niedziela, 24 września 2017 r.

Magazyn

Dancingi wracają

Dodano: 28 grudnia 2007, 15:46

Zagracie piosenkę dla Kazika? Z dedykacją, żeby szybciej ruszał d...ą, to schudnie - rechocze kobieta, a sala pęka ze śmiechu.

Na dancingu w hotelu Huzar w Lublinie, pierwsze osoby pojawiają się o godzinne 19. Mężczyźni w garniturach i pod krawatami, starsi) lub w dżinsach (to młodsi).
Panie wystrojone: z dużymi dekoltami. w srebrach, złotach. Takie kolory królują teraz na parkietach. Siadają przy stolikach. Zamawiają jedno piwo, drink. Później drugie, trzecie... - W tym czasie gramy do kotleta. Głównie wolne kawałki. Bo impreza się dopiero zaczyna - objaśnia Radosław Wnuk, jeden z członków zespołu Primo.

Im ciemniej, tym lepiej

Zabawa rozkręca się po godz. 20. W sali robi się coraz tłoczniej. Sprzedano już sto czterdzieści biletów, a na sali coraz weselej. - Im ciemniej, tym lepiej - zapewnia Wnuk. - Ludzie czują się swobodniej i stają się odważniejsi. A u nas jest do tego dobry klimat.
Przychodzą zarówno młodzi, jak i starsi. - Młodzież mówi, że zamiast na dyskoteki, woli przychodzić na dancingi. Twierdzą, że tu mogą jednocześnie się bawić, ale także posiedzieć i pogadać - dodaje klawiszowiec Primo. - Bo muzyka nie dudni, tak jak w innych miejscach.
Do lubelskiej Czarciej Łapy przychodzą czasem całe rodziny. - Nieraz tu widzę, jak mama z córką podrygują na parkiecie - wspomina Bożena Kotula, szefowa kawiarni.

Jest już ciemno

Wylegają na parkiet. - Nana nana nananana nanana - nuci młody chłopak. - Znacie to? Zagracie?
- Znamy! Zagramy - odpowiadają muzycy i grają zamówioną piosenkę.
Ale nic za darmo. Kiedyś ktoś wyciągał 5 zł i myślała, że tym coś zwojuje u muzyków. - Trzeba wychować gości. My to zrobiliśmy. Ustaliliśmy stawkę za piosenkę z dedykacją na 20 zł - tłumaczy Wnuk. - Czasem jednak nawet stówę dają.
Dla pani Gosi od uśmiechniętego Darka. Albo: od kierownika zmiany dla pracowników. Takie dedykacje pojawiają się najczęściej. - Niecenzuralnych nie puszczamy. Pojawiają się też takie głupiutkie, które powtarzamy przez mikrofon - opowiada klawiszowiec z zespołu Primo. - Przykład? Jedna z pań poprosiła o piosenkę dla kolegi: "Żeby szybciej ruszał dupą, to schudnie”.
Czasem odśpiewają sto lat dla jakiegoś solenizanta lub jubilata. Ale przebojem, który ostatnio podbił serca dancingowiczów, jest piosenka zespołu Feel "A gdy jest już ciemno”. Musi być grana co najmniej kilka razy. Tak jak utwory wokalistki grupy September.
Dlatego muzycy szanujących się zespołów dancigowych słuchają radia. Żeby być na bieżąco. Później spotykają się na próbach, ćwiczą i na pewno nie zawiodą imprezowiczów. W swoim repertuarze Primo ma ponad tysiąc utworów. I ciągle muszą uczyć się nowych.
- Teksty piosenek "Wolność i swoboda” czy "Jesteś szalona” znam na pamięć. W ciągu nocy to leci bardzo często. Czasami aż za często - śmieje się Kotula.

Zakochani w dancingach

Godzina 22, czyli podryw czas zacząć. Na dancingach króluje tradycja - to panowie proszą panie. Na odwrót bardzo rzadko. - Na takie imprezy przychodzi sporo samotnych mężczyzn i kobiet. Jedni łowią wzrokiem drugich. Ale to do mężczyzn należy inicjatywa. Obserwujemy, jak po jakimś czasie pan wstaje od swojego stolika i podchodzi do pań siedzących naprzeciwko. A, że na dancingach wszyscy chcą się bawić, to pan raczej nie zostaje odrzucony - opowiada Wnuk.
Zakochani też odnajdują się na parkiecie. - Ostatnimi czasy przychodziła do nas niezwykła para sześćdziesięciolatków, może siedemdziesięciolatków. On wysoki i szczupły. Ona ledwo sięgająca mu do ramienia - opisuje swoich klientów Bożena Kotula. - I zawsze tak cieplutko do niej mówił: Kasieńko. Szli na parkiet. Może bardziej dreptali, niż tańczyli, ale to był uroczy widok. Był, bo, niestety, już dłuższy czas się u nas nie pokazywali.
Są też tacy, którym Czarcia kojarzy się z zaręczynami. - Poznaliśmy się tutaj, wiec postanowiłem, że i tu poproszę moją Anię o rękę - opowiada Grzegorz Smyk, dwudziestoparolatek.
- I tak zrobił - śmieje się Ania i pokazuje pierścionek. - To nasze miejsce. Nie dyskoteka, na której non stop leci techno czy hip-hop. Tylko legendarne miejsce, które staje się coraz modniejsze wśród naszych znajomych.

