czwartek, 14 grudnia 2017 r.

Magazyn

Czym nas kuszą politycy

  Edytuj ten wpis

Joseph Goebbels, minister propagandy Adolfa Hitlera, powiedział kiedyś, że propaganda to połowa sukcesu. - I nie mylił się. Nazywamy to teraz "tworzeniem wizerunku” - wyjaśnia jeden ze znanych specjalistów w tej dziedzinie. Nie chce podawać nazwiska, bo pracuje na rzecz jednego z lubelskich kandydatów na prezydenta miasta. - Dziś polityka to taki sam produkt jak margaryna. I polityka reklamuje się tak samo jak margarynę czy proszek do prania. Po prostu - trzeba go sprzedać.
Nigdy nie było tylu klientów
Tworzenie wizerunku w polskiej polityce ma krotką historię. Zaczęło się od kampanii Kongresu Liberalno-Demokratycznego w 1993 roku. Potem była kampania Aleksandra Kwaśniewskiego, potem kampania Mariana Krzaklewskiego. Ostatni głośny sukces kreatorów wizerunku to Andrzej Lepper, którym zajmował się Piotr Tymochowicz.
- Nigdy nie miałem tylu klientów, co przy tych wyborach samorządowych - mówi Piotr Tymochowicz. - Podobnie jest w innych firmach. Zgłaszają się nawet... kandydaci na sołtysów. I większość z nich wierzy, że do wygrania wyborów wystarczy sama socjotechnika.
Czy podobnie jest na Lubelszczyźnie? Czy kandydaci na prezydenta Lublina i do rady miejskiej korzystają z takich metod? Czy wierzą w ich skuteczność?
- Korzystamy z usług profesjonalnej agencji reklamowej - mówi Jacek Piasecki, rzecznik Jacka Sobczaka ubiegającego się o fotel prezydenta Lublina. - Zamówiliśmy też badania socjologiczne dotyczące nastrojów i preferencji wyborców. Korzystamy z porad agencji PR (Public Relations, czyli tworzenie wizerunku - R.W.). Poza tym sami mamy za sobą kilka kampanii, więc znamy się na tym.
Sam Jacek Sobczak uważa, że takie metody są bardzo przydatne.
- Dzięki temu polityk lepiej się prezentuje. To również świadczy o rosnącej kulturze społeczeństwa, które wymaga, by ich polityk był schludny i dobrze ubrany. Odchodzimy od oberwańców.
Inny z kandydatów, Wiesław Brodowski, również ma sztab specjalistów. - Pilnujemy najdrobniejszych nawet szczegółów, żeby wszystko ze sobą współgrało: wizerunek, zachowanie, słowa.
Wiesław Brodowski przeszedł odpowiedni trening: jak się ustawić, jak ograniczyć gestykulację.
- A nawet jak odpowiednio siadać, żeby marynarka się brzydko nie marszczyła - dodaje.
Metoda szczepionki
Czy odpowiedni wizerunek polityczny może się przydać w wyborach lokalnych?
- To zawsze się przydaje - uważa Jacek Ziemowit Pietraś, dziekan wydziału Politologii UMCS. - Należy eksponować pozytywne cechy kandydata. Błędem jest tworzenie czegoś nowego, np. ukazywanie robotnika jako intelektualisty.
A jesli kandydat ma na sumieniu jakieś ciemne sprawki?
- To stosujemy metodę szczepionki - wyjaśnia prof. Pietraś i podaje przykład Clintona. - Wszyscy wiedzieli, że podrywa każdą sekretarkę, więc jego sztabowcy sami o tym mówili. Że każdy ma jakieś wady, że to takie pokolenie. I przeciwnicy nie mogli już tego wykorzystać, bo wyborcy o tym wiedzieli.
Samoobrona samowystarczalna
- Wszystko robię sam - deklaruje Jarosław Urban, kandydat Samoobrony. - Nie korzystam z żadnych specjalistów, ani podręczników od marketingu politycznego. Zdjęcia robi mi kolega ze studiów. Nigdy nie sprzedawałem swojego wizerunku.
O tym, jak się robi profesjonalną kampanię wyborczą, opowiada nam warszawski specjalista:
- Moja praca to myślenie i doradzanie. Co ma być na plakacie, sposoby mówienia, mowa ciała, itd. Szukam też sposobów na dotarcie do wyborcy: np. akcja "Stukamy do drzwi”. Podobnie robił Clinton, który zjeździł całe USA autobusem i spotykał się bezpośrednio z wyborcami.
Zjawisko jednopalczastości
Swoją pracę specjalista zaczyna od obserwacji kandydata; jego wad i zalet.
