środa, 7 grudnia 2016 r.

Magazyn

Czarna niedziela (cd Księgi Życia...)

Dodano: 12 kwietnia 2002, 10:05

Chłaniów leży w dolinie. Kiedyś teren ten zalegały ogromne bagna, które pochłaniały ludzi. Stąd nazw
Chłaniów leży w dolinie. Kiedyś teren ten zalegały ogromne bagna, które pochłaniały ludzi. Stąd nazw

O długo przemilczanej zbrodni ludobójstwa w Chłaniowie koło Krasnegostawu w lipcu 1944 roku pisaliśmy w dwóch ostatnich wydaniach magazynowych (Zbigniew Dzięciołek: "Księga Życia Pana Boga”), pokazując ją przez pryzmat wspomnień małej dziewczynki. Dziś zamieszczamy reporterski zapis wciąż żywej, bolesnej pamięci mieszkańców. Czynimy to w imię historycznej prawdy i ku przestrodze: oto do czego może prowadzić nienawiść.
I ku uświadomieniu, w jak szczęśliwych czasach żyjemy, mając dziś za Bugiem przyjaznego sąsiada

Szkoła Podstawowa w Chłaniowie koło Krasnegostawu nosi imię Ofiar II Wojny Światowej. Te ofiary to 65 mieszkańców Wierzchowiny, Władysławina, Bzowca i Chłaniowa. Wszyscy zginęli jednego dnia, w niedzielę 23 lipca 1944 roku. Najmłodsi - Lucynka Lemrych i Józio Dąbski - mieli po trzy lata.
Większość pochowano w zbiorowej mogile na chłaniowskim cmentarzu. Zwłoki zbierano z wiejskiej drogi, gospodarskich podwórek, z okolicznych pól.
Helena Łata, która miała wtedy 16 lat, pamięta, że

22 lipca wieczorem do wsi przyjechali jacyś partyzanci.

Zapytali o "Cygana”, czyli Gutka Króla, który przewodził chłaniowskiej organizacji PPR i AL. Ludzie wskazali im drogę. Wtedy niespodziewanie od strony Władysławina nadjechał samochód z niebieskimi światłami. Ktoś krzyknął, że to Niemcy, na co jeden z partyzantów cisnął w ich stronę granat. Dwóch lżej rannych uciekło, trzeci zginął na miejscu. Był to major Assmus, dowódca Ukraińskiego Legionu Samoobrony.
"We wsi powstał wielki popłoch. Przerażeni ludzie budzili jedni drugich. Zrobił się ruch niezwykły. Po omacku chłopi zaprzęgali konie do wozów, wyjeżdżali ze wsi z dziećmi i ze wszystkim, co się dało naprędce zabrać na furmanki. Wszyscy uciekali do lasu” - napisała w swoich "Wspomnieniach z lat okupacji” Honorata Banach, z domu Pałczyńska. Wraz z matką też ukryła się w lesie przed spodziewaną zemstą okupanta. Kiedy wróciły,

zastały spaloną wieś i trupy sąsiadów.

Helena Łata i cała jej rodzina noc z 22 na 23 lipca 1944 roku spędziły w domu. Kiedy rano wraz z siostrą wypędziły na łąkę krowy, Chłaniów już był otoczony umundurowanymi na czarno Ukraińcami. Ledwo zdążyły wrócić do siebie, gdy po sąsiedzku rozległy się strzały. Właśnie mordowali Jabłońskich, Irenę i Bronisławę oraz Eugeniusza Wybrańca.
- "Czarni”, którzy z całymi rodzinami jechali na furmankach przez wieś, weszli i na nasze podwórko - wspomina Helena Łata. - Na ich widok jedna z sióstr przeskoczyła drogę i uciekła w pole. Mnie z mamą i drugą siostrą Ukraińcy zagonili na drogę. Po przejściu może 50 metrów obejrzałam się i zobaczyłam, że nasza chałupa już płonie. Chwilę potem w ogniu stanęły budynki Józefa Lewczyka. Dopiero obok domu Adama Banacha, kiedy Ukraińcy zajęci byli plądrowaniem gospodarstwa, udało nam się przypaść do miedzy i doczołgać między zboża. Na skraju łanu natknęliśmy się na rannego Adolfa Siostrzyńskiego, który niedługo potem zmarł. We wsi mówiono, że Ukraińcy strzelali zatrutymi kulami i wystarczyło że człowiek został tylko draśnięty i już nie miał szans...
Henryka Bratek z Jabłońskich z Władysławina miała wtedy zaledwie 6 lat, ale twierdzi, że

wszystko pamięta. Nawet twarze oprawców.

