaczej. I zupełnie inaczej się kończy.
- Tej studniówki nigdy nie zapomnę. Przyszła młoda dziewczyna, chciała śpiewać. Janusz Kruk, z którym wtedy grałem, był nią zachwycony. Poderwał ją i tak to się zaczęło.
Zespół zmienił nazwę na "2 plus 1”. I stała się rzecz niezwykła. Wielkie przeboje, wielkie koncerty i wielka sława.
- Sami ledwo to wytrzymywaliśmy, a ona robiła dwa razy więcej - wspomina dawne dzieje Szlęzak. - W Niemczech mieliśmy własne półki w sklepach muzycznych. W Japonii byliśmy na listach przebojów. Zagraniczni menedżerowie dobijali się bez przerwy. Jak jej zrobili sesję zdjęciową, to na sześćset fotografii.
Takich historii Szlęzak pamięta mnóstwo.
O samolocie, który czekał 40 minut, bo wokalistka chciała sobie buty kupić. O tym, że w 1980 mieli już zaplanowaną trasę koncertową w... Iraku. Już mieli jechać, tyle że Saddam napadł na Iran. O koncertach, jakie wspólnie dawali w 1998 roku. Dużych koncertach, na które waliły tłumy. - Powiem tak: Elę wszyscy pamiętają i wciąż kochają. To jest po prostu wielka gwiazda.
Powinno być jak w raju
Ale u szczytu kariery coś pękło. Małżeństwo Eli i Janusza w pewnym momencie się rozsypało. Potem był rozwód.
- Teraz widzę, że były jakieś sygnały tego, co się później wydarzyło. Z jednej strony musiała dźwigać ciężar sławy. A z drugiej strony dawał o sobie znać jej charakter - mówi Szlęzak.
Przekora, krnąbrność i upór.
Chęć życia po swojemu.
Elżbietę Dmoch w końcu wykluczono z warszawskiej spółdzielni. Przyjaciele pomogli jej sprzedać mieszkanie i kupić nowe.
Przyjaciele pomogli też załatwić tantiemy za artystyczne wykonania. - Ale co z tego, jak mi potem jej matka opowiadała, że Ela darła przekazy? - mówi Cezary Szlęzak. - A jak robotników wysłałem, żeby jej ten domek na wsi wyremontowali, to ona ich wyrzuciła.
Zresztą, nie tylko robotników wyrzuciła.
- Sąsiedzi próbowali pomagać Elżbiecie. Jednak piosenkarka odrzuciła wszelkie formy pomocy. Po kilku próbach zostawili ją w spokoju, uznając, że ma prawo żyć tak jak chce - mówi nam Barbara Pajchert. - Przyjaciele namawiali ją do powrotu na scenę. Ale Elżbieta znów wycofała się w "swój świat”.
Po reportażu odezwali się fani z całego świata. Chcą pomóc. - Zareagowali też lekarze oraz pracownicy pomocy społecznej, obiecując, że zrobią wszystko, aby los Elżbiety Dmoch uległ poprawie - dodaje Pajchert.
- Wielu ludzi chciało jej pomóc. Ona wszystko odrzucała. Miała swój świat - mówi Szlęzak. - Teraz rzeczywiście wygląda jak zaniedbana bidula. Nie chce pomocy, nie chce leków.
Dlaczego tak się dzieje?
Szlęzak chwilę się zastanawia. - Prawda, jakie życie jest dziwne? Powinno być jak w raju a jest... Wie pan co? Ona jest obrażona na zawód. Strasznie zmęczona, zniszczona. I ta historia z Januszem, ich rozwód... to było dla niej ciężkie.
Ciężkie tym bardziej, że Janusz Kruk zmarł.
Ona wróci
- Ale ja tego nie mogę przyjąć do wiadomości. Że ona tak marnuje swój talent. Ja myślę, że ona z nas po prostu kpi. Żyje, jak chce i nie obchodzi ją, co myślą inni. To nie choroba, to nie problemy. Ona jeszcze wróci do śpiewania - dodaje Szlęzak.
Tymczasem ekipa "Uwagi” kończy drugi reportaż o Eli Dmoch. O tym, co się stało po programie. O tym, co będzie dalej. Bo gwiazdy "2 plus 1” nie ma już w małej wsi pod Tarczynem. - Na razie nie mogę za dużo o tym mówić. Wszystko pokażemy w Niedzielę Wielkanocną w naszym programie.
Program obejrzy pewnie też Szlęzak, choć na telewizję się obraził. - Powiedzieli, że przyjaciele o niej nie pamiętają, a Ela była u mnie ze dwa miesiące temu. Jakoś strasznie rano przyszła, jeszcze w piżamie byłem. Chciała telefon do jakiegoś muzyka - mówi Szlązak. - Wcześniej zamówiła u mnie partyturę na koncert. Umówiliśmy się na mieście. Oczywiście się spóźniła... Ale wierzę, że ona wróci. Musi wrócić.
Program obejrzy też Jan Szewczyk, menedżer zespołu. - Aż się boję, co pokażą... - mówi. - Zresztą, nieważne. Wolę mówić o tym, że "2 plus 1” dalej gra, choć w nowym składzie. I że chętnie przyjechalibyśmy na koncerty do Lublina.
Szewczyk należy do grupy przyjaciół, którzy starali się pomóc Eli. To on załatwił w latach 90. kontrakt na koncerty w Berlinie. Ela nie chciała. Ale przynajmniej zgodziła się wystąpić w niemieckim filmie dokumentalnym.
W 1999 była jeszcze jedna próba. Zespół pojawił się w telewizyjnej "Szansie na sukces”. Elżbieta Dmoch zgodziła się na występ.
Potem już na nic się nie zgodziła.
- A próbowaliśmy - mówi Szewczyk. - Ale nie można pomóc komuś, kto tej pomocy nie chce.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!