wtorek, 24 października 2017 r.

Magazyn

Cztery lata prezydenta Żuka. Nasze podsumowanie

  Edytuj ten wpis
Dodano: 14 listopada 2014, 17:15
Autor: Dominik Smaga

Czy przez cztery lata udało się podźwignąć Lublin z trzeciej, czy nawet czwartej ligi miast polskich? Rankingów, w których można szukać takiej odpowiedzi jest wiele i pewnie każdy znajdzie coś dla siebie. Niedawno w krótkich odstępach czasu mieliśmy okazję prezentować zestawienie opracowane przez "Politykę, w którym Lublin jawił się jako miasto ludzi raczej niezadowolonych z życia, ale i ranking, w którym kadencja prezydenta Krzysztofa Żuka wywindowała Lublin z 15. na 2. miejsce miast wojewódzkich. Czy rzeczywiście jest aż tak źle, czy jest aż tak dobrze?

Po czterech latach Żuk może pokazać korzystne dla siebie wskaźniki: wzrosła liczba podmiotów gospodarczych, co może świadczyć o rosnącej aktywności mieszkańców, ale też i o tym, że pewna ich część musiała przejść z etatów na działalność gospodarczą. Prezydent może też wymienić listę inwestorów, którzy w ciągu jego kadencji zainstalowali się w Lublinie. Może, więc wymienia: polski Ursus to 220 miejsc pracy w przemyśle, czeska Proama zatrudnia w ubezpieczeniach 430 osób, Castorama to kolejne 135 osób, Aliplast 90 osób, niemiecki Selgros to kolejne 200 etatów.

Bezrobocie faluje

Z tymi danymi trudno dyskutować. Podobnie jak z tym, że w ostatecznym rozrachunku ubyło zarejestrowanych bezrobotnych. W styczniu 2011 r. było to 16,9 tys. osób, teraz jest już tylko 15 tys. Na oficjalnych wykresach widać też, że o ile krzywa ukazująca liczbę bezrobotnych przez większość kadencji "falowała”, co ma związek z sezonowością pewnych prac, o tyle w tym roku konsekwentnie zjeżdża w dół. Nie da się jednak nie zauważyć, że tegoroczny spadek liczby bezrobotnych zaczął się z poziomu 18 tys. osób (styczeń 2014 r.), czyli mocno wyższego, niż trzy lata wcześniej.

Trudno też pominąć fakt, że handel (wskazywany jako branża skupiająca znaczną część już istniejących miejsc pracy) wyraźnie ucieka z centrum miasta do galerii handlowych (np. z Krakowskiego Przedmieścia zniknął sklep CCC, czy też salon Empik, a obie te marki można znaleźć teraz w Felicity). To, co było zauważalne na ul. Lubartowskiej, da się też dostrzec nawet na deptaku.

Problem wymierania deptaka z całą pewnością można włożyć do szufladki "narastające”. W szufladce "nierozwiązane” pozostaje Podzamcze straszące krzywym brukiem, pełne kałuż, szarzyzny i stoisk z diabli wiedzą czym. Na koniec kadencji Żuk może pokazać projekt zmian, który - co może być dla niego zaskoczeniem - jest krytykowany niemal w tym samym stopniu i w podobny sposób, co projekt przebudowy pl. Litewskiego w betonową równinę, którym swoją kadencję zakończył poprzednik Żuka.
Obecny prezydent ma o tyle łatwiej, że przygotowany za jego rządów projekt odnowienia pl. Litewskiego został przyjęty raczej pozytywnie. Można się spodziewać, że dość kosztowna fontanna pewnie będzie budzić emocje, ale porównywalne raczej z tymi towarzyszącymi przebudowie Ogrodu Saskiego. Po jej zakończeniu wiele osób mówiło, że efekt, jak na te koszty mógłby być bardziej zauważalny. Poszumiało, poszumiało i ucichło.

O wiele dłużej grzmieć będą krytycy budowy nowego stadionu, z której to inwestycji Żuka osądzić może tylko historia. To przyszłość pokaże, kto miał rację. Czy ci, którzy - jak prezydent - mówili, że to jedyny moment, by dzięki unijnej dotacji, okazyjnie jak na wyprzedaży, zafundować sobie miejsce dla rozgrywek piłkarskich i koncertów na wysokim poziomie. Czy ci, którzy mówili, że nie warto dokładać do utrzymania stadionu, bo w sytuacji, gdy brak nam mocnej drużyny nie ma po co budować stadionu piłkarskiego, zwłaszcza zaciągając kredyt na jego wzniesienie.

Drogi i komunikacja

Ale nie tylko na stadion miasto zaciągało kredyty, lecz również na drogi i komunikację. A tu nawet najwięksi krytycy Żuka nie są w stanie zaprzeczyć, że za jego kadencji drogi znacznie się poprawiły, a komunikacja przeżyła cywilizacyjny skok. Stare, rozklekotane ikarusy, do których osoba na wózku inwalidzkim nie miała szansy wsiąść bez pomocy znajomych, to już historia. Jedyny ikarus to teraz atrakcja, zabytek. Niepostrzeżenie zniknęły z ulic także stare trolejbusy. Mało tego, jadąc jedną linią można śledzić na ekranie telefonu położenie pojazdu innej linii, na którą chcemy się przesiąść.

Sprawiedliwie trzeba jednak przyznać, że projekt wielkiej modernizacji komunikacji miejskiej powstał jeszcze przed prezydenturą Żuka. Jedną z wad tego projektu był m.in. brak trolejbusów przegubowych, co Żukowi udało się zmienić. Wielu innych wad nikt nie poprawiał, toteż przy unijnym wsparciu sfinansowano choćby takie rzeczy, jak baterie słoneczne, które niczego nie zasilają (patrz: przystanek przy al. Unii Lubelskiej). Mimo to ciężko jednak porównywać to, co mamy teraz z czasami, gdy MPK tłumaczyło pasażerom, że obowiązujący w Wigilię rozkład jazdy będzie wisieć nie na przystankach, ale w... autobusach, bo z przystanku ktoś mógłby go zerwać.

Wśród najbardziej zauważalnych, asfaltowych sukcesów są remonty zdegradowanych, wyboistych i niemiłosiernie połatanych dróg, jak np. Droga Męczenników Majdanka, ul. Podzamcze i Unicka, al. Kompozytorów Polskich, czy też ul. Filaretów. Nie da się podważyć sukcesu, którym było doprowadzenie do budowy nowego odcinka al. Solidarności. I choć wymagało to przeprowadzenia wielu, nierzadko skomplikowanych przetargów, to jednak udało się uniknąć związanych z tym spektakularnych porażek. Mało tego, w typowaniu dróg do budowy (Zelwerowicza, Grygowej) widać pewną konsekwencję, zwłaszcza patrząc na mapę z góry. Z perspektywy osiedlowej drogi do wykonania jest nadal ogrom pracy.

Niestety, w innych miejscach nie raz brakowało dbałości. Przykładem może być to, jak Zarząd Dróg i Mostów egzekwował należytą jakość od firmy, która budowała ścieżki rowerowe wzdłuż ul. Filaretów. Fuszerek nie brakowało, ale urzędnicy sprawiali wrażenie, jakby w ogóle ich to nie obchodziło, nawet gdy wykonawca łatał ścieżkę czymś, co jak plastelinę dało się zbierać garściami. Zarząd nie pozbył się też opinii najbardziej nielubianej komórki podległej miastu (nie licząc skazanych na niepopularność strażników miejskich i kontrolerów biletowych). Nie brak opinii, że w zarządzie panuje myślenie "nie bo nie” i że zamiast szukać sposobów, jak wprowadzić w życie zgłoszony przez kogoś pomysł szuka się argumentów, by go utrącić. I nawet jeśli to tylko mit, to w jego obalaniu nie pomagają takie pisma, jak odpowiedź, którą dostali rowerzyści proszący, by pozwolić im na jazdę mało uczęszczanym chodnikiem obok Zamku. Dowiedzieli się, że ich wniosek "został rozpatrzony negatywnie”, ale nie dostali ani słowa uzasadnienia.

Partycypacyjny model zarządzania

Takie odpowiedzi podwładnych Żuka to kompletnie niepotrzebny zgrzyt w konsekwentnie budowanym wizerunku prezydenta, który chce słuchać mieszkańców i zachęcać do współdziałania, co swoim nierzadko nazbyt technokratycznym językiem określa mianem "partycypacyjnego modelu zarządzania”. Za tej kadencji do mówienia zaproszono także tych, których głosu na co dzień się nie słucha, czyli osoby starsze, niepełnosprawne i rodziny wielodzietne. Te ostatnie w miejsce mało praktycznego biletu rodzinnego komunikacji miejskiej dostały taki, który faktycznie może odciążyć ich domowe budżety. Do wprowadzenia karty Rodzina Trzy Plus samorządu nie trzeba było wcale namawiać, choć nie był to rok wyborczy. A finansowym majstersztykiem w polityce społecznej była rozbudowa DPS Kalina, na którą miasto z własnej kasy wyłożyło zaledwie... 1 proc. kosztów.

To, czego zabrakło, to tytułu Europejskiej Stolicy Kultury, którego perspektywa - a pojawiła się ona jeszcze przed Żukiem - uruchomiła wielkie pokłady społecznej aktywności. Tytułu nie dostaliśmy, poczucie krzywdy pozostało, na pamiątkę mamy też kilka "eksportowych” imprez, które można reklamować w kraju. Z tamtej aktywności, mimo zapewnień, pozostało niewiele.
  Edytuj ten wpis
loki
tylko Żuk
socjaliści won
(27) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

loki
loki (26 grudnia 2014 o 11:52) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

rzeczywiście, wielki mi gospodarz, napożyczać pieniędzy to każdy potrafi, nie budował za swoje, niech ktoś mi da 1 miliard złoty to też postawie kilka budynków

Rozwiń
tylko Żuk
tylko Żuk (14 listopada 2014 o 23:00) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

1998-2006 Pruszkowski, "Lublin jest wsamraśny, nic nie trzeba robić"

2006-2010 Wasilewski, "nie da się"

2010-2014, Żuk, "Jest sporo do zrobienia i da się, ROBIMY"

Rozwiń
socjaliści won
socjaliści won (14 listopada 2014 o 22:26) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Tak dobrze zrobił ścieżki rowerowe, że na Grabskiego własnie sfrezowali asfalt gdzie miesiąc wcześniej były namalowane pasy do ścieżki, czyli poprostu kilka czy kilkanaście tys zł poszło do kosza...dziękuje. żuk niech idzie do lasu toczyć kulki z gó...a

Rozwiń
rowerak
rowerak (14 listopada 2014 o 21:54) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Jako członek Porozumienia Rowerowego stwierdzam, że Żuk bardzo dobrze zrobił odnośnie pasów rowerowych a ty pis-bredzisz przedmówco. Nie ma to jak pis się upomina o rowerzystów, których zawsze olewał i podejrzewa o "lewactwo". Idźcie do diabła pisiory.

Rozwiń
Miodek
Miodek (14 listopada 2014 o 21:53) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Cukrownię zamkną minister w rządzie PiS Jasiński. Spokojnie, zaliczamy to do niepodważalnych sukcesów PIS.

Cukrownię zamknął ....bo to już się dokonało.

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (27)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!