Tany po japońsku i arabsku

Lubelskie zespoły dancingowe są znane także w Japonii czy Jordanii. - Dzięki agentom pojechaliśmy tam grać. Musieliśmy nauczyć się piosenek po japońsku. Kiedyś planowaliśmy zagrać je w Lublinie, ale nie wiem czy komuś by się spodobały - zastanawia się Wnuk.
Muzycy zgodnie twierdzą, że tamtejsze dancingi nie mają takiego klimatu jak nasze. - W Japonii domagali się sentymentalnych piosenek. Zamawiały je u nas pracujące tam polskie hostessy. Na parkietach raczej nie szaleli, nie tańczyli w parach. W krajach arabskich taniec w ogóle był niedozwolony. Więc my graliśmy, a oni słuchali.
Także w Lublinie czasem obcokrajowcy odwiedzają dancingi. - Bo przecież my jesteśmy wizytówką Lublina. Wchodzą, bawią się i nadziwić się nie mogą, że wypiją u nas tak tanie piwo regionalne - mówi szefowa Czarciej Łapy.

Konkurencja zespołowa

Ale dancingi to nie tylko zabawa. To także praca. - A gdzie praca, tam i konkurencja. A między zespołami grającymi na imprezach wytworzyła się dziwna rywalizacja. Chora i nieuczciwa - mówi większość muzyków z branży.
Muzycy przychodzą na dancing, na którym gra inny zespół. Siadają i podsłuchują, jakie utwory w swoim repertuarze ma grający zespół. Kiedy już się rozeznają, podchodzą do grających i zamawiają piosenkę, której tamci nigdy nie grali. Jeśli nie usłyszą, tego co zamawiali, idą na skargę do szefa lokalu.
- Inny sposób na wykończenie konkurencji, to zaproponować coś właścicielowi klubu. Np., że będą grać przez dwa lub trzy miesiące za darmo - opowiada Wnuk.
Także Czarcia Łapa ma problemy. Bożena Kotula wynajmuje staromiejskie pomieszczenia od Zarządu Nieruchomości Komunalnych i spółki "Kamienice Miasta”. Umowa najmu jest podpisana do końca stycznia 2008 r. Ale nie zgadza się na rosnący czynsz. - Przecież nie podniosę ceny piwa z 4,5 zł na 10 zł. To nie tego typu lokal - mówi. Jeśli się nie dogada, to bal sylwestrowy będzie ostatnią imprezą. W jej obronie stanęła Komisji Kultury i Ochrony Zabytków Rady Miasta. - Szkoda by było likwidować to miejsce - mówi Henryk, bywalec Czarciej. - Dancingi tu to legenda...
Czytaj więcej o:
Użytkownik niezarejestrowany
Gość
ania
(5) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (20 lutego 2017 o 14:12) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
ja osobiście polecam dancingi w hotelu delfin.muzyka na żywo, świetne jedzenie i duze piwo w cenie wejściówki. ***dancing.hoteldelfin.pl/
Rozwiń
Gość
Gość (10 sierpnia 2015 o 13:41) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Nałęczów ??? To dziura . Zatrudniony zespół w uzdrowisku w Pałacowej to ŻENADA !!! Nie polecam. WIOCHA
Rozwiń
ania
ania (6 stycznia 2008 o 17:01) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
w Naleczowie graja krotkie dancingi i dla ludzi z sanatorium,dlatego w kazdy dzien.W Lublinie mozna sie wybawic do 3 rano i fajne kawalki graja.czesto bywam i polecam!
Rozwiń
Kasia
Kasia (3 stycznia 2008 o 10:27) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Dancingi, a w niedalekim Nałęczowie grają codziennie i nie trzeba tyle za wstęp płacić
Rozwiń
Marek
Marek (3 stycznia 2008 o 10:22) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
I tak najlepiej jest w Nałęczowie,tam dopiero są klimaty
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (5)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!