poniedziałek, 23 października 2017 r.

Magazyn

Czy sędzia jest kalosz?

  Edytuj ten wpis
Dodano: 29 czerwca 2006, 13:58

Niejaki Graham Poll, obywatel brytyjski, był do niedawna szczęśliwym człowiekiem. Doceniano go w pracy i powierzano bardzo ważne zadania. Stawiano go za wzór mniej utalentowanym kolegom, za niespełna dwa tygodnie czekało go wielkie wyzwanie: miał sędziować finał mundialu. Niestety, jego kariera legła w gruzach, bo okazało się, że Poll ma problemy z liczeniem w zakresie do trzech

Rzecz wydała się podczas meczu Australia–Chorwacja. Poll pokazał Chorwatowi Simuniciowi jedną żółtą kartkę. Potem drugą. Po niej powinien pokazać czerwoną i wyrzucić piłkarza z boiska. Ale postanowił być oryginalny i nie wyrzucił, tylko mu jeszcze trzecią żółtą dowalił. Żeby już wszystkim namącić w głowach mecz zakończył akurat wtedy, gdy Australijczycy zdobywali kolejną bramkę. Przy tym wszystkim fakt, że nie podyktował dwóch karnych, jest już tylko zabawnym epizodoem.

Cyrk na trawie

Poll został „gwiazdą” mundialu i bohaterem mediów. Na krótko, bo popularności pozazdrościł mu Rosjanin Iwanow. W meczu Portugalia–Holandia pobił rekord: pokazał 16 żółtych i cztery czerwone kartki. Kartek było więcej niż fauli, wściekli piłkarze skakali wokół sędziego. Chyba że akurat się bili za jego plecami.
Cyrk.
I tak jest w co drugim meczu: bramki ze spalonych. Prawidłowe gole nie są uznawane. Nie ma karnych, które powinny być, a są faule, które widział tylko sędzia.
Skoro każdy w telewizorze na powtórce widzi, że faulu nie było, a sędzia dyktuje karnego, to po co nam sędzia? A jeżeli już musi być, to nie można go jakoś wspomóc? Można, a pomysłów nie brakuje: dwóch sędziów głównych. Każdy ma swoją połowę boiska, więc zobaczy więcej. Piłki wyposażone w chip, który sygnalizuje, że piłka przekroczyła linię bramkową. Konsultacje z innym sędzią, który siedzi przed monitorem i w kilka sekund może zobaczyć powtórkę.
Proste? Owszem, tylko że takich zmian nie chcą sędziowie.

Błędy tak, rozmowa nie

Oni nawet rozmawiać nie chcą. – Sędziowanie na mundialu? Nie jestem zainteresowany rozmową.
– Muszę się poradzić, czy mogę mówić.
– A daj pan spokój...
Dopiero za czwartym razem trafiliśmy na sędziego, który zgodził się na rozmowę. Zaczął ja od tego, że nie może... mówić. – Nie będę komentował konkretnych przypadków – mówi Tomasz Mikulski, na co dzień internista z Lublina, ale też sędzia międzynarodowy z 20-letnim stażem. – Bo nie mogę: regulamin FIFA zabrania komentowania decyzji innych sędziów.
Własnych zresztą też, więc Poll nigdy się nie wytłumaczy z tych trzech żółtych kartek.
Mikulski mówi, że sam nigdy tylu jednemu piłkarzowi nie pokazał. Ale broni sędziów. – Bo mamy dodatkowe emocje. Czasami w sensie sportowym jest nuda, a tu nagle zaczyna się dziać. Emocje, adrenalina i napięcie.

To po co grać?!

Coś w tym jest, ale chyba nie w karnym dyktowanym na minutę przed końcem meczu. Bach i lepsza drużyna po 4 latach przygotowań wraca do domu.
– Owszem, są propozycje zmian w przepisach, ale jestem im przeciwny. Nawet najlepsze powtórki nie zawsze wszystko wyjaśnią – dodaje Mikulski. – A z nowymi technologiami też jest kłopot. Bo wymagają specjalnych piłek, bramek, fotokomórek. A sędziowanie musi być identyczne na każdym poziomie. A nie wyobrażam sobie, by na takie gadżety było stać okręgowe ligi.
To może od razu lepiej losować wynik meczu, zamiast przez półtorej godziny czekać, aż arbiter coś wymyśli?
– Sędziowskich błędów wcale nie ma więcej niż kiedyś – odpiera zarzuty Mikulski. – Jest za to lepsza technika, która pozwala je zobaczyć: kamery, powtórki, itd. Ale przyznaję, że choć oglądałem większość ostatnich spotkań, to nie widzę murowanego faworyta do sędziowania finału. Nie ma kogoś takiego jak Pier Luigi Colina.
Włoski arbiter o twarzy kosmity był jeszcze niedawno gwiazdą nie
mniejszą niż Ronaldinho. Sędziował najważniejsze mecze i mylił się niezwykle rzadko. I co najważniejsze: miał respekt wśród piłkarzy. – Sędzia musi być stanowczy albo chociaż sprawiać takie wrażenie. Piłkarze próbują podważyć jego autorytet; wybić go z rytmu. Biorą go na litość, obrzucają wyzwiskami, oszukują. Różne są sposoby... I tu pomaga też doświadczenie.

Komu kartka?

Rok 1994, ćwierćfinał Argentyna–Nigeria. – Spotkanie prowadził mój znajomy, szwedzki sędzia. W pewnym momencie zobaczył brutalny faul na piłkarzu Argentyny – wspomina lubelski arbiter. – Tyle że natychmiast zrobiło się zbiegowisko i on nie wiedział, który z Nigeryjczyków sfaulował.
Wtedy Szwed wyjął czerwoną kartkę i... jeden z Nigeryjczyków spuścił głowę.
Miał szczęście, bo inaczej komu by tę kartkę dał?
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!