Tak, jak wszyscy we wsi, wiedziała, że niedaleko, na polnej drodze od strony Płonki, stanęło obozem ubrane na czarno wojsko z rodzinami. Rano żołnierze rozwinęli tyralierę i ruszyli w kierunku wsi. Mała Henryka wypatrzyła przez okienko na strychu, jak zatrzymali na polu sąsiada Stanisława Pecko. Stał z podniesionymi do góry rękami. Najpierw go dokładnie obmacali, a następnie, tam gdzie stał, zastrzelili.
- Kiedy u sąsiada zaczęło się palić, "czarni” wypędzili nas na drogę. Mnie, siostrę, matkę, ojca i babcię - opowiada Henryka Bratek. - Brat miał nogę w gipsie, to został pod płotem. Na naszych oczach podpalili oborę. Wołali do brata, by wyprowadził krowy, ale im chyba chodziło o to, by i on się spalił ze zwierzętami. A ten, chociaż o kulach, jakoś przecisnął się między ciągnącymi szosą furmankami i uciekł w pole.

Strzelali za nim, ale nie trafili

Razem z Jabłońskimi Ukraińcy popędzili drogą w stronę Chłaniowa jeszcze Szałatę, Łatę i Banacha. Kiedy mijali figurę, babcia Jabłońska przeżegnała się, za co natychmiast dostała od Ukraińca kolbą po głowie. Została na szosie. Resztę zagnano pod dom Piotra Dąbka, gdzie ustawiono ich twarzą do ściany. Mama Henryki podniosła lament, że to już ich ostatnia chwila.
- Widziałam, jak "czarnemu” zacięła się broń - mówi H. Bratek. - Taka z dziurkowaną lufą. Wtedy podbiegł jakiś blondynek i kazał mu odejść. A kiedy zostaliśmy z nim sami, powiedział mamie, żeby nas zabrała i uciekała. Mama prosiła, żeby i ojca puścił, ale on już tego nie chciał słuchać. Tatę i pozostałych mężczyzn poprowadził w kierunku Turobina...
Jabłońska z dziećmi, pod osłoną dymu z płonącej obórki, dotarła do wybujałej wyki. W tym czasie Jabłońskiego i trzech innych mieszkańców Ukraińcy zatrzymali przy figurze św. Jana. Szałata w pewnym momencie wyrwał się im, zaczął uciekać. Zginął na miejscu. Banachowi poderżnęli gardło, a Jabłońskiego poranili bagnetem. Zanim go dobili, przez dwie godziny obgryzał z bólu rękawy lnianej kapoty.

W Chłaniowie i Władysławinie ludzie do dzisiaj pamiętają

na oko 14-letnią Ukrainkę, która z furmanki zastrzeliła Ignaca i Wiktorię Moników. Pamiętają młodziutką jedynaczkę Stefcię Opalińską, spaloną żywcem w rodzinnym domu. Opowiadają też o Janinie Krzywickiej i dwójce jej dzieci, którzy cudem uniknęli śmierci. Kiedy Ukraińcy wrzucili do mieszkania granat, zdążyła wpełznąć z maleństwami pod łóżko. Wybuch zabił stojącą przy piecu nianię. Wciąż żywa jest też pamięć postrzelonej w brzuch Irenki Jabłońskiej. Dziecko zmarło na rękach ojca, który chwilę wcześniej odnalazł na polu martwą żonę... Przeżyła córeczka Katarzyny Dąbskiej. Marysia tuliła się do nieżywej matki. Pani Suwałowa, żona młynarza, która usłyszała dochodzące z łanu zboża kwilenie dziecka, zanim odniosła Marysię ojcu, obmyła ją z matczynej krwi w pobliskim strumieniu... •
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO