środa, 23 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Czas płynie przez domy

Dodano: 31 marca 2005, 19:00

d Dlaczego syn krawcowej spod numeru 32 uciekał przebrany z kobietę? Po co potomkowi jego brata była laska rabarbaru wywieziona do Argentyny? Dlaczego Agnieszka, córka Wincentego i Marianny spod numeru 50, w posagu oprócz 8 morgów chciała matczyne korale? Jak to się stało, że Antoś spod numeru 60 wymyślił niezależną wskazówkę sekundnika? To wszystko wie ulica Lubelska. Ta ulica jest stara jak świat.

Jest starsza niż miasteczko, które przecina. Bo miasteczko nie miało innego wyjścia, niż otulić swoimi domami prastary szlak handlowy ciągnący na Ruś i dalej nad Morze Czarne. Lubelska jest szczególna i z tego powodu, że ma swoją książkę i swoich bohaterów. - Ale na całą historię o Lubelskiej trzeba jeszcze poczekać - mówi Lucjan Świetlicki, autor blisko dwustustronicowej monografii ulicy Lubelskiej.
Siedzimy w domu pod numerem 68. Oczywiście Lubelskiej 68. Dom wybudował w 1912 roku dziadek pani Anny Świetlickiej, Marek Karpiński. Plac, jaki kupił od Żyda Akersztajna, był dobrze poza miastem.

\"Jędruś” z herbaciarni, której nie ma

Lubelska ma charakter. Choćby wiadra z ogórkami kiszonymi. Pod słońce widać w zalewie ich zielone sylwetki. W wiaderkach obok - filety śledziowe. Wprost na schodkach przed sklepem spożywczym. Nawet szyldu nie trzeba, każdy trafi. Oprócz schodków ważne są ganki i werandy. - Jeszcze kilka się zachowało, bo dawna Lubelska cała była w ogródkach. Każdy z domów miał przed wejściem ogródek i werandę albo ganek. Siedzieli na nich ludzie całymi rodzinami. Sama jezdnia była wąziutka. Ledwie dwie furmanki się na niej minęły - opowiada Świetlicki.
- Moje wspomnienia o Lubelskiej i Piaskach to czasy, kiedy od frontu byli sam Żydzi, no i do dziś pamiętam w żydowskiej herbaciarni "jędrusia” - uśmiecha się Edmund Sławiński, którego Lucjan Świetlicki przedstawia jako swojego konsultanta w sprawach historii miasteczka.
Pan Edmund, zwany przez Świetlickiego Munciem, ma dom i gospodarstwo niedaleko piaseckiej remizy strażackiej, wybudowanej na fundamentach bożnicy. Hoduje okazałego koguta, ma swoje ukochane pszczoły i niebywałe wiadomości na temat mieszkańców Piask. - Mój ojciec to miał wiedzę, żył 91 lat! Od niego wiem sporo, a on znał historie od swojego ojca - tłumaczy Sławiński. To pan Edmund wiedział o koralach Marianny Król, która mieszkała do 1931 roku przy Lubelskiej 50 z mężem Wincentym i dziećmi Agnieszką, Marcjanną i Władysławem. Kiedy Agnieszka wychodziła za mąż dostała 8 mórg ziemi, a jej siostra plac budowlany przy Pocztowej. Oprócz ziemi, Agnieszka poprosiła o matczyne korale. Historie te zapisał w swojej książce o Lubelskiej Świetlicki.
Ale o "jędrusiu” w książce ani słowa. - Przy Lubelskiej były ze trzy zajazdy, w których furmanki mogły przenocować pod dachem. Przy nich były herbaciarnie, głównie dla woźniców. W jednej na ścianie wisiała zabawka, czyli "jędruś”. Rzucało się kulką, która spadała po gwoździkach. Dla dzieci to była duża atrakcja. Dziś w tym miejscu jest pusty plac - opowiada Sławiński oparty o ścianę swojego domu, a zza jego pleców co jakiś czas nadlatuje obudzona pszczoła.
W ogrodzie pana Edmunda i u sąsiadów jeszcze szaro.