- Potem staramy się wyeliminować wady i podkreślić zalety. Reszta jest kwestią treningu, czasem bardzo szczegółowego. Np. Tymochowicz szkolił u Krzaklewskiego gest otwarcia, czyli serdecznego rozłożenia rąk. Nie wypaliło, bo Krzaklewski robił to bardzo sztucznie.
Podobnie było z Balcerowiczem w czasie ostatnich wyborów parlamentarnych. Wtedy szef UW zaczął się bardzo często uśmiechać, nawet jak mówił... o przykrych sprawach.
- Dla wyborców było to nieszczere - dodaje nasz specjalista. - Balcerowicz uśmiechał się jak maszyna, równo co 20 sekund. To było śmieszne...
Trening to także eliminowanie pewnych zachowań.
- Np. "zjawiska jednopalczastości”, czyli wymachiwania palcem, co bardzo denerwuje ludzi, albo nadmiernego gadulstwa.
Jak Tymochowicz ocenia kampanie w Lublinie?
- Podobnie jak w reszcie kraju. Tu podziały polityczne grają mniejszą rolę niż w wyborach krajowych; bardziej liczy się konkretny kandydat. Za najpoważniejszych uważam Brodowskiego, Pruszkowskiego, Sobczaka i Urbana.
Socjotechnika nie wystarczy do wygrania wyborów - podkreśla Tymochowicz. - Ale jest bardzo przydatna i politycy to rozumieją. Także wyborcy doceniają takie działania, bo przecież nikt nie chce, żeby prezydentem jego miasta był drugi Buzek, czyli marionetka.
Dobra kampania wyborcza to także dobre pomysły.
- Chcieliśmy zrobić cos zaskakującego - opowiada nam Franciszek Piątkowski, jeden z sześciu młodych kandydatów na radnego z ramienia SLD. Ich plakaty są w całym Lublinie. Czerwone, widać tylko oczy i duży napis: "Kim jest Franciszek Marek Piątkowski?”, "Kim jest Artur Czaban?”, itd. - To nasz własny pomysł, nie korzystaliśmy tu z żadnych fachowców. Po prostu nie chcieliśmy kolejnego zdjęcia na tle Bramy Krakowskiej.
Artur Czaban dodaje, że będzie to kampania wielofazowa.
- Zaczęliśmy od tych plakatów, następne już nas "odkryją”. Potem będzie bardzo oryginalna ulotka i chodzenie po domach, gdzie będziemy rozmawiać z mieszkańcami o ich problemach i potrzebach.
Źle pan trafił z tym Lublinem
Piotr Włoch, kandydat do sejmiku województwa, również nie korzysta z wyspecjalizowanych agencji.
- Kampanię organizują mi najbliżsi. Ja sam korzystam tylko z podręcznika o marketingu politycznym.
Z pomocy najbliższych korzystała w wyborach parlamentarnych Zyta Gilowska, posłanka Platformy Obywatelskiej.
- Nie korzystałam ze specjalistów. Nie miałam na to czasu, ani potrzeby. Przypuszczam jednak, że dobry wizerunek może się politykowi przydać w wyborach lokalnych. Ale Lubelszczyzna to bardzo trudny i specyficzny region. Tu najważniejsze jest mówienie ludziom prawdy, a nie zabiegi marketingowe.
Krzysztof Pankowski jest badaczem-analitykiem w Centrum Badania Opinii Publicznej i zajmuje się wyborami samorządowymi.
- Umiejętność "sprzedawania się” to część teatru politycznego. Jeżeli polityk potrafi odpowiednio mówić czy gestykulować, to na pewno mu to pomoże w zwycięstwie. Tak więc z ich punktu widzenia marketing polityczny jest bardzo przydatny. Dla nas, wyborców, już niekoniecznie, bo za słowami czy gestami często nie ma nic. Jest tylko pustka.
- Polityk powinien spełniać coraz wyższe wymagania, potrzebne są więc odpowiednie treningi. I nie powinniśmy się tego wstydzić - dodaje Jacek Sobczak.
Jednak nie wszystkich na to stać.
- Niektórzy z tego powodu rezygnują z usług specjalistów - wyjaśnia Piotr Tymochowicz. - Prosty przykład: statysta to 50 zł. Jeżeli ktoś chce mieć tłum na wiecu i zatrudnia np. 100 statystów, to już jest wydatek. A moje wynagrodzenie? Kreator bierze zazwyczaj 10 proc. z tego, co kandydat wydaje na działania robione przez kreatora.
• To jaki może być koszt profesjonalnej kampanii w Lublinie?
- Źle pan trafił z tym Lublinem...
• Dlaczego?
- Moja rodzina stad pochodzi, więc mam pewne koligacje. Robię kampanię dla jednego z kandydatów na prezydenta Lublina.
• Którego?
- Tego, który ma największe szanse.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!