piątek, 15 grudnia 2017 r.

Magazyn

Denis, pamiętaj kim był twój ojciec

  Edytuj ten wpis
Dodano: 5 czerwca 2008, 13:23

Rozmowa z Maciejem Majem, autorem książki "Dadi - Przerwany wyścig”

• Kiedy rozmawialiśmy rok temu miał pan już na koncie jedną książkę o lubelskim żużlu, a kończył pracę nad książką o Robercie Dadosie, która właśnie teraz się ukazała. Dlaczego Robert Dados?

- Dlatego, że był wspaniałym sportowcem, mistrzem, objawieniem polskiego żużla. Również dlatego, że historia życia Roberta to historia wielkich sukcesów, a równocześnie wielkiego osobistego dramatu.

• Przypomnijmy...

- Pochodził z podlubelskiej wioski. Jako 16-latek zaczął trenować żużel w lubelskiej drużynie. Okazało się, że ma do tego talent i już wkrótce "targowały się” o niego najlepsze polskie kluby. W sierpniu 1998 roku Dados został Indywidualnym Mistrzem Świata Juniorów. Jeździ w ligach zagranicznych, w Grand Prix. Ścigał się z najważniejszymi żużlowcami świata.

W 2000 roku dobra passa jednak się załamała. Robert miał poważny wypadek, po którym co prawda doszedł do formy fizycznej, ale nie do końca pozbierał się psychicznie. Gdy podjął drugą próbę samobójczą, miałem pewność, że opiszę jego historię. Już wtedy zacząłem gromadzić materiały, rozmawiać z ludźmi. Ale byłem pewien, że będzie ona miała happy end.

• Nie miała. W 2004 roku Robert Dados powiesił się w gospodarstwie swoich rodziców pod Lublinem. To była trzecia, skuteczna próba samobójcza.

- Dokładnie tydzień przed pierwszym wyścigiem po powrocie do Lublina... To był szok dla nas wszystkich, którzy go znaliśmy. Życie napisało tragiczne zakończenie - także mojej książki, nad którą już wtedy pracowałem. Pojawiło się pytanie: Dlaczego? Dlaczego on? Dlaczego w tym miejscu, w tym momencie, w taki sposób? Sam o to wszystko pytałem. A odpowiedzi szukałem pisząc książkę. Podzieliłem ją, tak jak mecz żużlowy, na 15 wyścigów. Ten ostatni, 15, jest niedokończony. Przerwany przez śmierć.

• Znalazł pan odpowiedź, dlaczego Dados nie chciał żyć?

- Próbowałem zrozumieć Roberta. To co czuł, gdy wygrywał i był na szczycie, a potem, gdy jego kariera tonęła jak Titanic. Myślę, że tajemnica tkwi w skomplikowanej naturze Roberta, który nie był przygotowany na porażki, przegraną. Nie potrafił sobie z tym poradzić. I dodatkowo był osamotniony w swoich problemach. Gdy odnosił sukcesy miał koło siebie mnóstwo ludzi, gdy był w dołku musiał radzić sobie sam.

• To brzmi jak oskarżenie...

- Nikogo nie oskarżam, ale stawiam pytania. Choćby o to, czy losy Roberta potoczyłyby się inaczej, gdy po pierwszej próbie samobójczej miał zakaz wsiadania na motor. Czy presja na to, by wygrywał nie była zbyt silna. Pokazuję drugą, ciemną stronę żużla. W ciągu 2 lat trzech młodych utalentowanych zawodników popełniło samobójstwo. To nie przypadek. Ktoś popełnia gdzieś błąd. I nie można udawać, że nic się nie dzieje, bo tu gra toczy się o najwyższą stawkę - ludzkie życie.

• Jak na książkę zareagowali koledzy żużlowcy?

- Mówią, że jest prawdziwa. A to najważniejsze. Książka otrzymała już wyróżnienie Polskiego Związku Motorowego i Stowarzyszenia Autoklubu Dziennikarzy Polskich "Złote Koło 2007”.

• A rodzina?

- Na promocji był brat i siostra. Zabrakło rodziców, żony i 11-letniego syna Denisa. Ale obiecałem Denisowi, że dostanie ode mnie książkę.

• Co mu pan napisze w dedykacji?

- Żeby nie zapomniał kim był jego ojciec. Jakim wspaniałym był sportowcem i człowiekiem. Denis urodził się, gdy Robert był u szczytu sławy. Gdy miał 6 lat, Robert odszedł. Mam nadzieję, że ta książka przybliży mu ojca, że pozwoli mu go bliżej poznać. Fizycznie są do siebie bardzo podobni.

• Dla kogo właściwie napisał pan tę książkę?

- Na pewno trochę dla siebie. Była to moja osobista psychoterapia w bardzo trudnych chwilach po wypadku, gdy okazało się, że będę jeździł na wózku. Miałem cel, zajęcie. Poczucie, że robię coś ważnego. To książka także dla kibiców i zawodników żużla. Ale przede wszystkim dla młodych sportowców - i to niezależnie jakiej dyscypliny. Ku przestrodze. Żeby potrafili walczyć i przegrywać. Nie każdy i nie zawsze może być zwycięzcą w sporcie. Ważne, żeby zwyciężać w życiu, także w walce z samym sobą.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!