Rabarbar w podróży zagranicznej

Ale już niebawem będzie można rwać rabarbar. A rabarbar to magiczna roślina, warta wywiezienia do... Argentyny.
Nieruchomość pod numerem 32 ma historię jak większość piaseckich nieruchomości - przed wojną należała do żydowskiej rodziny. Na piętrze mieszkała Żydówka, która była krawcową. Miała dwóch synów. Gdy coraz więcej mówiło się o nadciągającej wojnie, krawcowa zdecydowała się na wyjazd do Argentyny. Starszy syn był już w wieku poborowym, więc przygotowano mu fałszywe dokumenty, a matka uszyła mu damskie ubrania. Jako kobieta z matką i bratem dotarł do Argentyny. Jakieś trzydzieści lat temu brat przybranej siostry przyjechał do Polski z misją handlową. Nie ominął Piask, w których chciał odnaleźć rodzinny dom i go sfotografować. Odwiedził rodziców Anny Świetlickiej, Anielę i Franciszka Łysakowskich, którzy mieszkali po sąsiedzku, przy Lubelskiej 30. Sfotografował tylko pusty plac, jaki został po zbombardowanym domu jego dzieciństwa. Wyjeżdżając z Piask, syn krawcowej zabrał ze sobą najbardziej oryginalną roślinę, jaka go zainteresowała - rabarbar. Nigdy on ani jego bliscy w Argentynie rabarbaru nie widzieli.

Józef od Widzącego z Lublina i Joachim Patek

Krawcowa z synami uratowała się z wojennej zagłady. Ale większość mieszkańców miasteczka, w którym przed wojną na 7 tysięcy mieszkańców 5 tysięcy chodziło do synagogi, zginęła lub zaginęła.
Piaseckim Żydem, który ocalał, był zmarły w czerwcu 2003 roku opiekun lubelskiego kirkutu i grobu Widzącego z Lublina Józef Honig. - Był jedynym piaseckim Żydem, który został Polsce po wojnie, ożenił się z Polką i mieszkał niedaleko Piask - wspomina Honiga Świetlicki.
Józef Honig mieszkał przy Lubelskiej 60, w domu, który tuż po I wojnie światowej kupili jego rodzice - Moszek z żoną Ruchlą. Tu na świat przyszły ich dzieci - Józef i Mordko oraz trzy dziewczynki Sura, Todzia i Chaja.
Ale, zanim do domu pod numer 60 wprowadzili się Honigowie, mieszkał tu Joachim Patek (herbu Prawdzic) z Anną Piasecką ze Skoczylasów. To tu w czerwcu 1811 lub 1812 roku urodził się im syn Antoni Norbert. Antoni dzieciństwo spędził w Piaskach, a później jako 10-latek, wraz z rodzicami wyjechał do Warszawy. Brał udział w powstaniu listopadowym i był dwukrotnie ranny.
Ten odznaczony Złotym Krzyżem Virtuti Militari oficer na popowstańczej emigracji we Francji został zecerem. Gdy wyjechał do Szwajcarii - handlował likierami i winami, uczył się malowania, aż wreszcie zajął się zegarmistrzostwem. 1 maja 1839 roku w Genewie Antoni Norbert Patek wraz z innym polskim emigrantem, warszawskim zegarmistrzem Franciszkiem Czapkiem - z pochodzenia Czechem, utworzyli manufakturę wytwarzającą zegarki. Realizowali zamówienia polskich emigrantów i patriotów w kraju. Były to przede wszystkim zegarki kieszonkowe, których koperty ozdabiano miniaturami i napisami o treściach patriotycznych i religijnych. Z czasem miejsce Czapka zajął Francuz, Adrien Philippe. Powstała wówczas, istniejąca do dziś, renomowana spółka Patek-Philippe. Firma ta rozpoczęła seryjną produkcję zegarków kieszonkowych, a później także naręcznych. Do dziś w Genewie powtarzają żelazne zasady Antosia z Piask: po pierwsze jakość produkowanych zegarków musi być utrzymywana na najwyższym możliwym do osiągnięcia poziomie, a po drugie trzeba umieć wprowadzać nowe wynalazki i rozwiązania konstrukcyjne, które pozwolą uzyskać przewagę techniczną nad konkurencją. To Patek wymyślił niezależny sekundnik i zaczął masowo produkować zegarki naręczne, które obecnie zdominowały wszystkie inne rodzaje zegarków.
Po wojnie dom Honigów kupili państwo Czekajowie z Dębna. Ich potomkowie nadal w nim mieszkają. Ale, żeby było magicznie, przez wiele lat po wojnie lokal od frontu w tej kamienicy wynajmowali kolejni piaseccy... zagarmistrzowie.
Piaski to miasteczko i wehikuł czasu. Tu znajdziesz ulicę nazywającą się z jednego końca 3 Maja, a z drugiego - 22 Lipca. To miasteczko ulica. Ulica Lubelska. A Lubelska to konieczność - musiała powstać, bo jej historyczny ślad jest starszy od Piask...
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!