sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Córka księżnej zdaje maturę

Dodano: 8 maja 2003, 11:59


d Niektórzy specjalnie robią sobie operacje plastyczne. Nowy nos, inne włosy, korekta uszu i usunięcie żeber. Inni wydają majątek w markowych butikach tylko po to, by mieć identyczne ubrania jak ich oryginały. Sobowtóry z Lublina są zupełnie inne.
Lubelska Księżna Diana mieszka w zwykłym bloku. Jak sama mówi, czasami chciałaby pobyć trochę „prawdziwą” księżniczką. Ma jednak na głowie ważniejsze zadania.
– Przede wszystkim
wychowuję męża i dwie córki
– śmieje się pani Irena. – Starsza córka, Kinga, zdaje teraz maturę.
Jest dobrze przygotowana?
– Z nauką idzie jej średnio, ale... ściągawki opanowała do perfekcji – zdradza Irena Korcz.
Prawdziwa Diana, zwłaszcza po swojej tragicznej śmierci, stała się jedną z najbardziej znanych twarzy na świecie. Jej śmierć opłakiwały miliony ludzi. Każda, nawet najkrótsza wiadomość o niej natychmiast trafiała na czołówki gazet.
– Szczerze mówiąc, nie interesuję się jakoś specjalnie jej życiem. Owszem, czasami coś przeczytam czy obejrzę film dokumentalny. Ale to wszystko – mówi pani Irena. – Ta kobieta miała jednak coś w sobie; jakąś charyzmę. Przyznaję, że kiedy dowiedziałam się o jej śmierci, to przepłakałam cały dzień. Ona też była matką i zostawiła dwóch synów. To było najsmutniejsze.
Wszędzie Nicholson, tylko u nas Banderas
– Wszystko zaczęło się od „Chinatown” Romana Polańskiego – wspomina Roman Molasa, czyli Jack Nicholson z Lublina. – Szczerze mówiąc, to sam zauważyłem to podobieństwo.
Roman Molasa w Hiszpanii: – O zobacz! Przecież to Nicholson!
Roman Molasa na Ukrainie: – Hej, czy to nie jest ten znany aktor, Nicholson?
Roman Molasa w Polsce. – O rany! To Antonio Banderas!
– Jestem podobny do Nicholsona z czasów, kiedy grał w „Lśnieniu” czy „Locie nad kukułczym gniazdem” – tłumaczy Roman Molasa. – Teraz Nicholson mocno się zestarzał. Ja też. Po za tym, młodzi ludzie coraz mniej go kojarzą. To nie jest nastoletnia gwiazda z okładek młodzieżowych pism. Ostatnio byłem na akcji promocyjnej w Białymstoku. Miałem na sobie frak, ciemne okulary, długie włosy i statuetkę Oscara. I jedenastoletnie dzieciaki wołały na mnie... „Banderas!”.
Roman Molasa projektuje ogrody. Na brak pracy nie narzeka.
– Biorę tylko duże, poważne zlecenia – mówi. – Moja najlepsza praca? Półtorahektarowy ogród przy Centrum Exbudu w Kielcach.
A na byciu sobowtórem można sobie jeszcze trochę dorobić.
– Za imprezę w Białymstoku dostałem 500 zł i zwrot kosztów podróży.
Koszta własne? Frak i statuetka Oscara.
– Nie wyrwę sobie wszystkich zębów, żeby, tak jak Jack, wstawić sobie nowe, białe „amerykańskie” – śmieje się. – Jedyne, co będę musiał zmienić przed czerwcowym festiwalem sobowtórów w Lublinie, to skrócenie włosów. Myślę, że wtedy mam szanse wygrać z sobowtórem z Anglii. Ten z USA jest poza zasięgiem. Nie dość, że niemal identyczny, to jeszcze jest aktorem.
I to wszystko, co R. Molasa ma wspólnego z J. Nicholsonem. – Jest świetnym aktorem, oglądam wszystkie jego filmy. Natomiast jego życie prywatne mnie nie interesuje. Interesuje mnie, kiedy Jack zrobi sobie wreszcie ze mną zdjęcie. Lub kiedy zagramy razem!
Rewiński w kopalni i na meczu
„Siara” z Łęcznej usypia na filmach, w których występuje „Siara” z Warszawy.
– Cały czas coś robię. Jak tylko się położę na kanapie, automatycznie zasypiam. No, chyba, że jakiś mecz leci – mówi szczerze Janusz Krzeszowski. To sobowtór Janusza Rewińskiego.
Podobieństwo do Rewińskiego zauważyli koledzy w kopalni.
– Wtedy nie miałem na to czasu. Dopiero teraz, kiedy jestem na emeryturze, zapisałem się do agencji – mówi Janusz Krzeszowski.
W Łęcznej nikt się nie dziwi jego uderzającemu podobieństwu. Wszyscy go znają. Ale na wakacjach nad morzem cała kolonia robiła sobie z nim zdjęcia. Byli pewni, że to Rewiński.
Kiedy nasz sobowtór wspomina przeszłość, to okazuje się, że już wcześniej był sobowtórem.
– Byłem szczupły, miałem długie włosy i koledzy w szkole wołali na mnie „Perepeczko” (aktor grający Janosika – red).
Janusz Krzeszowski lubi Janusza Rewińskiego.
– Ma dobre poczucie humoru. Uważam, że najlepszy był w „Dyżurnym Satyryku Kraju”. „Ale plama” jest już gorsza.
Kaja Paschalska chce być aktorką
„Życie, życie jest nowelą...” śpiewa Ryszard Rynkowski, a zaraz potem kilka milionów Polaków (a raczej Polek) siada przed telewizorem i ogląda 678 odcinek telenoweli „Klan”.
– Oglądam ten serial praktycznie od początku. Pierwsze odcinki były najlepsze – mówi Edyta Nestorowicz. Jej znajomi zazwyczaj mówią o niej Edyta, ale czasami się zapomną i wołają „Kaja”.
– Jak Kaja Paschalska. Wszyscy mi mówili, że jestem do niej podobna.
Edyta od roku jest „oficjalnym” sobowtórem. Swojego „oryginału” nie zna osobiście, więc trudno jej coś powiedzieć o młodej aktorce. Przypuszcza, że jest sympatyczna. – W „Klanie” radzi sobie całkiem dobrze.
Edyta uczy się w III klasie liceum. I bardzo prawdopodobne, że kiedyś w gazecie przeczyta o własnym sobowtórze. – Całkiem poważnie myślę o studiach aktorskich. Trudno się jednak na nie dostać, a potem jeszcze trudniej utrzymać się z tego zawodu. Dlatego chce też studiować drugi kierunek, z pewniejszą pracą.

Do zobaczenia w czerwcu w Lublinie!
Jacka Nicholsona, Lady Di, „Siarę”, Saddama Husaina, Kaję Paschalską i dziesiątki innych sobowtórów spotkamy już na początku czerwca. Wtedy odbędzie się II Ogólnopolski Festiwal Sobowtórów Lublin 2003
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!