sobota, 16 grudnia 2017 r.

Magazyn

Człowiek Elektrownia

  Edytuj ten wpis
Dodano: 7 czerwca 2006, 21:19

Jest 2006 rok. Ralf Hütter, Florian Schneider i Jacek Kwiatkowski jadą na rowerach
przez
Polskę. Zatrzymują
się, wyjmują miniaturowe notebooki i wprowadzają kod, który rozpocznie koncerty w Londynie, Paryżu, Berlinie i Rzymie. W każdym z miast grupa czterech robotów zagra muzykę Kraftwerku.
Za chwilę na przenośnych ekranach zamigocze napis: alles OK

Ralf Hütter i Florian Schneider z zespołu Kraftwerk uśmiechną się do Jacka Kwiatkowskiego. Człowieka, któremu przyśnił się wyżej opisany sen. Chłopaka z Chełma, który w dzieciństwie najbardziej lubił jeździć elektrycznym parowozem. Dziś ma największy zbiór płyt Krafwerku po tej stronie Wisły, towarzyszy zespołowi na koncertach i maluje industrialne kalendarze. Na przykład dla Bogdanki.

Idea elektrowni

Czerwona koszula. Czarny krawat. Krótko ostrzyżone włosy. Siedzimy w jego pracowni, zagubionej w Lublinie na ulicy Górnej. Na ścianach plakaty zespołu Kraftwerk. Na środku telewizor, 5 głośników. Pokrętło mocy na maksa.
Kraftwerk (czyli Elektrownię) założyło w 1968 roku dwóch Niemców: Ralf Hütter i Florian Schneider. - Na pierwszej płycie słyszysz organy, flet, skrzypce, gitarę i perkusję. Na następnych kolejno syntetyzatory, komputery, odbiorniki radiowe, a nawet licznik Geigera - mówi z entuzjazmem Kwiatkowski. Porusza się jak w transie. Lekko się zacina. Jak robot. Owładnięty ideą Kraftwerk.
Jaka to idea?
- Maszyny produkują absolutny trans - tłumaczy Kwiatkowski.
Czyli?
- Instrumenty, których używają, potrafią grać same. Muzycy zmechanizowali i skomputeryzowali wyposażenie. To jest muzyka z taśmy produkcyjnej. Mogą włączyć wszystko i zejść ze sceny. Jeden z nich mówi: Kolesie grający w filharmoniach tracą swój czas oraz pieniądze podatników zamiast robić coś pożytecznego. My zmechanizowaliśmy wszystko po to, by mieć czas na robienie innych rzeczy. Tak, zrobiliśmy nawet mechaniczne reprodukcje samych siebie.

Duch manekina

Z tego Kwiatkowskiego to niezły model - słyszę na Górnej.
Rzeczywiście niezły.
W wojsku malował kolegom najlepsze chusty do rezerwy. Najczęściej panienki w toplessie, małpę z bananami i cmentarz. To ostatnie to po ojcu, Edmundzie Kwiatkowskim, który robił nagrobki.
Jak nie było czarnej pościeli, to sobie białą farbował na czarno. W innym kolorze nie miał kolorowych snów.
W dekoratorni WPHW w Chełmie eksperymentował z modelami i modelkami; podczas nocnych sesji renowacji manekinów.
Za to z dzieciństwa najbardziej pamięta, jak po raz pierwszy wdarł się do wnętrza elektrycznego parowozu. - I noc w Lorecie - dodaje po chwili. - To ruiny kościółka na wodzie w Chodlu. Zamiast Madonny ktoś postawił mały manekin dziewczynki. Jak żywy. Teraz przychodzi do mnie w snach.

Elektryczny orgazm

Po raz pierwszy zobaczył na żywo swoich idoli w 2002 roku.
Ale łatwo nie było: korek na autostradzie, zgubienie portfela z całą kasą. Potem bilet od konika (przepłacony 5 razy). - Na bramce przemyciłem mały aparat fotograficzny w... slipkach. Musiałem mieć ich zdjęcia. W pewnym momencie poczułem na sobie łapy ochrony. Wyrwali mi aparat. Błagałem, żeby nie wydzierali filmu, bo przyjechałem z Polski 1500 km.
Przedarł się pod samą scenę. Decybele zapierały dech w piersiach. Kiedy usłyszał:
Computer Welt
Computer Welt
Denn Zeit ist Geld
Denn Zeit ist Geld
Oszalał. To był elektryczny orgazm.
- Zgodnie z filozofią Ralfa: Każdy szuka transu w życiu, w seksie, w emocjach, w czymkolwiek... a maszyny produkują absolutnie perfekcyjny trans - mówi Kwiatkowski.

Kraftwerk na plebanii

W Kazimierzu nad Wisłą, w Galerii Sztuki Sakralnej, mieszczącej się na nowej plebanii przy farze, pokazują swoje prace członkowie Kazimierskiej Konfraterni Sztuki. W tym Kwiatkowski.
Jedna praca to Kraftwerk na scenie.
Druga, intrygująca, to głowa manekina przekrojona na pół. W środku miga dioda.
- W głowę manekina wbudowałem serce płyty głównej od mojego komputera - tłumaczy Kwiatkowski.
Teraz chce robić manekina, który będzie recytował słowa śpiewane na polskim koncercie Kraftwerk w Sali Kongresowej:
Jestem sobie operator
Mam minikalkulator
Ja dodaję, odejmuję
Kontroluję, komponuję.
Na koncercie był.
Ten, jak duch z Loretu, też śni mu się po nocach.

W katalogach do swoich wystaw Kwiatkowski połączył swoją głowę z robotem.
- Chłopcy z Kraftwerk zrobili mechaniczne reprodukcje samych siebie. Na zdjęciach widnieją sobowtóry członków zespołu. Na konferencjach prasowych przed dziennikarzami siedzą cztery manekiny w czerwonych koszulach i czarnych krawatach. Zespół kręci się w pobliżu. W czarnych koszulach i czerwonych krawatach. W odróżnieniu od "prawdziwego”: Kraftwerku - opowiada Kwiatkowski.
O prywatnym życiu muzyków nie wiadomo nic. Wciąż szuka w Internecie. Pomaga mu Darek Sternik.
Tylko to, że w wolnych chwilach nakładają czarne kombinezony i pedałują zawzięcie. Stosują dietę, mimo sześćdziesiątki na karku mają świetną kondycję.
A co robi "prywatny” Kwiatkowski?
Głupie pytanie: kupił rower, zakłada czarny strój i pedałuje do Kazimierza. Na słuchawkach Kraft-
werk.
Może kupi sobie miniaturowy keyboard. Marzy o Mogli-Midi glove - rękawicy służącej do kontrolowania komend bez dotykania czegokolwiek.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!